środa, 30 maja 2012

Czas wielkich zmian

Uświadomiłam sobie dziś, że został mi jakiś miesiąc, nawet nie cały do tych wielkich zmian. Jeszcze miesiąc samotności, a potem reszta życia z Nim. Zastanawiam się jak będzie wyglądać to życie, póki co zapowiada się dobrze. Jak się zmieni? Tego nie wiem, żyję jednak w dobrej wierze, że będzie cudownie. Wyczekuję teraz najbardziej chwili, kiedy wejdziemy do NASZEGO mieszkania, zamkną się drzwi, zostaniemy sami. Wtedy zacznie się to prawdziwe życie. Będziemy je układać już po swojemu. Każdego ranka i każdego wieczoru będziemy budować wspomnienia na całe lata.
Ten miesiąc będzie takim strasznie napiętym miesiącem. Takim wyczekiwaniem. Niedoczekaniem. Aż w końcu nadejdzie ten dzień, kiedy zamknę za sobą drzwi i już nie będę musiała tu wracać. Zamienią się role. Teraz to tam będę wracać, po weekendach tu. Ach jak nie mogę się doczekać....
A poza tym, to...
Nie ma zbyt wiele czasu na nic. Dużo projektów do oddania na uczelnię, jakieś tam egzaminy, testy, zaliczenia i bla bla bla... Jak już będzie czas na totalne byczenie się, to wezmę wolne od wszystkiego i cały dzień będę śmigać po domu w pidżamie =] a co mi tam!
Dodatkowo... Jutro nie będę nic tu pisać, a jutro mój M. obchodzi swoje święto, to chciałabym mu złożyć życzenia (znów będzie przez chwilę popularny) . Kochanie: wszystkiego cudownego (od Ciebie), dużo wytrwałości (ze mną), dużo miłości (dla mnie), dużo pieniążków (żebym miała co wydawać), dużo uśmiechu (dzięki mnie), samych radości (ze mną) i saaaaaaaaamych szczęśliwych dni :*

No to już dałam znak, że żyję, Informatyka odprawiłam spać, teraz moja kolej.

Ahoj!

sobota, 5 maja 2012

Uczucia. A może inacej. Kanarek.

Uczucia. Są różne. Silne i słabsze. Pozytywne i negatywne. Takie, które dają energię do życia, albo takie, które ją odbierają. Jak ważną rolę w życiu odgrywają uczucia. Zastanawiam się właśnie nad tym. Taka jakaś filozoficzna się dziś obudziłam. Może dlatego, że siedzę po cichutku w domu, żeby nie zbudzić wilka złego i ta właśnie cisza wywołuje taki stan. Może jednak taki dzisiejszy biometr ;)
Wracając do wątku głównego (bo znając moje zdolności zaraz go zgubię i znów będzie do dupie Maryni), tak, wracając do uczuć. Uczuć i odczuć. Co sprawia, że w jednych sytuacjach czujemy się dobrze, a w innych zupełnie odwrotnie? Tu można by powołać się na szeregi teorii motywacji mówiących o zaspokajaniu potrzeb i zapewne byłaby w tym cała prawda. Bo jeśli na dany moment moją potrzebą jest kawa i ta potrzeba będzie zaspokojona to prawdopodobnie się uśmiechnę. Idąc jednak dalej. Coś jednak w nas te potrzeby buduje. I nie mówię tu już o kawie, a raczej o czymś więcej. I tu właśnie do gry wchodzą uczucia (i odczucia). Ambicja, która w większym lub mniejszym stopniu popycha człowieka do działania, to nic innego jak pewne uczucie. Ale nie ważne, bo w sumie to nie ten obszar, nad którym dziś sama z sobą debatuję. Człowiek to takie śmieszne zwierzątko, które nie potrafi żyć samo. A śmieszne, bo często się do tego nie przyznaje, wykrzykując patetycznie "a po co mi durni ludzie". A przecież nie trzeba człowieka by zabić samotność. A tak się składa, że każdy potrzebuje nie czuć się samotnie. I to takie właśnie uczucie, chyba najistotniejsze. Ono powoduje, że budujemy sobie relacje z innymi ludźmi, że się zakochujemy, że jak te dwa gołąbki budujemy swoje gniazdka. Bo przecież... Związki rozsiewają dookoła siebie tyle kłopotów. Każdy chce po swojemu, a tu się trzeba liczyć z kimś jeszcze. I kłótnie, zgrzyty, awantury, trzaskanie drzwiami, rozbijanie talerzy i cała reszta tego ambarasu. A wszystko to, by wieczorem móc położyć się do wspólnego łóżka i pomyśleć, że mimo wszystkich zakamarków życia, mimo wszelkich niezgodności i konsekwencji tych niezgodności, dobrze jest mieć obok siebie kogoś. I być szczęśliwym. Szczęśliwym, bo nie samotnym.
Ok, ale nie każdy ma taką swoją połówkę (może ją wtedy zastąpić inną połówką i zapomnieć, ale na dłuższą metę to prowadzi do zmniejszenia szans na poznanie tej ludzkiej). Jak ktoś nie ma to często usilnie szuka. A jak nie szuka, tzn, że np miał niedawno i ma chwilowo dość posiadania, albo, że wybrał sobie nie tę połówkę. Albo on tę połówkę, tylko połówka wybrała inną... Albo nie wie, że została wybrana. No scenariuszy tyle co samotnych. Ludzie sobie zapychają samotność. Spędzają multum czasu, ze znajomymi, których może nawet nie lubią specjalnie, ale co tam. Kupują sobie zwierzaki (popularny trend to kot, na drugim miejscu jest pies - z racji większych wymagań, a często i gabarytów), albo oddają się całkowicie pracy, gdzie myśleć należy o pracy, a nie o sobie.
Znam ludzi, którzy potrafią pracować non stop (z przerwami na spanie), w między czasie się uczyć i może czasem gdzieś wyjść jak już nie można się z tego w żaden sposób wykręcić. Znam też takich, którzy sadzają cztery litery przed pudełkiem z kolorowymi obrazkami i nie myśląc o niczym spędzają pół dnia w jednej pozycji. Znam też takich, dla których zaczyna się wieczór i jest to wtedy najgorsza część dnia, bo przecież wszystko co miał zrobić zrobił, telewizora nie ogląda, bo ogłupia, wiadomości ogranicza do minimum, bo po tylko rośnie ochota na ucieczkę z tego durnego kraju... włącza więc muzykę, dobrą, po cichu, bo dobrej nie trzeba wcale głośno. I ten ktoś rozgląda się po swoim mieszkaniu i widzi jedno. Wszystko co robi, o co się stara nie ma żadnego sensu, bo przecież jest samotny.
Ale każdy kogoś kocha. I najczęściej, ze wzajemnością. Jeśli nie jest to połówka, wcześniej wspomniana, to może są to rodzice, przyjaciele, nawet zwierzaki.
Taki test czytaczu szanowny: zastanów się, czyja strata bolała by Cię najbardziej. Czyje odejście rozszarpałoby Ci serce? Jest taki ktoś? To ktoś kogo kochasz. Może to mama, a może się nagle okazać, że sąsiad, który zawsze służył pomocą. Bo przecież istnieje wiele rodzajów miłości.
Przypomniała mi się pewna historyjka, zasłyszana gdzieś dawno, dawno temu. Opowiadała ona o pewnym człowieku, samotnym człowieku, który znalazł sobie nietypowy sposób na zabicie samotności. Dosłownie zabicie. Ów mężczyzna był płatnym mordercą. Nie miał nikogo, nie kochał nikogo. Tak myślał. Zabijał ludzi, bez mrugnięcia okiem. Gdy zmarł mu kanarek, płakał jak dziecko. Każdy kogoś kocha. A miłość, to uczucie. Wywołane samotnością. Ale jakże piękne.


i to by było chyba na tyle.
Liczę, że może ktoś to przeczyta, że może komuś się to spodoba, że może komuś to w czymś pomoże. Może...

Ahoj!

sobota, 28 kwietnia 2012

poranne pomieszanie z poplątaniem i kawą

Popijam poranną kawę i postanowiłam napisać notkę. A może trochę odwrotnie. Najpierw postanowiłam napisać notkę, potem zrobiłam kawę. Nie ważne. Efekt jest taki, że mam kawę i laptopa na kolanach i staram się coś tu spłodzić.
Czytając między wierszami, możesz dużo dostrzec. Taka myśl mi krąży od wczoraj po głowie. Jednak dziś chyba nie ukryję tu zbyt wielu podtekstów, ukrytych treści czy personalnych odniesień. Dziś po prostu jestem królewną. Jaką?

Właśnie taką:)

Nie wyspałam się, sama nie wiem czemu. Czuję się jakbym całą noc toczyła jakąś batalię. A przecież noc była spokojna, cicha a wręcz bajkowa. A jednak. Dziś będę jęczeć. Teraz jestem na etapie "nie mam się w co ubrać". Sio. Koniec marudzenia.

Pomyślałam sobie, że może warto napisać coś z sensem, z jakąś wartościową (przynajmniej w moim odczuciu) treścią.
Myślę o ludziach, na których zawsze mogę liczyć, którzy nigdy nie odmówią mi pomocy, do których mogę zadzwonić w środku nocy tylko po to, żeby się wygadać, wypłakać lub chociaż nie czuć się "sama". Ile jest takich osób w moim życiu? Mogłabym wymienić na palcach jednej ręki. Nie muszę tego robić na głos. Nigdy nie musiałam, bo te osoby wiedzą doskonale, że właśnie o nie chodzi. Jednak dla ilu osób ja jestem kimś takim? Ile osób myśli o mnie gdy ma problem, gdy chce pogadać, albo pomarudzić.
Taaak. Ktoś by się znalazł. Mam nadzieję, że w tej sytuacji też nie tylko ja wiem o kim mówię ;)

Czy to jest właśnie prawdziwa przyjaźń? Że bez względu na to, czy ta druga osoba jest w sąsiednim pokoju, czy w innym mieście, a może nawet w obcym kraju, to zawsze możesz liczyć na jej ciepłe słowo w chłodną noc albo porządnego kopa w dupsko jak się pozbierać nie można. Czy przyjaciel to ktoś, kto ulepi z Tobą bałwana w zimie, pochodzi boso po szosie latem, a może ktoś kto na wiosnę opowie Ci bajkę na dobranoc? Przyjaciel to ktoś, kto potrafi poświęcić swój czas, odłożyć wszystkie ważne sprawy na bok, by przez chwilę, w jakikolwiek sposób pobyć z Tobą, nawet jeśli to ma oznaczać wspólne nudzenie się czy marnowanie czasu. Przyjaciel to ktoś o kim jak myślisz to się uśmiechasz :) <- o tak. a może nawet o tak -> :D

Ahoj!

Ps. Pozdrawiam Was gorąco, przyjaciele!

poniedziałek, 23 kwietnia 2012

Wiosna

Wiosna buchnęła pączkami na drzewach. Nadzienie wiśniowe, jabłkowe, kto wie, może nawet różane. Liście się liścią, trawa się trawi... zielenią. Słonko zagląda zza szarych blokowisk. Miłość z ludzi (z ludźmi) wypełza na deptaki. Gęby się śmieją, oczy się błyszczą, piwo się leje po torach. Kurtki puchowe dawno już zapadły, w szafach, w sen wiosenno-letni. Pięknie się robi. Przyjemnie. I ciepło. Iście wiosenne rewolucje.
Pod wpływem tej aury i ja się jakoś rozpogodziłam. Jakoś tak wszystko co się do tej pory plątało i psuło życie ucichło, odpłynęło, odleciało. Można rzec: pięknie, wiosennie mi jest. Tylko... W tych pustych ścianach, zimowo białych jakoś sobie miejsca znaleźć nie umiem. Plączę się, kręcę i wiercę. I czegoś mi brak, czegoś mi trzeba, czegoś nagminnie szukam. Czy znajdę? Siebie i TO? Uśmiecham się, bo czemu nie? Radosna jestem, bo czemu nie? Tylko CZEMU NIE mogę usiedzieć na miejscu. Jeśli jutro będzie ładnie, słonecznie i ciepło pójdę się wyżyć. Zabiorę ze sobą przyjaciela Nikona i wyssamy razem trochę tej wiosny. Czy wtedy zrozumiem, gdzie moje miejsce? Czy wtedy usiądę i zauważę? Być może. Być może nie. Będę więc czekać uparcie i szukać, szukać, szukać wiosennego zrozumienia.
Powodzenia sobie. Powodzenia też tym, co na wiosnę z uśmiechem (może być i sztucznym) szukają w sobie zrozumienia i szukają swego miejsca.

czwartek, 19 kwietnia 2012

poprawa :)

Poczytałam trochę to co się tu dzieje i przeraża mnie to, że większość postów ma taki charakter pochmurny. Mimo szarości dnia codziennego i niesamowicie kiepskiego humoru, postaram się spłodzić coś nowego. Raz, że zaniedbałam blog do granic możliwości (zarówno pod względem treści jak i ich częstotliwości), dwa - czuję jakąś nieopisaną ochotę pisania.
Odcinam od siebie kłębiące się w głowie myśli i próbuję naprędce wymyślić jakiś temat warty uwagi oraz taki który będzie mógł posłużyć w razie awarii jako swoisty poprawiacz humoru tych, którzy wiedzą, znają, rozumieją.
Usłyszałam ostatnio: pisz, bo fajnie to robisz. Zastanawiam się teraz co znaczy "fajnie pisać". Bo jak mi ktoś mówi, że fajnie wyglądam to raczej wiem jak to odebrać, ale słysząc "fajnie piszesz" zaczynam rozważać kilka opcji. Bo przecież "fajnie" to może być interesująco, a może być śmiesznie. Może znaczyć ciekawie, ale równie dobrze może znaczyć po prostu poprawnie. No trudno, może ktoś kiedyś rozwieje moje wątpliwości i w rezultacie okaże się, że "fajnie" to tak tylko ktoś rzucił by było mi miło, a faktycznie omija to prawdę szerokim łukiem. Nie istotne. Nie na tym się miałam skupić.
Patrzę przez okno... Chociaż nie,przez okno to zbyt patetyczne określenie. Patrzę przez szparę między parapetem a końcem rolety na oknie. Widzę szarość dnia codziennego i usilnie staram się odszukać jakiś pozytyw tej pogody, tego blokowiska i tych zapędzonych ludzi. Mimo, że bardzo chcę i staram się to mi nie wychodzi. Przypomina mi się jednak (sama nie wiem czemu) sulejowski las i niezrozumiała dla większości magia tego miejsca. Klimat tworzą ludzie, nie miejsca. Miejsca jedynie przywołują wspomnienia związane z ludźmi. To chyba cała magia. Tęsknię za czasem szalonych wrażeń pckowskich obozów w Sulejowie i bardzo chciałabym tam wrócić. Tęsknię za klimatem i ludźmi. Trochę szkoda, że z większością z nich kontakt się urwał. A może by tak napisać komuś kilka miłych słów? Przypomnieć o sobie? Ciekawa jestem reakcji.
Ostatnio spotkałam się z kilkoma osobami z Łodzi, poznanymi właśnie w Sulejowie. Miło się rozmawiało i cieszę się nawiązaniem kontaktu. Może w wakacje zaszaleję i pojadę na kilka dni do Sulejowa jak będzie tam obóz? To bardzo dobry pomysł.
Teraz jednak uciekam do wspomnień i pomyślę, komu chciałabym napisać coś miłego. Potem rzecz jasna to zrobię. Może jakiś efekt takiego czynu tu napiszę. Muszę stanowczo częściej tu pisać i niech to będą te dobre rzeczy :)
Pozdrawiam i ahoj!