Miała być notka po pijaku. Otóż upić się nie mogę, ale uparcie próbuję. Ale może od początku.
Ruda chciała się wczoraj napierdolić ze szczęścia. Nie wyszło. Stwierdziła więc, że zrobi to dzisiaj. Nie idzie. Noc jednak długa, nie wiadomo co nas może spotkać. Póki co popijam wódkę z pepsi Twist i mam nadzieję, że mnie to trochę zakręci:)
Wieczorne picie nie było samotne, choć miało. Sylwia wtórowała w miarę wytrwale, aczkolwiek ona ma dziecko i poległa zanim zdążyła się upić. Cóż, na każdego przychodzi czas obowiązków, kiedy to nie można sobie pozwolić na zbyt dużo.
Mnie natomiast nachodzą jakieś myśli takie... w sumie to nie wiem jak nazwać. Refleksje nad ludzką ułomnością?
Patrząc na poszczególne osobniki, z którymi spotykam się w życiu codziennym zastanawiam się czasem: skąd kurwa biorą się takie łomy?
Ja rozumiem... bycie indywidualistą, ekscentrykiem... ale nie do tego stopnia.
O czym mówię:
Po pierwsze - typ totalwieśindywidual - przykład: koleś na uczelni. Zielony sweterek wpuszczony w spodnie. Spodnie wpuszczone w buty (takie śmiszne ocieplane niby kalosze, niby co to?)... A na plecach plecaczek. Ludzie, studia, szkoła wyższa... Koleś koło trzydziestki wyglądający gorzej niż dziecko z podstawówki. Uważam, swoim skromnym zdaniem, że jednak należy zachować wygląd odpowiedni do poziomu jaki się reprezentuje. A w szkole wyższej reprezentuje się już jakiś poziom. Nie mówię o chodzeniu w garniakach, ale bez przesady... Temu panu brakowało tylko misia przy plecaczku i różowego szaliczka zawiązanego na szyi.
Nie wspomnę, że pan ten czekał na egzamin. Ustny.
Porażka nr. 1.
Porażką nr 2, już może mniej perwersyjną i może mniej skoncentrowaną na jednej osobie jest fakt bycia indywidualistą takim jak milion innych. Przykład, wydaje mi się, że trafiony: EMO.
Jak ja mogę nie cierpieć tejże populacji. I nie mówię tu o prawdziwej subkulturze emo, tej stanowej, powstałej jakoś w latach 80, gdzie nazwa wzięła się od "emotions", gdzie ludzie charakteryzowali się estetyką i schludnością, słuchając emocjonalnego rocka, lecz o obecnym, jakże smutnym pokoleniu pseudoEMO. Tak tak, to wzruszające kiedy oni codziennie idą się zabić i wracają do siebie jutro, bo są jedyną na świcie grupą nieszczęść i tylko oni potrafią w tak cudowny sposób (nie)rozumieć się na wzajem bez słów. Poza tym, tylko oni dostrzegają piękno połączenia koloru czarnego i różowego. Tylko oni w jakiś metafizyczny sposób potrafią cieszyć się barkiem zrozumienia, zaufania i rzekomo nękającą falą nieszczęść. Sorry, rzygam.
Nr 3 - sportowcy i księżniczki, tudzież Krysie. No ich to po prostu kocham. Banda otępiałych blokersów w orientalnych oratlionach z błyszczącymi paskami na nogawkach i ich słiiiiiitaśne, ociekające różem od stóp, często do głów, cudowne laseczki. Czasem mam wrażenie, że moje sznurówki w butach są mądrzejsze. Typ blondynki z kawałów. "He he, he he".
Nie będę wymieniać dalej. Boję się, że okaże się, że nie lubię nikogo, że mnie dopadną, ograbią, obiją i porzucą wilkom na pożarcie. A ja jeszcze nie raz chcę skomentować totalwieśindywidualistę, pseudoEmo nieszczęścia i te wszystkie Dodzie - Elektrodzie z ich "he he he" koffanymi bejbami.
Idę pić dalej. Życzę dobrej nocy:)
0 komentarze:
Prześlij komentarz