Nic się nie dzieje i nawet nie mam o czym pisać. Żadnych nowości, życiowych ekscesów ani nawet myśli jakiś głębokich nie posiadam dziś. Jedno co wiem na pewno to to, że dziś kolejna impreza. A ja mam już dość. Chciałabym sobie odpocząć. Już mi się nie chce.
Marzy mi się spokojny wieczór w domowym zaciszu, żebym mogła sobie na luzie pozdychać w łóżku. W moich prywatnych dresach powalczyć z bólami brzucha, nastawić się na następny dzień. Nikt tego jednak nie bierze pod uwagę. Musisz iść, musisz się uśmiechać i robić dobrą minę do złej gry. Kogo obchodzi tak na prawdę jak ja się czuję i na co mam ochotę?
Co mam jednak zrobić? Siedzę cicho, bo kiedy mówię odbija się to echem od ścian. Stroję, maluję, zbieram w sile i wychodzę. Będzie fajnie. Tylko czy ja się będę bawić "fajnie". Czy można czuć się dobrze robiąc coś na co się nie ma ochoty?
Przypomniało mi się coś... Miałam dziś sen. Mój informatyk olewał mnie totalnie. Pocieszał mnie brat Informatyka, mówił, żebym się gówniarzem nie przejmowała. Czemu mi się to śniło? I czemu to tak bardzo przypomina mi zdarzenie, które miało miejsce kiedy jeszcze byłam z Lekarzem przyszłym niedoszłym, albo doszłym. Się okaże za lat kilka.
To też była impreza, na którą iść mi się nie chciało, tyle, że nie z bólów fizycznych jak dziś, a z bólów duchowych, bo źle się czułam w tym towarzystwie. I wtedy właśnie pan Lekarz mnie dość głupio potraktował. Wtedy właśnie brat Lekarza pocieszał mnie słowami: nie przejmuj się. Jest młody i głupi i nie docenia tego co ma. Być może nie doceniał, być może nie umiał okazać, że docenia. Nie wiem i raczej się nie dowiem.
Nie ważne. Ważne jest to dlaczego dziś miałam ten sen i dlaczego ma on dla mnie jakieś głębsze znaczenie...
Nie mam ochoty. Chyba wolę uniknąć niż się przekonać jak głębokie znaczenie ma sen.
0 komentarze:
Prześlij komentarz