Gdyby tak móc się rozdwoić. Gdyby tak dało się podzielić uczucia na pół. Jedna część byłaby szczęśliwa, bo przecież jestem szczęśliwa. Druga natomiast mogłaby sobie cierpieć za innych, bo przecież są takie osoby... przyjaciele? może to jeszcze za dużo powiedziane. Są takie bliskie osoby. Wiem, że przechodzą ciężki okres w swoim życiu. I jakoś przez to nie mogę tak spokojnie upubliczniać swojego szczęścia. Nie chcę zostać odebrana jako zarozumiały babsztyl, który nie myśli o innych tylko chwali się jak to ma w życiu świetnie.
A przecież nie ma. Jest wiele rzeczy, które chciałabym zmienić, jest tyle nie wyjaśnionych spraw, które należałoby wyjaśnić. Jest milion drobnostek, które czasem psują humor. Ale słowo klucz: drobnostek. Ja na prawdę czuję się szczęśliwa.
Szkoda mi tych, którzy na szczęście zasługują, a nie mogą go w sobie odnaleźć. Szkoda bo powinni. Zamknąć za sobą drzwi i przestać żyć przeszłością. Życie się toczy. Zawieszając się we wspomnieniach zawieszamy się w przestrzeni między dziś a wczoraj i nie ma perspektyw na jutro.
Cieszmy się tym co mamy. Bo nie ma tak, że nic nie mamy. Zawsze jest coś co daje chodź odrobinę szczęścia.
Przyjaciele, rodzina, ludzie, którzy są blisko. Może warto ich poznać. Słońce, wiatr, ciepło, wiosna. Jakiś standard życia, możliwość rozwoju.
Zawsze mogło być gorzej. Mogło brakować tego co brakuje teraz + tego co mamy. Mogło być gorzej.
Optymizm jest przereklamowany... ;]
OdpowiedzUsuńzzk się nie zna :P
OdpowiedzUsuń