wtorek, 22 czerwca 2010

Ech... Znów mam meeeega doła. Może to dlatego, że nie spałam całą noc i nie śpię do tej pory (zazwyczaj padałam 5-6 rano). Może to jednak ten Tiger. Nie ważne.
Cholera jasna no! Nienawidzę tych chwil kiedy nienawidzę wszystkiego (łącznie z sobą), kiedy mówię: Wszystko nie ważne! a przecież zdaję sobie sprawę z tego, że właśnie chodzi o rzeczy ważne i takie dla mnie są. Nie cierpię zabijać moich pragnień marzeniami o nich, bo przecież nie mogę ich zrealizować. A przecież mogę...

Ech, patrzę na siebie, na to co dzieje się dookoła mnie. Nie poznaję. To nie ja. To wszystko stanowczo przekracza lenistwo nawet!
Rozglądam się po pokoju - śmietnik. Dawno nie było w nim tak brudno. A ja? Ja siedzę z trekami pod oczami (ach te nieprzespane noce i ich nieopisany wpływ na urodę kobiecą.. nie wspominając o temperaturze pokojowej, która niewątpliwe sprzyja łzawieniu), potarganymi kudłami, jakby mnie kto zerżnął pięć razy przed chwilą, w dresach, w powyciąganej koszulce... Jak lump wyglądam, szkoda tylko, ze nie jestem brudna. Od przedwczoraj prawie nie wychodzę z łóżka, właściwie moje wycieczki dążą do kuchni i toalety. Najgorsze jest to, że ja nie mam ochoty wychodzić z tego łóżka wcale. Nie mam też ochoty posprzątać w domu i zrobić prania. Najlepiej niech mi ktoś kupi kolejnego Tigera, paczkę fajek i pozwoli zasypać cały pokój śmieciami, tak żeby nie było mnie widać. A ja będę siedzieć tu i zamulać. Bo ostatnio chyba tylko to mi wychodzi.
Najgorsze wcale nie jest to, że mam ochotę zginąć pod natłokiem puszek po Tigerach (choć jeszcze przed chwilą tak sądziłam), najgorsze jest to, że węszę podstępy dookoła mnie. Skutkuje to tym, że coś mówię a potem tego żałuję. Bo mówię to do bliskich i o losie! nie jest to zbyt miłe. Czy chociaż szczere? Wtedy może jeszcze jakoś byłoby wytłumaczalne. Może i szczere, ale przecież wszystko da się powiedzieć spokojnie, bez nerwów. Tyle, że u mnie z tym ciężko. U mnie teraz albo super-hiper-mega-wyjebiście-dobry humor albo totalne dno i zgrzytanie zębów. Albo ostatecznie ciskam piorunami, ale zaraz po tym następuje punkt programu pod tytułem: totalne dno i zgrzytanie zębów. Tak więc moje stany emocjonalne można zauważyć dwa. I wcale mnie to nie pociesza. Chociaż i tak jest postęp. Potrafię się zakwalifikować to jednej z grupy odpadów (niedegradalne) i wiem też co to powoduje. Ale o tym nie chcę już pisać. Podejrzewam bynajmniej, że kilka osób zagląda tu od czasu do czasu, niektórzy może nawet wysilą się i przeczytają cokolwiek, więc nie chcę by ktokolwiek poczuł się urażony moim upublicznianiem emocji związanych pośrenio lub bezpośrenio z jego szanowną osobą.
Poza tym czuję się dziś taka paskudna. Chyba bardziej wewnętrznie niż zewnętrznie, ale to nie zmienia faktu ze opakowanie ma wiele do życzenia. Czuję się taka wypruta, przez jakże-cudowny-poranek. Chciałam być miła i zapomnieć o pożerającym mnie mega dołku. Ale się zjebało. Przepraszam. I przepraszam za to, że mam złe przeczucia: na dziś to jeszcze nie koniec...

Sama nie wiem co już piszę. Mózg mi się psuje. Chcę nowy. Kup mi!

Idę pod prysznic. Przynajmniej nie będę śmierdzieć, bo tego to już nie zniosę!

1 komentarze:

  1. Nie przepraszaj! Czuję się dosyć podobnie do siebie, chyba jakaś taka aura do dupy jest, ogólnie rzecz biorąc... :)

    OdpowiedzUsuń