Wczoraj wróciłam do domu. Niespodziewajkę miałam ogromną. Nie zastałam współlokatorów dowiedziałam się pokątnie, że wyjechali za granicę. No proszę. Bez słowa. No ale nie ważne, nie mam ochoty opowiadać tego po raz kolejny.
Wczoraj wróciłam do domu... Dziś był dzień wielkich jesiennych porządków szafowych. Dwie siaty niechodzonych od roku ubrań leżą spokojnie, czekając na wyniesienie. Jutro to zrobię, teraz mi się nie chce. Był też dzień odwiedzin rodzinnych, bo jak to po 2 miesiącach nieobecności nie odwiedzić kochanej rodzinki.
Przerwałam czytanie książki, którą ukradłam ciotce. Chyba zaczynam kochać jej zbiór ;)
Nie ważne, bo życie w małym miasteczku nie zmienia się radykalnie, tak też teraz wszystko jest 'po staremu'. Nie ma co się rozpisywać.
Miałam natomiast napisać jak mi dwóch informatyków zorganizowało wieczór pożegnalny i opisać Zzk, przepraszam: zzk (bo krzyczał na mnie za te duże literki).
Włączyła mi się romantyczna piosenka, więc może zalatywać niechcianym sentymentalizmem.
Wieczór. Fajny, piliśmy kochanego Guinnessa. Rozmawialiśmy. Bez filmów, bez gier. Nawet muzyki nie pamiętam. To nie znaczy, że jej nie było. Może i była, ale była nie ważna. I ta rozmowa... W sumie wspominaliśmy stare czasy. Bardziej ja wspominałam niż oni. Słuchali, nie przeszkadzali. A gdy ktoś zbaczał z tematu to już wredne rude brało sprawy w swoje ręce i opierdalało jak należy :D Gadaliśmy o gimnazjum. Fajne czasy. Choć jak popatrzę na dzisiejsze gimnazjum to zaczynam wstydzić się, że też mnie ten okres czekał. Na szczęście "za moich czasów" było jeszcze OK! Newermajnd.
Wieczór był udany. I to się liczy. Choć do tej pory zadaję sobie jedno pytanie: czy wykorzystaliśmy go na maxa? Wycisnęliśmy do ostatniej pestki? Bo "do ostatniej pestki trzeba mocno żyć"...
Potem budzę się rano. Z informatykiem gdzieś przy lapku, standardowo. I wielkie pakowanie, zbieranie i jazda do domu. O matko kochana! 2 torby, ogromna waliza, torba od laptopa, plecak i oczywiście rudawej torebka. Ale udało się, zabraliśmy się z tym obładowani jak wielbłądy. Zastawiliśmy pół tramwaju, potem pół pociągu. Odebrała nas z dworca mama Informatyka. Całe szczęście. Podróż minęła ogólnie dobrze. Panowie siedzący obok podobno żywo dyskutowali na temat muzyki której słucham, bo jak się okazało, była dość głośna. A ja? Ja miałam wówczas wszystko w dupie. Siedziałam w tym pociągu. Patrzyłam na cholerną pogodę za oknem i było mi smutno. No tak! Jak się okazało... Ja jednak potrafię przywiązać się do czegoś. A przywiązałam się bardzo. Niby dwa miesiące. Niby z przerwą. A jednak. Bez problemów, o których już we wcześniejszych notkach zdarzało mi się wspomnieć. Beztroskie życie. I nagle powrót do codzienności. No i żeby nie było. Do zzk też udało mi się jakoś przywyknąć.
Nie bez przyczyny wspominam o nim. Bo łajdak kiedyś powiedział mi, że jak wrócę to będzie z niecierpliwością czekał na notkę, bo na bank opiszę pobyt w Wawie i (o losie) jego też za pewne opiszę. No i nawet do głowy by mi to nie przyszło, gdyby nie te słowa. Przecież nie poddam się. I co! Opiszę.
Z trudem mi to przychodzi. Bo człek zagadkowy jest jak mało kto. Wnikliwie zawsze patrzy i nie wiadomo co się w tej kudłatej główce dzieje. O czym myśli? Czemu tak na nas (czyt. ja i Informatyk) patrzy? Co jest nie tak? A może wszystko ok...
I tak, cholera jasna, dzień w dzień.
Cóż więc powiem nijakim zzk po 2 miesiącach wspólnego mieszkania i bacznych obserwacji:
1. Egoista. I to do szpiku kości. Mimo, że potrafi być...
2. ... dobrym kumplem. Bo jakby nie patrzeć z jego łaski tam byliśmy i dzięki niemu mieliśmy pracę.
3. Zamknięty w sobie. Wydusić coś niego to jak zdobyć złoty medal na olimpiadzie. Nie każdemu się udaje.
4. Zabawny. No nikt dawno nie rozbawił mnie tak jak on samym swoim wyglądem. Nie żeby nie był...
5. Przystojny. Bo jest. Mimo tej kudłatej czupryny. Coś chyba jednak w oczach siedzi. Uznajmy więc, że przystojny, ale...
6. Robi nieprzeciętne miny. W zawodach na: minę zzk roku wygrywa niepodważalnie udawanie dziecka. Ja leżę. I płaczę. Ze śmiechu.
7. Odpowiedzialny. Mimo wszystko. Zarabia na siebie. I studiuje w międzyczasie. Tak, człowiek jak najbardziej odpowiedzialny, ale....
8. Leniwy. No jak na informatyka przystało. Oj, chciałam powiedzieć: WYGODNY
(Mój boże. Losowe wybieranie płata mi sentymentalno-płakliwe piosenki.)
9. Samodzielny. Aż za bardzo czasem. Nie pozwala sobie życia ułatwić.
10. Miszcz kuchni. Robi najlepszą na świecie kawę (dzięki niemu pokochałam kawę) i naprawdę świetnie gotuje!
11. Zna się na babach. O tak. To jedna z cech, której facetom często brakuje. Jak Informatyk wyjeżdżał, to zzk nigdy nie zostawiał mnie samej, towarzyszył fajką i rozmową. Poza tym...
12. Dżentelmen. No nie pamiętam, żeby się pierwszy do tramwaju wepchał, albo przed drzwi przedzierał.
13. Czepliwy. Żeby nie było, że taki ideał, bo jeszcze wszystkie kochać go zaczną, a czepia się to to o byle co i...
14. Upierdliwy. Jest strasznie. Upierdliwy i uparty. Na szczęście my z Informatykiem też, więc to na nas nie działało.
15. Dobrze zarabia. To się paniom spodobać powinno. Aczkolwiek z mojej strony to jest forma żaru na zakończenie. Bo długo by gadać. Cechy charakteru, może coś ważnego nawet pominięte. A może za dużo powiedziane... Jeśli już więcej nic się tu nie pojawi to znaczy, że mnie zabił. Ale ma to na własne życzenie. Sam chciał. Ot co!
A teraz... Teraz rozpływając się przy "Raz, dwa, trzy" żegnam państwa.
Adieu!
Nie wiem czy zdajesz sobie z tego sprawę, Skarbie, ale wydałaś na siebie wyrok śmierci ;) Szczególnie po tej akcji z plakatami... teraz musimy uciec razem do jakiegoś Meksyku, albo innego Ekwadoru.
OdpowiedzUsuńno w końcu wakacje w ciepełku ;)
OdpowiedzUsuń*patrzy wymownie na ruda*
OdpowiedzUsuń*ruda uśmiecha się wymownie*
OdpowiedzUsuń