czwartek, 23 września 2010

Mały chorutek

No i pięknie. Rude się rozchorowało.
Od wczoraj czuję się jak jeden wielki chodzący koszmar. Bolą mnie plecy i zęby (i nie wiem, dlaczego tylko mnie bolą zęby, w bardzo charakterystyczny sposób, kiedy jestem chora). Dziś na domiar złego zaczynam kaszleć, jutro pewnie pojawi się jeszcze katar. Siedzę więc w domu, pod kołdrą. I zdycham.
Zjadłam Fantazję i czuję się rozczarowana. Byłam pewna, że kupuję Fantazję z czekoladą jak się okazało przed chwilą to była Fantazja z orzechami w czekoladzie i już mi wcale nie smakowała tak jak smakować powinna. No jogurt z orzechami? W czekoladzie? Przegięcie. I mam ochotę na coś słodkiego. Na ulungowym biurku leży niczym nie wzruszony lizak od Zzk, od Honorata. No ale nie będę zjadała Honoratowych prezentów. Poza tym nie mam ochoty na lizaka. Trzeba rozważyć opcję oficjalnego otwarcia pudełeczka z cukrem w kostkach, który to także Zzk mi sprezentował. Obawiam się jednak, że poczuję się wówczas jak koń. Cukier także odpada. Chyba skończy się na herbacie. Z cukrem.
Boże jak ja biadolę. A to dlatego, że leżę w tym łóżku i nie mam do kogo gęby otworzyć. Jedyny plus mojego chorego dupska jest taki, że nie musiałam wstawać o 4 rano, żeby gnać do Żaby. Z drugiej strony jakoś mi tak serce pęka, że zostawiłam informatyka samego na pastwę losu i poważnie rozważam opcję "odwiedzin". Muszę przeanalizować ten pomysł, ale wybaczcie mi drodzy czytacze, że zrobię to poza anteną.
W poniedziałek wracam do domu. Błagam o samochód, który po nas przyjedzie, bo z tą ilością bagaży wygonią nas z jakiegokolwiek źródła komunikacji publicznej... O losie...
Muszę ścignąć Informatyka, niech jeszcze raz spróbuje wynegocjować samochód o mamy...


Aaaa! No i ta ważna sprawa, o której miałam Wam wspomnieć: Informatyk dostał w końcu ludzką robotę i od 5 zaczyna pracę jako: programista. :))))

0 komentarze:

Prześlij komentarz