niedziela, 26 września 2010

relacje dnia dzisiejszego

No. Ostatni dzień w Żabce minął radośnie i w miarę szybko. Pomijając, że los koniecznie chciał nas tam zatrzymać i wyszliśmy dopiero po 17! Mimo wszystko nadmiarowe 2,5 godziny upłynęły w miłym towarzystwie, w szalenie zakręcony sposób. Potem kochane zakupy w Kierfurze i w końcu dotarliśmy do domu. Po drodze, zmuszona zostałam zajść do Żaby innej, po sąsiedzku, koło bloku. Wiadomo, jak się fajki kończą to jakby się świat nagle kończył razem z nimi i trzeba szybko zapasy uzupełnić. Nie możemy dopuścić przecież do tak brutalnego zgonu ludności całego świata. Może w 2012 rzucę palenie… Nie ważne, nie ważne. Wracając do tematu zakupu fajek. Pani poprosiła mnie o dowód. No ludzie kochani. Czy ja naprawdę wyglądam na mniej niż 18 lat? Ja mam 21 na karku. Pomijam fakt niebieskiej buzy, radosnego kucyka na głowie i totalnego braku makijażu (no kto by pomyślał…). Nie wyglądam na gówniarę! O ile się umaluję, pokażę cycki i wsadzę obcasy. Moje 174cm nie pomaga w uwierzytelnieniu wieku i musiałam się legitymować. Pewnie za parę lat będę się z tego cieszyć. Póki co, jest mi przykro.
Hahaha! Właśnie sobie pomyślałam, że skoro wyglądam tak młodo, to dziw, że nas jeszcze policja nie zatrzymała, jak sobie radośnie z Informatykiem kroczyliśmy za rękę.
Pomijając. Wróciliśmy do domu, przekąsiłam zajebiste salami od Zoozikowej mamy, wzięłam gorącą kąpiel łącznie z czynnościami kobiecymi odnoszącymi się do odnóży i teraz siedzę i skrobię patrząc jak Ci dwaj dzielni bohaterowie męczą się z tworzeniem krokiecików. Widok cudowny i niebanalny. Jeden z bohaterów właśnie poległ, a może po prostu nastraja odpowiednio bojową muzykę, żeby wspomóc w ten sposób tego drugiego bohatera. No powiem szczerze, że jestem z nich dumna! Zaraz się przydam i ja, bo mam ponoć doprawiać barszczyk. Tylko nie wiem czy oni zechcą potem to jeść. Bo gotować moi mili to ja nie potrafię.
Poza tym. Miałam wspomnieć o tym jak to ja rutyny nie lubię i o tym, że jutro wracamy do domu. Nie było mnie tam dwa miesiące i nie wiem czego się spodziewać. Póki co, panowie mają w związku z jednym i drugim zapewnić mi rozrywkę na ten wieczór. Kupiliśmy piwo, zakazałam grania i oglądania filmu. Żeby nie było rutyny. Ciekawe co wymyślą…
Postaram się wspomnieć o tym w kolejnej notce, ale to już po powrocie do domu. Będę pewnie relacjonować cały Warszawski pobyt, opiszę Wam Zoozika (Zzk), bo mu obiecałam i na złość mu zrobię, a co, i ostatecznie wspomnę jak tam pampersownia domowa się śmierdzi.
Tą oto zapowiedzią nadchodzącej, nowej notki żegnam się z Wami, nieliczna, ale jakże wspaniała grupo czytaczy i idę komisyjnie wypalić fajka 

Ahoj!

5 komentarze:

  1. ta pani zawsze pyta o dowod ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. A... kim jest ten "anonimowy" i skąd wie :P

    OdpowiedzUsuń
  3. wiec niech i tak pozostanie

    OdpowiedzUsuń