Nieopisane, nieokreślone, pozbawione kształtu, smaku. Bez wyrazu. A jednak wielkie i ciepłe. Takie szczęście przepływa mi teraz przez głowę. Dlaczego? A kto odgadnie dlaczego... W rudym łbie się poprzestawiało porządnie chyba. Niby nic. A ja wdycham to nic, zaciągam się, zatrzymuję w płucach i wypuszczam powoli. To moje szczęście przed snem.
Fajna, spokojna, pozytywna muzyczka i odprężenie... I on w głowie. Siedzi i się uśmiecha tak pięknie bezczelnie. Patrzy na mnie, tak jak tylko on patrzeć potrafi... Z lekko pochyloną głową, tym tajemniczym spojrzeniem z lekkim uśmiechem w kąciku ust. I zastanawiam się, jak zawsze, co w tej głowie siedzi. O czym myśli, co widzi, czemu się tak cieszy? I ja uśmiecham się łagodnie, jakby lekko opadła z sił od tego zastanawiania się. Ze spokojem, z wyrazem pogodzenia się z myślą, że nigdy nie nauczę się czytać tego spojrzenia i tego uśmiechu. Może dlatego tak go lubię... I tak siedzimy sobie w mojej głowie, naprzeciwko siebie, i tak patrzymy, i uśmiechamy się. On tajemniczo, ja bezsilnie. I szczęściem pachnie dookoła. Tym właśnie nieopisanym.
Wizja piątku przyprawia mnie o motyle w brzuchu, jak przed pierwszym pocałunkiem, jak przed maturą ustną z angola, jak WTEDY na peronie w Warszawie. Czekając na wielką niewiadomą. Teraz nie czekam na niewiadomą, wręcz przeciwnie. Czekam na pewniaka ;) ale tych motyli to się chyba nigdy nie pozbędę, no! I w takie zamyślenie cudowne popadam przypominając sobie te i inne sprawy, które przyprawiały mnie w życiu o motyle.
Pierwsze motyle jakie pamiętam... Kurde. Chronologia u mnie leży. Ale to chyba było podczas uganiania się za panem K. Pierwsze motyle pierwszego jedenastego. Tak. Dawno temu, teraz się z tego śmieję. Ale te motyle towarzyszyły panu K. nieodłącznie przez długi czas. Szli sobie razem w parze. Teraz sobie idą z kim innym, z Panem M.
Od pierwszych motyli minęło chyba milion lat. Wszystko dookoła się tak zmieniło bardzo, ja się zmieniłam, moje życie odwróciło się do góry nogami. Tylko te motyle niezmienne. I teraz je czuję. I zupełnie ich nie rozumiem. Bo niby czemu teraz? Przecież nikt mi za 5 minut do drzwi nie zapuka, łóżko się nie zawali, komputer nie wybuchnie. Ale może jeszcze ktoś zdąży to zaraz przeczytać? I może powie mi, że mnie kocha :)
0 komentarze:
Prześlij komentarz