Czuję, że tracę coś na czym zależy mi cholernie. Czuję, że oddalam się od kogoś, mimo, że chcę wręcz przeciwnie. Nie wiem co z tym zrobić. Jak temu zapobiec. Rozrywa mnie gdzieś w środku zastanowienie. Kiedy i jak zmieniło się coś. Coś, co było tak niesamowite. Coś co nadal jest niesamowite, a jednak jakby dalej niż bliżej.
Ja mam jakąś chyba siłę destruktywną w sobie. Zawsze pieprzę to na czym mi zależy. Im bardziej zależy, tym bardziej pieprzę. Może dlatego, że jakakolwiek ucieczka jest łatwiejsza do zniesienia niż tęsknota? Może, gdy nie piszę, nie dzwonię to czas szybciej leci? Może nie chcę się narzucać za bardzo... Może taka postawa lekko z boku jest bardziej do przyjęcia niż gapienie się w telefon i wyczekiwanie jakiegokolwiek sygnału.
Pogubiłam się w sobie, nie umiem poskładać. Potrzebuję czasu i wytrwałości. Wiary we własne siły, nadziei. Miłości. Wsparcia. Nawet gdybym rękami i nogami się odpychała od tego, nawet gdybym milczała godzinami, nawet gdybym robiła niezrozumiałe kroki. Ja wciąż czuję to ogromne szczęście, kiedy wiem, że tam, po drugiej stronie serca ktoś się do mnie uśmiecha, ktoś we mnie wierzy i trzyma mnie za rękę. Mimo wszystko... Mimo wszelkie moje zło.
Chcę dawać szczęście, chcę dawać miłość, pewność jutra. Tylko czy potrafię to okazać? Czy wciąż jest ta jedna, jedyna, niezastąpiona osoba, która w to wierzy? Tak bym chciała...
0 komentarze:
Prześlij komentarz