Jestem dziś bardzo szczęśliwa i na prawdę nie wiem dlaczego tak mnie to mocno trafiło, i dlaczego właśnie dziś. Jest co prawda kilka powodów by się uśmiechać. Trochę wspomnień wciąż żywych, trochę słońca, trochę kwiatków i jedna bardzo dobra wiadomość :)
Allllleeee od początku.
Niezaprzeczalnym i niepodważalnym powodem do uśmiechu są wspomnienia minionego "weekendu". No co za człowiek, co za człowiek. Tak zakraść się do mojej głowy nie jest łatwo. A jemu się udało. Sprawia to, że nieustannie się uśmiecham i nawet wspomnienie wyrzucenia, em... wyniesienia z domu jest jakieś przyjemnie łechcące :) może mniej przyjemne odczucia niesie kąpiel w ubraniu, czy dziecko w metrze namiętnie podrywające mego mężczyznę, ale w każdym razie śmiechu było dużo.
(Przypomniała mi się nawet definicja mielonka, jaką to mój ten wspomniany mężczyzna utworzył, a jaką pozwolę sobie przytoczyć. Mianowicie, mili państwo, Mielonek to taki Mietek-jelonek, który niefortunnie został rozjechany przez samochód, czego efekt jest raczej już jasny. Po pewnym czasie okazało się, że mielonkiem może być także grzybek i można go chcieć jak jest za gorąco. Ale to już zbyt skomplikowane, więc trzymajmy się definicji pierwszej.)
Weekend minął nieuchronnie i teraz pozostaje z uśmiechem na twarzy wyczekiwać kolejnego.
Powodów do uśmiechu jest znacznie więcej. Drugim w kolejności, jest uczucie ulgi i zwycięstwa. Udało się więc jednym głosem przetargować specjalizację na studiach. Będziemy się więc uczyć tego co słuszne i potrzebne. Cieszę się tym bardziej, że umożliwia mi to pisanie pracy na temat, który mnie interesuje i jednocześnie wybór promotora, który mi odpowiada :)
Już z mniej spektakularnych powodów do szczęścia mogę oczywiście wymienić piękną pogodę. Przy takiej temperaturze jak dziś, przy takim słońcu mogłam śmiało wcisnąć się w wiosenne pantofelki i podreptać w nich na uczelnię. A to najlepszy znak, że mamy wiosnę! Jakby tego wszystkiego było mało, zobaczyłam dziś pierwsze kwiatki wiosenne! Już nie trzeba malować trawy na zielono, pomalowała się sama i wydała na świat potomstwo w postaci grona stokrotków. Stokrotki przyjemnie uśmiechały się do mnie i do słońca. Zrobiło się lekko i radośnie.
Teraz popijam pyszną kawę, zagryzam roladą wiśniową z bitą śmietaną i czuję, że od tej pory wszystko będzie już dobrze...
daaaj dziaba
OdpowiedzUsuń na zawszelubie to. ;)
OdpowiedzUsuń na zawsze