środa, 16 marca 2011

z przemyśleń panny M.

Wyszło słońce. Lubię wiosnę. Wszystko budzi się do życia, wszystko jakoś nagle staje się przyjemniejsze. Za pewne jest to sprawką tego słońca. Ciągła szarówa jest czynnikiem silnie dołującym, a kiedy po długiej zimie wychodzi słońce, człowiek od razu czuje się lepiej.
Wszystko byłoby dobrze, gdyby to słońce przychodziło wraz z dobrymi dniami. Jednak tu już nie ma zależności. Mimo pięknej pogody, pączków na drzewach i odnawiającej się trawy, życie daje nam dużo trudnych chwil. Przecież mogliśmy się tego spodziewać. Przecież każdy wiedział, że TAKI dzień nadejdzie. Byłoby jednak łatwiej, gdyby padał deszcz.
Takie wewnętrznie szare dni się zaczęły. Z wyczekiwaniem na to co nadejdzie. Mimo, że nikt nie chce by nadeszło. Mimo, że nikt nie wie kiedy nadejdzie.
Jakaś ogromna tęsknota za spokojem mnie ogarnia. Za odłączeniem się od wszystkiego, utopieniem w kochanych ramionach, za gapieniem się w słońce. Bez liczenia czasu, bez problemów, zmartwień i złudzeń.
Niestety. Kochane ramiona są daleko, słońce co chwilę chowa się za chmurami a problemy piętrzą się i rozrastają. Takie to życie jest wredne.

0 komentarze:

Prześlij komentarz