Patrzę na zegarek. Trzecia nad ranem. Kolejna bezsenna noc urozmaicona kiepskawym humorem.
Sztuka odmawiania. To mnie dziś gryzie. Jak asertywnie wymigać się z niechcianej sytuacji. Jak zrobić dobrze komuś robiąc mu źle. Mianowicie problemem jest bycie starszą, druhną, świadkową (czy jak tam sobie to jeszcze nazywacie) na weselu pewnej dobrej koleżanki. Na nieszczęście wybrała mnie, a mi się to na prawdę nie podoba. Uparła się, że koniecznie chce mnie w tej roli. Wesele za miesiąc a ja wciąż ją zwodzę. Nie daje to jednak pożądanych rezultatów. Wręcz przeciwnie, piętrzy się i kumuluje. Zaplątałam się już ładnie i nie wiem jak wybrnąć.
Mam ochotę powiedzieć tej koleżance: wybacz kochana, nie licz na mnie, ja nie chcę się w to bawić, ja tego nie lubię, ja nie czuję się z tym dobrze. Z drugiej strony wiem, jakie to dla niej ważne i jak bardzo na mnie liczy. No i jestem w przysłowiowej kropce. Do tego dochodzi szereg innych spraw, z którymi przy okazji weseliska muszę się uporać tak, by wszyscy byli szczęśliwi. Nagle brakuje mi czasu by pogodzić kilka rzeczy i z chęcią bym się sklonowała. Co najmniej raz. Najlepiej trzy.
Wszystkie bolączki tych wakacji spędzają mi sen z powiek. Tak to się ładnie mówi. Pokiełbasiło się dookoła tyle planów, że teraz ciężko jest ogarnąć wszystko. Pół roku zastanawiania się: co, gdzie, kiedy i z kim, a jak już wszystko poukładane, posegregowane, zaplanowane to nagle jeb. No ale cóż, takie życie. Zaciska się dupę i jedzie się dalej. Może chociaż plany bardziej horyzontalne nie staną się niespodziewanie odległymi marzeniami. Póki co, nic na to nie wskazuje. Mimo wszystko ten mój cudowny, wszechogarniający, jasny i pewny 'optymizm' mówi mi: nie licz na to. Zastanawiam się, co jeszcze zdąży się posypać zanim te wakacje się skończą. Jak dla mnie, mogłyby się skończyć już.
Miały być ciepłe, słoneczne, pracowite i namiętne za razem. Póki co są pochmurną, mokrą zarazą. Leniwą w dodatku. I namiętności w tym tyle co kot napłakał.
Poczekam do kolejnych. Gdzie nie będzie już egzaminów na głowie, studiów na głowie, braku zajęcia na głowie, braku pracy, wesel, wyjazdów i rozjazdów.
Liczę na ten cichy kąt i wreszcie normalne życie.
0 komentarze:
Prześlij komentarz