wtorek, 16 sierpnia 2011

zabawna sytuacja

Przypomniała mi się przed chwilą zabawna sytuacja, której miałam zaszczyt być dziś świadkiem. Wracałam z gościny od ciotki. Spacerkiem przez "miasto", bo rzadko zdarza mi się ostatnio chodzić ulicami własnej mieściny. To sobie pooglądałam.
Przede mną pół drogi spacerował też pewien pan. Taki pijaczek. Żwawym slalomem pokonywał kolejne metry, co chwilę zatrzymując się i zastanawiając się (chyba) nad otaczającą go rzeczywistością. Ewidentnie był w innym świecie. Najlepsze było jednak, gdy zatrzymał się przy drzewie i zaczął ostro dyskutować. Zwolniłam kroku, bo zabawnie to wyglądało, ciekawa byłam czy zaczną się bić ;) Ten Pan Pijaczek uznał chyba, że spotkał starego znajomego. "Słuchaj koleżko! Tyle lat się nie widzieliśmy, a Ty teraz stoisz jak ten dąb i się słowem nie odezwiesz!" Miał pretensję na całego! W końcu chyba uznał, że nie ma sensu ciągnąć swych wypowiedzi, bo jak grochem o ścianę. Ruszył dalej wymachując nerwowo rękami. Kilka ciężko pokonanych metrów dalej był sklep z witryną. Na witrynie bielizna. Tzn nóżki. Takie wiecie, nóżki od manekinów, a na nóżkach pończoszki, kabaretki, białe, czarne. Pan Pijaczek tu już z niekrytym oburzeniem popatrzył i wrzasnął: droga Pani! Ja to mogę być pijany, ale żeby Pani tak tymi nogami... przez okno w biały dzień... chłopy patrzą... - "pani" się nie chowała, więc kontynuował mocno gestykulując - no mówię do Pani! No głucha zdzira! Policję! Milicję na nią!
Tak się zdarzyło, że policja-milicja była za rogiem. To przyszli. Ale już nie udało się dopatrzeć dalej. Głupio stać na środku chodnika i śmiać się z Pana Pijaczka. Na oczach stróżów porządku ;)

Aloha!

1 komentarze: