Przyszła jesień. Na jesień zawsze jakoś tak smutno się robi...
Mam więc ochotę skulić się gdzieś w kącie z lampką wina i cicho płakać.
Nie mam wina.
Zostaje tylko kawałek zimnej ściany, trochę spokojnej muzyki, trochę łez, trochę żalu, trochę siebie...
Nie mam już sił walczyć ze sobą i całym światem. Nie mam siły chodzić ciągle z podniesioną głową. Za dużo rzeczy się dzieje, za dużo obowiązków się nawarstwia.
Dziś chyba nie wytrzymałam z tym co mnie otacza, z problemami, z tęsknotą, a także ze sobą.
Płakałam jak dziecko, krzyczałam z całych sił... później upadłam i leżałam głośno łapiąc oddech.
Nie umiem być wiecznie twarda. Nie zawsze potrafię zaciskać zęby i uśmiechać się. I nie umiem dobierać słów. Tak. Nie umiem.
0 komentarze:
Prześlij komentarz