Dobrze jest czasem tak po prostu wyrzucić z siebie jak się ma za dużo.
Nie pisałam od dawna, bardzo dawna. A chciałam. Niezliczoną ilość razy chciałam. Przez ostatnie lata chciałam szczególnie jak się działo "coś", a że moje życie jest nudnym życiem, to tak raz na rok to chyba nie warto. Ale chciałam... pamiętam jak chciałam kiedy się zaręczyliśmy... chciałam pisać o tych wszystkich fantastycznych przygotowaniach, wyborze sukni i welonu, pantofelków i bukietów. Nie oszukujmy się jednak, miałam na to 1,5 roku, a że nie jestem wyjątkową romantyczką, to jakoś te przygotowania obeszły się bez większego echa. Nie było fajerwerków to i nie pisałam. Potem był ślub i kupno mieszkania, urządzanie, planowanie wszystkiego od podstaw... Piękny czas, ale żeby tak o tym pisać? Jak mnie wywalili z roboty to też chciałam pisać, że mi źle, że potraktowali mnie tak cholernie niesprawiedliwie, że ja całe serce wkładałam w tę pracę... Potem jednak zdałam sobie sprawę, że tego serca to tam wcale nie było i w gruncie rzeczy, najlepsze co dostałam przez ponad trzy lata od mojego szefa to było właśnie to pierwsze w życiu wypowiedzenie umowy o pracę. Jak znalazłam nową to też, chciałam pisać. Jakie to ja będę teraz robić wielkie rzeczy! Projekty! Że będę teraz tą panią z biura, w szpileczkach i spódniczce, że zacznę jak inni, a nie jak ten kocmołuch wiecznie w kurzu i pajęczynach. Jak zrobiłam prawko, to dopiero chciałam się chwalić! Że ja, ta, co rowerem prosto jechać nie umie teraz będę królem szos! Tzn królową! Kierowniczką! Kierownicą!!! Tylko, że jak przejechałam samodzielnie przez miasto 5 km to trzęsłam się tak, że o mały włos sama na siebie nie doniosłam na policję, że jakaś baba sprawia zagrożenie w ruchu drogowym. Stwierdziłam i wtedy, że może nie warto. Jak dostałam awanas,kolejny awanas, kolejny... A nie, ten jeszcze nie. I jak stałam się tą panią z biura, też chciałam powiedzieć, że w sumie się wiele nie pomyliłam, tylko te szpileczki to jednak nadal trampki, a spódniczka to jednak wygodne jeansy, ale mimo to nie kurz i pająki, i że trochę już jestem tak jak inni. Tylko coś mnie powstrzymało, jak zawsze. Jak zostawił mnie mąż i bolało, jak był rozwód - to brutalne zderzenie z rzeczywistością, że w 15 minut, przed obcym urzędnikiem można rozwiązać coś co się budowało, kształtowało lata, we dwoje, tylko dla siebie. Że wystarczyło powiedzieć "akurat teraz to ja już nie chcę..." I te pierwsze święta ze zranionym sercem (wtedy myślałam, że złamanym, ale się okazało, to nie tak łatwo mnie złamać). 30 urodziny, jakże inne niż wszystkie, a jednak jakieś takie chyba nie do końca wymarzone, trochę przecierpiane w środku siebie. Z piękną fryzurą i przyklejonym sztucznym uśmiechem, że niby jest ok. Wtedy chyba sama siebie chciałam oszukać, że tego nie potrzebuję. A jak wybuchła pandemia! Jak nas pozamykali w domach, wystraszonych niepewną przyszłością? Wtedy było dużo czasu, żeby pisać, ale jakoś tak się nie zebrało... I jak spotkałam na swojej drodze, całkiem niechcący, całkiem przypadkiem, człowieka, który dostrzegł we mnie coś, czego ja sama do tej pory dostrzec nie umiem, który wierzy (Monia,jak nie Ty to już nikt), wspiera i pcha do przodu, i w tym wszystkim zaakceptował (i nadal akceptuje) cały mój bałagan w głowie, który jakimś cudem połatał moje poszarpane zaufanie i jest obok, po prostu jest.
Wiele razy chciałam wyrzucić z siebie ten nadmiar emocji, radości i lęków, szczęścia i obaw, miłości i nienawiści. Jakoś się nie złożyło. Ale dziś się złożyło. Nagromadziło się. Coś odpaliło ten niebezpiecznik. Nie wiem czy tu jeszcze wrócę, może za rok, może jutro, a może już nie. Blogowanie chyba stało się passe, teraz się tylko wrzuca focie z cycami na Insta i jakieś durne filmiki na tiktoki. Nawet dobry dziadek facebook już chyba zaczyna zamierać. A mi się zachciało pamiętniki pisać, niemalże jak w ubiegłym stuleciu. Ale może w tym wszystkim jest właśnie jakaś metoda, że taki pamiętnik z nutką ekscytacji, ekshibicjonizmu... Bo przecież niby nikt już tu nie zagląda, ale zawsze może.
A było pisać, czytałby.
OdpowiedzUsuńSkandal, ama (nie zapomina ;)).
Siema Skandal :) widać jak często tu zaglądam ;P miło, że zostawiłeś znak po sobie :)
OdpowiedzUsuń