<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><?xml-stylesheet href="http://www.blogger.com/styles/atom.css" type="text/css"?><feed xmlns='http://www.w3.org/2005/Atom' xmlns:openSearch='http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/' xmlns:georss='http://www.georss.org/georss' xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'><id>tag:blogger.com,1999:blog-2030673051394670305</id><updated>2011-12-21T13:54:20.910+01:00</updated><title type='text'>Pani Ktoś - Panna Nikt</title><subtitle type='html'>Pani Ktoś - Panna Nikt bloguje. Chowaj się kto może :)</subtitle><link rel='http://schemas.google.com/g/2005#feed' type='application/atom+xml' href='http://pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com/feeds/posts/default'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2030673051394670305/posts/default?max-results=100'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com/'/><link rel='hub' href='http://pubsubhubbub.appspot.com/'/><author><name>Ruda</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04228355380904422820</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_s48IyIMN1S0/S1JHV2s8_rI/AAAAAAAAAAM/RsdywgD9wZY/S220/avatar.jpg'/></author><generator version='7.00' uri='http://www.blogger.com'>Blogger</generator><openSearch:totalResults>60</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>100</openSearch:itemsPerPage><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2030673051394670305.post-6989867655985987078</id><published>2011-12-21T13:54:00.001+01:00</published><updated>2011-12-21T13:54:20.914+01:00</updated><title type='text'>relacja z drogi</title><content type='html'>Podróż do rodziców na święta:Amsterdamie przybywam, Kiepurą.Jest 03:46. Jadę właśnie pociągiem do Amsterdamu. Podróż z przygodami. Najpierw jakiś pijany koleś zaczepiał mnie pytając „co to?” paluchem bezczelnie wytykając mojego laptopa. Usiadł sobie jednak szybko na swoim miejscu, przespał się, przetrzeźwiał i wysiadł w Poznaniu. Kolejne kilka godzin upłynęło całkiem spokojnie w towarzystwie programu pana Wojewódzkiego. W Berlinie jednak sielanka się skończyła. Władował się do pociągu niesamowicie dziwny i zarazem przerażający człowiek. Jak na złość usadowił się na sąsiednich siedzeniach (ja to zawsze mam szczęście). Cały czas gadał namiętnie sam do siebie, wymachiwał łapami i gapił się dookoła z jakimś nieopisanym szaleństwem w oczach. Myślałam, że jak tylko spojrzę w jego stronę, rzuci się na mnie jak dzikie zwierze i zacznie rozszarpywać swoimi brudnymi pazurami. Tak, wyglądem też nie grzeszył. Wiek: ok 30 lat. Przeżółkła skóra, cała w plamach, po której ciężko się było domyśleć czy jest naturalnego koloru, czy człowiek ten po prostu cierpiał na jakąś przypadłość (i tu stawiam na to drugie). Ubrany w cienkie spodnie, ciemne, dresowe, niebieską wiosenną kurtkę z ortalionu i brązowe sandałki założone na bose stopy. Na oczy co chwila zakładał opaskę do spania, dokładnie taką jaką się widuje w amerykańskich filmach. Posiadał też znacznych rozmiarów plecak w kolorze moro. Był brudny i śmierdzący. Kiedy rozłożył się na fotelu i zdjął te nieszczęsne obuwie, widać było brudne, żółte stopy z ogromną grzybicą. Widząc takiego człowieka myśli się, że to jakiś psychicznie chory bezdomny. Miał jednak przy sobie bilet i sporą ilość gotówki. Widziałam jak płacił za coś konduktorowi, ale ciężko zrozumieć za co, skoro obaj posługiwali się językiem niemieckim, o którym pojęcia nie mam. Może więc człowiek ten uciekł z jakiegoś zakładu dla obłąkanych, okradł kogoś i teraz od lata błąka się po europie, albo przynajmniej po Niemczech? Nie wiem. Wiem natomiast, że zasnął w pewnym momencie i niesamowicie chrapał, dusząc się co chwilę i krzycząc z tego powodu. Obudził się podczas godzinnego (!) postoju w Hannover i opuścił nasz wagon. Modlę się teraz tylko by już nie wrócił. Może wysiadł na dworcu, a może po prostu znalazł sobie nowe miejsce. Nie ważne, liczy się to, że nie ma go tu i podróż znów płynie spokojnie. Niebywałą zaletą podróży jest fakt, że mam dookoła siebie całkiem sporo ludzi. Co prawda większość teraz to Niemcy, których spora grupa dosiadła się w Berlinie, ale przynajmniej czuję się bezpieczniej w tej mojej pierwszej, samotnej podróży do obcego kraju.  Drugą zaletą jest gniazdko koło siedzenia, które udostępnia, z niewielkimi przerwami, dopływ prądu 220V do mojego laptopa. WiFi nie ma, kontakt ze światem skończył się więc na granicy, ale mimo to mogę chociaż wylać myśli tutaj. Później zapewne wrzucę tę relację na bloga, niech każdy wie, jakie ja tu cierpienie przeżywam.Mój M. dał mi jakąś bajerancką kartę WiFi czy coś tam. Ma to w każdym razie pomóc mi w złapaniu kontaktu z Polszą. Jak się uda, to będę miała chwilę ucieczki od krojenia sałatek i odkurzania.04.11. Jak ten czas wolno płynie. Najgorsze jest to, że nie spałam w ogóle. Najpierw mi się nie chciało, potem bałam się zasnąć, kiedy ten straszny człowiek był tuż obok, a teraz nie pozwala mi zasnąć paranoiczny strach przed tym, że wróci. Cóż… Jak wszyscy wielcy, wyśpię się po śmierci ;)Palenie. To kolejna kwestia o której zapomnieć nie jestem w stanie. Od rozpoczęcia podróży o 18.41 spaliłam 3 fajki. Masakra. Tu nigdzie nie można palić więc jedynym wyjściem jest toaleta. Jak poszłam na pierwszego papierosa, nawet otworzyłam sobie okno, żeby potem nie waliło w tym wychodku fajkami. Później męczyłam się całe wieki by je zamknąć, więc już od następnego wyjścia stwierdziłam, że pierdolę i robię komorę gazową. Nie chodzę jednak zbyt często. Ludzie tu śpią (a „automatyczne” drzwi trzeszczą tak, że mogłyby trupa na nogi postawić. No i jeszcze odkąd nie ma z nami polskich konduktorów, a niemieccy jedyne co po angielsku rozumieją to „ticket”, jakoś wolę się nie narażać. Poza tym biegają jak kot z pęcherzem, zupełnie jakby się ten Janek miał zapalić za chwilę. W takich chwilach cieszę się, że nie rozumiem co oni tam do siebie mówią i czemu Ci Niemcy tak dziwnie się przyglądają na tych konduktorów. Przynajmniej moja podróż jest przyjemna i niczym nie zakłócona (już), a jak ma się Janek spalić, to moja panika i tak nic nie pomoże.Dziwny człowiek nie wraca, mimo, że minęła już chyba z godzina od jego nagłego wyjścia. Jest szansa, że nie wróci.Boże. Minęło mnie właśnie czysto aryjskie dziecko. Chłopiec z gładką, jasną twarzą, szlachetnymi rysami i jasnymi blond włosami. Cudowny młodzieniec. Chyba zaczynam rozumieć ten zachwyt nad niemieckimi panami. Mimo, że blondynów nie lubię, to jednak Ci Niemcy coś w sobie mają ;)04.23. Gdyby było lato już byłoby widno. Popatrzyłabym się przez okno i pooglądała piękne widoki. Teraz jednak nie mam szans. Na zewnątrz ciemno. W środku całą noc zapalone białe, jaskrawe światła, które tylko od czasu do czasu na chwilkę gasną. Ech.Lecę coś zjeść. I bolą mnie kolana.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2030673051394670305-6989867655985987078?l=pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com/feeds/6989867655985987078/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com/2011/12/relacja-z-drogi.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2030673051394670305/posts/default/6989867655985987078'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2030673051394670305/posts/default/6989867655985987078'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com/2011/12/relacja-z-drogi.html' title='relacja z drogi'/><author><name>Ruda</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04228355380904422820</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_s48IyIMN1S0/S1JHV2s8_rI/AAAAAAAAAAM/RsdywgD9wZY/S220/avatar.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2030673051394670305.post-3867174974637350866</id><published>2011-11-30T18:24:00.001+01:00</published><updated>2011-11-30T18:51:07.349+01:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>Dawno nic tu nie pisałam, choć w sumie działo (i nadal dzieje) się w życiu dużo. Nie czułam jednak jakoś potrzeby pisania. Dziś czuję. Czuję też, że jakoś wszystko w niesamowitym tempie wypada z moich rąk, ucieka między palcami. Ucieka mi zwłaszcza to na czym mi najmocniej zależy. Tak to już chyba jest. Traci się to co chciałoby się zachować jak najdłużej. A może po prostu utraty takie się bardziej dostrzega?Nie straciłam jeszcze nic. Jeszcze. Bo dziwnie mnie w kościach łamie, że idę w niewłaściwym kierunku.Zastanawiam się czy oczekuję zbyt wiele od życia, od rzeczy istotnych, czy tylko najzwyczajniej w świecie staram się zgarnąć całą rękę zamiast cieszyć się palcem.Gdzie popełniam błędy? Gdzie mi się nogi plączą?Czasem aż chce się zacytować znany ostatnio "serial" jednej z telewizji, krzyknąć na głos "Dlaczego Ja?". Szkoda, że nie mam wyreżyserowanego scenariusza życia i po serii płytkich tekstów i taniej &lt;i&gt;gry aktorskiej&lt;/i&gt; wszystko skończy się happy endem. Jak się skończy i kiedy, tego nie wiem. Mam nadzieję, że będzie trwać i trwać. Boję się jednak, że moje nadzieje spalą się równie szybko jak ta fajka. Czemu, kurwa, czemu?Zawsze jak jest zajebiście to muszę sobie uświadomić, że zajebiście wcale nie jest. Gdyby było, nie czułabym się tak jak teraz. No cholera jasna. Wszystko dziś mnie gryzie, wszystkiego mam dość. Nikt nie zapyta nawet jak ja się czuję. Czy jest mi dobrze. W ogóle przecież jest. W szczególe coraz rzadziej. A czy diabeł nie siedzi przypadkiem w szczegółach i czy przypadkiem szczegóły, te z diabłem, nie są składową ogółu? I do tego piekło dobrymi chęciami wybrukowane. Ja mam zawsze dobre chęci. W rezultacie buduję wokół siebie małe piekło. I piecze. Wszystko dookoła.Nie mówię zazwyczaj o tym co mnie boli gdzieś tam w środku. Zazwyczaj nie mówię o tym wcale, nikomu. Każdy ma swoje problemy, czas zapchany po brzegi sprawami ważnymi. Po jaką cholerę dowalać komuś swoje smutki, żale i boleści? I na koniec: co to kogo obchodzi? Że mały rudełek siedzi sam w pustym domu, że łzy co dzień wylewa litrami, że nie ma ochoty na jedzenie, że spać nie może, że podnieść rano z łóżka też się nie może, że chciałby żyć normalnie, mieć energię do działania, chociażby do wychodzenia z domu.Żyję ostatnio od weekendu do weekendu. Bo w weekend zawsze znajdzie się ktoś, kto zabawi, rozbawi i odciągnie od myślenia o codzienności. Weekendy te znów żyją od Warszawy do Warszawy. Wtedy naładuję się energią i ciągnę jakoś tydzień. Ale energia słabnie z dnia na dzień i znów nastają szarości życia.Może sama nie chcę się sobie przyznać, że to najwyższa pora udać się do specjalisty od problemów po pigułki na szczęście? Zanim zbuduję w okół siebie mur tak wysoki, że sama nie będę umiała się na niego wspiąć... Zanim oddzielę od siebie wszystko co jest ważne, wszystko co potrafi mnie nawet na chwilę uszczęśliwić. Nie mam siły już budować pozorów radości z każdego dnia. Nie pamiętam kiedy ostatni raz obudziłam się rano i byłam z tego powodu szczęśliwa, kiedy ostatni raz cieszyłam się nowym dniem?Za to doskonale pamiętam każde "znoooowu" o poranku. I tak dzień w dzień.Domagam się szczęścia, bo jest mi niezmiernie ciężko.2-3 kawy3-4 kanapki10-15 fajektak wygląda mój dzień&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2030673051394670305-3867174974637350866?l=pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com/feeds/3867174974637350866/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com/2011/11/dawno-nic-tu-nie-pisaam-choc-w-sumie.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2030673051394670305/posts/default/3867174974637350866'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2030673051394670305/posts/default/3867174974637350866'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com/2011/11/dawno-nic-tu-nie-pisaam-choc-w-sumie.html' title=''/><author><name>Ruda</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04228355380904422820</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_s48IyIMN1S0/S1JHV2s8_rI/AAAAAAAAAAM/RsdywgD9wZY/S220/avatar.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2030673051394670305.post-506077049052139183</id><published>2011-10-13T23:42:00.000+02:00</published><updated>2011-10-13T23:42:14.076+02:00</updated><title type='text'>Jesiennie</title><content type='html'>Przyszła jesień. Na jesień zawsze jakoś tak smutno się robi...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mam więc ochotę skulić się gdzieś w kącie z lampką wina i cicho płakać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie mam wina.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zostaje tylko kawałek zimnej ściany, trochę spokojnej muzyki, trochę łez, trochę żalu, trochę siebie...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie mam już sił walczyć ze sobą i całym światem. Nie mam siły chodzić ciągle z podniesioną głową. Za dużo rzeczy się dzieje, za dużo obowiązków się nawarstwia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dziś chyba nie wytrzymałam z tym co mnie otacza, z problemami, z tęsknotą, a także ze sobą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Płakałam jak dziecko, krzyczałam z całych sił... później upadłam i leżałam głośno łapiąc oddech.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie umiem być wiecznie twarda. Nie zawsze potrafię zaciskać zęby i uśmiechać się. I nie umiem dobierać słów. Tak. Nie umiem.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2030673051394670305-506077049052139183?l=pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com/feeds/506077049052139183/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com/2011/10/jesiennie.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2030673051394670305/posts/default/506077049052139183'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2030673051394670305/posts/default/506077049052139183'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com/2011/10/jesiennie.html' title='Jesiennie'/><author><name>Ruda</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04228355380904422820</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_s48IyIMN1S0/S1JHV2s8_rI/AAAAAAAAAAM/RsdywgD9wZY/S220/avatar.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2030673051394670305.post-1621754135109056094</id><published>2011-10-08T12:50:00.000+02:00</published><updated>2011-10-08T12:50:36.426+02:00</updated><title type='text'>lot na skrzydle bumerangu</title><content type='html'>Kiedyś byliśmy piękni, młodzi i beztroscy. Teraz może i jesteśmy piękni, nadal młodzi, tylko ta beztroska ulotniła się jak dym z wczorajszej fajki. Nie podoba mi się to jak jest zaprogramowany świat. Nie lubię być zmuszona do podejmowania decyzji o swoim życiu, kiedy nie jestem na to gotowa. Nie lubię martwić się o sprawy, o które powinnam być spokojna. Na wszystko przyjdzie czas. Pojawia mi się jednak pytanie dość zasadnicze: dlaczego jedni mają tego czasu więcej, a inni mniej. Co się za tym ciągnie: dlaczego należę do grupy, która czasu ma mniej.&lt;br /&gt;Jestem za młoda, za słaba by ogarnąć wszystko to co mnie otacza. Powtarzam to po raz kolejny, wiem, ale nie lubię pustego domu.&lt;br /&gt;Wczoraj było ciekawie. Wczorajszy wieczór, może nie należał do najlepszych w moim życiu, ale na pewno nie był nudny. Dostałam pewną lekcję. Może to była lekcja zarządzania, a może to była lekcja życia. Muszę przeanalizować kilka kwestii i nauczyć się myśleć tak jak mi doradzano. Będę się bardzo starać i zobaczymy czy faktycznie przyniesie mi to "sukces".&lt;br /&gt;Muszę też zmienić trochę podejście do życia, myśleć inaczej, patrzeć pod innym kątem. Wnieść w życie pozytywną energię. Czy to oznacza,że mimo marudzenia na początku postu na końcu zrobię swoisty krok w bok? Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. I nikt nie broni mi się przesiąść.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Cholernie chaotyczne. Takie mam dziś myśli.&lt;br /&gt;Muszę wyciągnąć kartkę i długopis. Zapisać sobie kilka cennych rad i uwag oraz zaplanować jak wprowadzić je w życie. Jeśli mi się to uda i zechcę, to się tym niebawem podzielę.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2030673051394670305-1621754135109056094?l=pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com/feeds/1621754135109056094/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com/2011/10/lot-na-skrzydle-bumerangu.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2030673051394670305/posts/default/1621754135109056094'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2030673051394670305/posts/default/1621754135109056094'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com/2011/10/lot-na-skrzydle-bumerangu.html' title='lot na skrzydle bumerangu'/><author><name>Ruda</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04228355380904422820</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_s48IyIMN1S0/S1JHV2s8_rI/AAAAAAAAAAM/RsdywgD9wZY/S220/avatar.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2030673051394670305.post-7796333610704918944</id><published>2011-08-31T17:00:00.000+02:00</published><updated>2011-08-31T17:00:57.464+02:00</updated><title type='text'>na kłopoty - Monika</title><content type='html'>Zdałam sobie dziś sprawę, że jestem rodzinną książką kucharską, niańką, korepetytorką, makijażystką, fotografem, a nawet "specem" od komputerów. Na kłopoty - Monika.&lt;br /&gt;Wymyśl panna danie na komunię, chrzciny, święta - bo robisz ciekawe potrawy. Pobaw dzieci- jak trzeba, naucz dzieci - jak trzeba. Na imprezę - zrób makijaż, na imprezie- zrób zdjęcia, a jak komputer nie działa to przyjdź i zrób by działał. Żebym na czymś z powyższych się jeszcze znała...&lt;br /&gt;Moja rodzina pokłada we mnie naprawdę wielkie nadzieje. A ja przepisy mam z neta, dzieci są już duże i same się niańczą, nauczyć umiem jak każdy. Bo to podstawówka jeszcze. Makijaż ciotce na imprezę zrobię taki, że nałożę cień na powieki, kredką obrysuję, rzęsy tuszem pociągnę. Zdjęcia do rodzinnego albumu zrobi każdy debil, a jak jest problem ze sprzętem elektronicznym to dzwonię do Informatyka i pytam co zrobić. Sama często nie rozumiem co do mnie mówi i pytać muszę 10 razy. Moja rodzina jednak pokłada we mnie wielkie nadzieje. Zostanę rodzinną encyklopedią. A co.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2030673051394670305-7796333610704918944?l=pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com/feeds/7796333610704918944/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com/2011/08/na-kopoty-monika.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2030673051394670305/posts/default/7796333610704918944'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2030673051394670305/posts/default/7796333610704918944'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com/2011/08/na-kopoty-monika.html' title='na kłopoty - Monika'/><author><name>Ruda</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04228355380904422820</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_s48IyIMN1S0/S1JHV2s8_rI/AAAAAAAAAAM/RsdywgD9wZY/S220/avatar.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2030673051394670305.post-40668776841436282</id><published>2011-08-28T20:06:00.000+02:00</published><updated>2011-08-28T20:06:46.610+02:00</updated><title type='text'>...</title><content type='html'>Dziś jest taki dzień, że wszystkiego mam dość, wszystko traci sens i wszystko jest o dupę potłuc. Łącznie ze mną. Siebie też nienawidzę. Czuję taki swoisty brak gruntu pod nogami. Mam ochotę wyjść z domu i powiedzieć światu: pierdolę, niech się dzieje co chce. To wychodzenie z domu, ucieczka od problemów, od pustych ścian, od samej siebie chyba wejdzie mi w krew. Zadomowi się. I może mnie po drodze szlag trafić. 50 razy. Strata będzie nikła.&lt;br /&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2030673051394670305-40668776841436282?l=pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com/feeds/40668776841436282/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com/2011/08/blog-post.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2030673051394670305/posts/default/40668776841436282'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2030673051394670305/posts/default/40668776841436282'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com/2011/08/blog-post.html' title='...'/><author><name>Ruda</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04228355380904422820</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_s48IyIMN1S0/S1JHV2s8_rI/AAAAAAAAAAM/RsdywgD9wZY/S220/avatar.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2030673051394670305.post-5575053242697645601</id><published>2011-08-16T22:42:00.000+02:00</published><updated>2011-08-16T22:42:01.805+02:00</updated><title type='text'>zabawna sytuacja</title><content type='html'>Przypomniała mi się przed chwilą zabawna sytuacja, której miałam zaszczyt być dziś świadkiem. Wracałam z gościny od ciotki. Spacerkiem przez "miasto", bo rzadko zdarza mi się ostatnio chodzić ulicami własnej mieściny. To sobie pooglądałam.&lt;br /&gt;Przede mną pół drogi spacerował też pewien pan. Taki pijaczek. Żwawym slalomem pokonywał kolejne metry, co chwilę zatrzymując się i zastanawiając się (chyba) nad otaczającą go rzeczywistością. Ewidentnie był w innym świecie. Najlepsze było jednak, gdy zatrzymał się przy drzewie i zaczął ostro dyskutować. Zwolniłam kroku, bo zabawnie to wyglądało, ciekawa byłam czy zaczną się bić ;) Ten Pan Pijaczek uznał chyba, że spotkał starego znajomego. "Słuchaj koleżko! Tyle lat się nie widzieliśmy, a Ty teraz stoisz jak ten dąb i się słowem nie odezwiesz!" Miał pretensję na całego! W końcu chyba uznał, że nie ma sensu ciągnąć swych wypowiedzi, bo jak grochem o ścianę. Ruszył dalej wymachując nerwowo rękami. Kilka ciężko pokonanych metrów dalej był sklep z witryną. Na witrynie bielizna. Tzn nóżki. Takie wiecie, nóżki od manekinów, a na nóżkach pończoszki, kabaretki, białe, czarne. Pan Pijaczek tu już z niekrytym oburzeniem popatrzył i wrzasnął: droga Pani! Ja to mogę być pijany, ale żeby Pani tak tymi nogami... przez okno w biały dzień... chłopy patrzą... - "pani" się nie chowała, więc kontynuował mocno gestykulując - no mówię do Pani! No głucha zdzira! Policję! Milicję na nią!&lt;br /&gt;Tak się zdarzyło, że policja-milicja była za rogiem. To przyszli. Ale już nie udało się dopatrzeć dalej. Głupio stać na środku chodnika i śmiać się z Pana Pijaczka. Na oczach stróżów porządku ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Aloha!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2030673051394670305-5575053242697645601?l=pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com/feeds/5575053242697645601/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com/2011/08/zabawna-sytuacja.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2030673051394670305/posts/default/5575053242697645601'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2030673051394670305/posts/default/5575053242697645601'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com/2011/08/zabawna-sytuacja.html' title='zabawna sytuacja'/><author><name>Ruda</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04228355380904422820</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_s48IyIMN1S0/S1JHV2s8_rI/AAAAAAAAAAM/RsdywgD9wZY/S220/avatar.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2030673051394670305.post-3974978777482911449</id><published>2011-08-11T23:03:00.001+02:00</published><updated>2011-08-11T23:03:59.857+02:00</updated><title type='text'>"pójdę boso - mój nerwosol"</title><content type='html'>Wróciłam z Warszawy i tak sobie pomyślałam, że skoro mam już własną, wygodną klawiaturę to mogę coś tu napisać.&lt;br /&gt;W Warszawie było spoko. Zawsze jest spoko. Teraz było jednak bardziej spoko.&lt;br /&gt;Przyjechaliśmy z chłopem mym w sobotę jakąś poprzednią niż ostatnia, po czasochłonnym kupowaniu gajerka na wesele i po czasochłonnej podróży. W sumie byliśmy oboje wyczerpani tym dniem (pobudka w sobotę o 7 rano jest istną tragedią), zakupami (nawet ja tyle nie siedzę w jednym sklepie) i podróżą. Potem leniwa niedziela. Ach cudowna to była niedziela. Rude cały dzień biegało w pidżamce i nikt nie zwlekał na siłę z łóżka. Kiedy Informatyk pracował, ja rude wlepiało się w książkę i tak w sumie miną dzień. Poniedziałek był dla mnie swoistym przedłużeniem weekendu. Informatyk musiał natomiast iść i zarabiać pieniążki (żebym potem miała co z ciężkim sercem wydawać ;) &lt;- taki żarcik). Od wtorku do czwartku gościliśmy odwiedzających nas (Buniek i Ola). Po południu spotkałam się z moją dawną miłością (tą relacji Lublin-Koło). Samo spotkanie przebiegło bezproblemowo i miło. Pogadaliśmy jak starzy kumple przy piwie i każde ruszyło w swoją stronę (chwilowo była to ta sama strona i dzięki temu rude poznało nową drogę do domu). Kupiłam też moje ukochane perfumy bo jak się okazało koło naszej mety był sklep Yves Rocher z moją Werbeną na stanie. Potem już tylko leżałam i pachniałam. W piątek dowiedziałam się, że... i tu zaczęła się ostra jazda.&lt;br /&gt;Piątek. Wstaję około 10.00 z potwornym uczuciem zimna, bolącą głową i kaszlem. Pięknie. Przeziębienie. Położyłam się wiec do łóżka, przykryłam kołdrą i zaczęłam czytać książkę. Zasnęłam. Nagle, niespodziewanie dzwoni mi telefon. Otwieram leniwie jedno oko, drugie... "Marcyś :)", aha. Jak chłop dzwoni w piątek z pracy to albo się zajebiście nudzi, albo zostanie dłużej. Odbieram. Na moje zaspane "słucham" słyszę jakiś nieokrzesany, niezrozumiały i nielogiczny bełkot. Coś typu: to nie Marek, ale co słychać, bardziej: "Cześć, tu Twój ulubiony kolega z Warszawy. Jedziesz jutro do Krakowa?" WTF?! Patrzę jeszcze raz na telefon z nadzieją, że może mi się śniło, że to dzwoni mój własny prywatny chłop, a może nadal mi się śni, że ten telefon w ogóle dzwoni i jak debilka siedzę i słucham ciszy w eterze. Ale nie. Faktycznie połączenie jest i to nawet z własnym chłopem. Tyle, że w całej bajce brakuje chłopa. Pytam się więc podejrzliwie, tak bardzo podejrzliwie jak da się w minutę po przebudzeniu: coooo? I słyszę: "no to jedziesz jutro do Krakowa?". Poznałam po niewyraźnej mowie i defekcie literki "R", że to 'Marcysia' kolega z pracy. Po chwili wytłumaczono mi, że ta banda debili siedziała w robocie i stwierdziła, że weekend w Warszawie ma być koszmarny pogodowo, więc pojadą do Krakowa bo tam ma być słońce. No bomba. Opierałam się na początku, ale w gruncie rzeczy mnie przekonali. Po milionie zmian (tak co chwilę się dowiadywałam czegoś nowego, typu: jedziemy jutro rano pociągiem, jedziemy jutro bardzo rano pociągiem, jedziemy dziś w nocy pociągiem, jedziemy do Szwecji, jedziemy do Budapesztu, jedziemy nad morze, jedziemy...) i powrocie mężczyzny do domu dowiedziałam się szczegółów. Postanowili pozostać jednak przy Krakowie. Pojechaliśmy w sobotę koło południa. Samochodem. Ekipa była co prawda ryzykowna, ale raz się żyje. Dla sprostowania, mówiąc ryzykowna nie mam na myśli bandy debili, nieokrzesanych orangutanów lub perfidnych zboczeńców. To po prostu rozrywkowi chłopcy, nigdy nie wiadomo, co szalonego wymyślą i co człowiek w ich towarzystwie będzie w stanie wykonać. Okazało się jednak bardzo miło i kulturalnie (pomijając nielegalne picie alkoholu w miejscu publicznym). Było także rozrywkowo. Szczególnie gdy nieświadomie bawiliśmy się w klubie dla gejów. Kiedy dowiedziałam się o tym na drugi dzień, wiele zagadek się wyjaśniło, ale też wiele pytań powstało (skąd w klubie dla gejów jest tyle kobiet?! dlaczego jakiś koleś proponuje mi bym z nim opuściła lokal, wszyscy domyślamy się w jakim celu). Było też krajoznawczo, kiedy o 4 rano wracaliśmy na piechotę drogą okrężną na skróty. Niedziela była już lajtowa. Mimo niewyspania i upałów (pogoda nie zawiodła) połaziliśmy trochę tu i tam. Miałam też przygodę z butem, gdzie mój mężczyzna okazał się dzielnym kompanem mych trosk i nawet pomógł mi w rozwiązaniu, a raczej zaklejeniu owego problemu. Poznaliśmy bardzo sympatycznych ludzi, którzy pokazali nam, co Krakowiacy lubią najbardziej! Mianowicie: kolejki. Potrafią stać godzinę w kolejce po zapiekankę, nawet o 2 w nocy, albo w niekończącej się kolejce (ze 100 osób!) na łysym słońcu, w niedzielne popołudnie, przy 35 stopniowym upale, tylko po to by zjeść loda akurat z tejże lodziarni. Dla mnie to jakaś masakra totalna, ale co kto lubi. Mi by się nie chciało stać, nawet jakby za darmo mieli dawać. A Ci jeszcze płacili. Koło 21 wyruszyliśmy w drogę powrotną, do Warszawy dotarliśmy koło pierwszej w nocy i szczęśliwie zmęczeni poszliśmy spać. Po odespaniu mogę stwierdzić z ręką na sercu, że ogólnie było zajebiście, rozrywkowo i jeśli którykolwiek z moich podróżnych kompanów natknie się na ten wpis to niech wie, że jestem wdzięczna za zorganizowanie weekendu, zabranie rudego ze sobą, wspólną zabawę i miłą podróż (pomijając senne koncerty Rutka - i nie mówię tu o śpiewaniu).&lt;br /&gt;Od poniedziałku znów leniwa Farszafka, wczoraj lekki bulwersik pod tytułem "płyn do demakijażu" i dziś powrót do domu.&lt;br /&gt;Teraz czekam, aż nagrzeje mi się woda na prysznic i spieprzam spać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ahoj!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2030673051394670305-3974978777482911449?l=pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com/feeds/3974978777482911449/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com/2011/08/pojde-boso-moj-nerwosol.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2030673051394670305/posts/default/3974978777482911449'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2030673051394670305/posts/default/3974978777482911449'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com/2011/08/pojde-boso-moj-nerwosol.html' title='&quot;pójdę boso - mój nerwosol&quot;'/><author><name>Ruda</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04228355380904422820</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_s48IyIMN1S0/S1JHV2s8_rI/AAAAAAAAAAM/RsdywgD9wZY/S220/avatar.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2030673051394670305.post-2337069666497405727</id><published>2011-07-14T03:27:00.000+02:00</published><updated>2011-07-14T03:27:11.737+02:00</updated><title type='text'>w środku nocy</title><content type='html'>Patrzę na zegarek. Trzecia nad ranem. Kolejna bezsenna noc urozmaicona kiepskawym humorem.&lt;br /&gt;Sztuka odmawiania. To mnie dziś gryzie. Jak asertywnie wymigać się z niechcianej sytuacji. Jak zrobić dobrze komuś robiąc mu źle. Mianowicie problemem jest bycie starszą, druhną, świadkową (czy jak tam sobie to jeszcze nazywacie) na weselu pewnej dobrej koleżanki. Na nieszczęście wybrała mnie, a mi się to na prawdę nie podoba. Uparła się, że koniecznie chce mnie w tej roli. Wesele za miesiąc a ja wciąż ją zwodzę. Nie daje to jednak pożądanych rezultatów. Wręcz przeciwnie, piętrzy się i kumuluje. Zaplątałam się już ładnie i nie wiem jak wybrnąć.&lt;br /&gt;Mam ochotę powiedzieć tej koleżance: wybacz kochana, nie licz na mnie, ja nie chcę się w to bawić, ja tego nie lubię, ja nie czuję się z tym dobrze. Z drugiej strony wiem, jakie to dla niej ważne i jak bardzo na mnie liczy. No i jestem w przysłowiowej kropce. Do tego dochodzi szereg innych spraw, z którymi przy okazji weseliska muszę się uporać tak, by wszyscy byli szczęśliwi. Nagle brakuje mi czasu by pogodzić kilka rzeczy i z chęcią bym się sklonowała. Co najmniej raz. Najlepiej trzy. &lt;br /&gt;Wszystkie bolączki tych wakacji spędzają mi sen z powiek. Tak to się ładnie mówi. Pokiełbasiło się dookoła tyle planów, że teraz ciężko jest ogarnąć wszystko. Pół roku zastanawiania się: co, gdzie, kiedy i z kim, a jak już wszystko poukładane, posegregowane, zaplanowane to nagle jeb. No ale cóż, takie życie. Zaciska się dupę i jedzie się dalej. Może chociaż plany bardziej horyzontalne nie staną się niespodziewanie odległymi marzeniami. Póki co, nic na to nie wskazuje. Mimo wszystko ten mój cudowny, wszechogarniający, jasny i pewny 'optymizm' mówi mi: nie licz na to. Zastanawiam się, co jeszcze zdąży się posypać zanim te wakacje się skończą. Jak dla mnie, mogłyby się skończyć już. &lt;br /&gt;Miały być ciepłe, słoneczne, pracowite i namiętne za razem. Póki co są pochmurną, mokrą zarazą. Leniwą w dodatku. I namiętności w tym tyle co kot napłakał.&lt;br /&gt;Poczekam do kolejnych. Gdzie nie będzie już egzaminów na głowie, studiów na głowie, braku zajęcia na głowie, braku pracy, wesel, wyjazdów i rozjazdów.&lt;br /&gt;Liczę na ten cichy kąt i wreszcie normalne życie.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2030673051394670305-2337069666497405727?l=pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com/feeds/2337069666497405727/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com/2011/07/w-srodku-nocy.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2030673051394670305/posts/default/2337069666497405727'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2030673051394670305/posts/default/2337069666497405727'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com/2011/07/w-srodku-nocy.html' title='w środku nocy'/><author><name>Ruda</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04228355380904422820</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_s48IyIMN1S0/S1JHV2s8_rI/AAAAAAAAAAM/RsdywgD9wZY/S220/avatar.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2030673051394670305.post-8914863019055340014</id><published>2011-07-06T10:37:00.000+02:00</published><updated>2011-07-06T10:37:49.380+02:00</updated><title type='text'>o warszawskich imprezach pasztetowych słów garstka...</title><content type='html'>Z blogami i bloggerami to jest tak, że ludzie zakładają blogi. Niektórym na tym etapie kariera literacka się kończy. Inni piszą codziennie. Prowadzą dzienniki, pamiętniki czy jak tam sobie to można nazywać. Ludzie tacy, uzbrojeni w głowę pełną pomysłów, z dużą dozą odwagi, nastawieniem na krytykę jak i na uwielbienie wytrwale spisują swe myśli. Są też tacy bloggerzy jak ja, który pisać lubią, ale muszą mieć ku temu szczególny powód. Coś musi tchnąć, jakaś iskra musi zapalić lont, który powoli doprowadzi do wybuchu.&lt;br /&gt;No i właśnie taki wybuch nastąpił. Dokładnie to wczoraj. O 1.25 w nocy.&lt;br /&gt;Po spędzeniu cudownego, romantycznego, namiętnego wieczoru z menszczyznom mym, nastała pora na sen. Sen jednak nie nastąpił. Na pewno powodem nie był niedostatek czułości małżeńskich. Wrócił współlokator. Wszystko byłoby dobrze, gdyby menda nie przyprowadziła ze sobą kobiet (tak się wydawało póki nie nastał świt). Zaczęło się od herbatki po pijaku o tej 1.25 a skończyło na łóżku. Dwie na jednego. Na szczęście po salwach śmiechu, wywołanych historiami tysiąca i jednej nocy, którymi to Uulung (współlokator) raczył swe towarzyszki do 3 rano... jak mówiłam, na szczęście: poszli spać grzecznie.&lt;br /&gt;Trochę wyrozumiałości ze strony rudego: Uulung wczoraj bronił pracę licencjacką i miał prawo pójść i imprezować. Koniec wyrozumiałości. W środku tygodnia nie przynosi się do domu imprezy w postaci dwóch, rozpiszczanych, rozkrzyczanych, rozdartych emocjonalnie i fizycznie pasztetów. Szczególnie, gdy nie mieszka się samemu. I szczególnie, gdy nieszczęśnik chcący spać musi wstać o 7 rano i pracować osiem godzin.&lt;br /&gt;Na poprawę humoru, swojego szczególnie, zobrazuję państwu owe pasztety. Pasztety były dwa, jak już wspominałam. Jeden pasztet jest chyba uulungową dziewicą a ten drugi to podejrzewany jest o bycie przyzwoitką (bo kto normalny wtrynia się do łóżka na trzeciego, gdy ma zamiar w nim spać para?).&lt;br /&gt;Pasztetem pierwszym zostaje z racji stanu dziewoja Uulunga. Długowłose dziewcze, splątane symetrycznie w dwa ciemne warkocze (a la Czerwony Kapturek). Symetria owych warkoczy ma chyba wynagrodzić nie-symetrię ciała. Łącznie z twarzą. Bardzo widoczną niesymetrię. Jak spojrzałam na to dziewcze po raz pierwszy, wyobraziłam sobie małego mrówkojada w peruce z warkoczami. Było wtedy ciemno. rano niestety moje obawy potwierdziły się. Ładnie wyłupiaste oczy, prawie jak Marty Feldman, do tego nos taki, że można by nim świece w kościołach gasić. Tylko dziewoja niska, więc drabinkę w zestawie powinna nosić. Jak się popatrzy od tyłu... kort tenisowy z podjazdem. Uulung lubi podobno grać w tenisa więc to rozsądnie tłumaczy jego wybór. No tak czy inaczej - ładniejsze dziewczyny to się nawet poznaje na portalach randkowych. Mądrzejsze zapewne też.&lt;br /&gt;Pasztet drugi to urocza, cudowna blondynka z pulchną różową buzią i pulchną pupą, zapewne też różową. Cała jakaś taka różowa była, jakby wpadła w kisiel malinowy i zapomniała się później umyć. Jednak strój już nie był tak różowy. Mimo wszystko, jedyne co mi się z nią kojarzyło to moja katechetka z podstawówki. Nigdy jej nie lubiłam. Pamiętam też, jak kiedyś pani jehowa przyszła do mnie i chciała mnie nawracać. Mogę się założyć, że obie panie ubierają się w tym samym sklepie. Jehowa jednak była kobitą po sześćdziesiątce, a ten uroczy prosiaczek miał coś koło dwudziestu lat. Nigdy jednak nie zapomnę jej długich blond włosów, różowej buzi, okulara w złotej oprawce i tej kiecki do kostek w kolorze "zarzyganej trawy".&lt;br /&gt;Jacusia opisywać nie będę. Musicie mi to wybaczyć. I tak już czuję mdłości w żołądku.&lt;br /&gt;Na całe szczęście radosna impreza zakończyła się około trzeciej i Towarzystwo Nocnych Rozmów Kuchennych poszło spać. Można by powiedzieć, ze chwilę później wraz z małżonkiem przyszło nam wstać.&lt;br /&gt;Godzina 7. Nieszczęsny budzik trzeszczy i nie zamierza przestać. Informatyk błaga o jeszcze 5 minut, ale w rudym włączyła się funka bojowa. Nie ma spania. Trzeba się odpłacić, jak to mawiają, jak Kuba Bogu - tak Bóg Kubańczykom. Więc od rana radosna orkiestra: radio gra (bynajmniej nie cicho!), garnki trzaskają, noże stukają, woda się gotuje, ożywione rozmowy małżonków, śniadanko, zmywanko i woda nieoszczędnie całym strumieniem się leje. To jeszcze fajka na balkonie (oczywistość, że zostawiliśmy otwarty, a niech im dupy marzną), to jeszcze śmiechy i chichoty, to czułe pożegnania przed pracą... i tak aż się podnieśli. Na szczęśliwych to oni nie wyglądali. Przykro mi.&lt;br /&gt;Jak już upewniłam się, że cała trójka się obudziła i dalej nie zaśnie... poszłam się wykąpać. relaksująca kąpiel w wannie, mycie włosów, ząbków. Potem kremy, balsamy, nawilżacze. Starannie wykonany makijaż, wybór ubrania, biżuterii... Słowem: godzina. Bita godzina. Cudaczki się mało nie posikały chyba. Kiedy radośnie opuściłam przybytek nadziei to mało im się te krótkie nóżki nie poplątały w tym pędzie do łazienki. gdy sytuacja została opanowana, obrzucono mnie serią morderczych spojrzeń, po czym cała trójka porozmawiała kulturalnie miedzy sobą i wyszli.&lt;br /&gt;Szczęście. Tylko tyle czułam w tejże chwili. teraz czuję tylko 2/3 tego szczęścia bo współlokator już wrócił. Jakoś jednak chyba się na mnie obraził...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2030673051394670305-8914863019055340014?l=pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com/feeds/8914863019055340014/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com/2011/07/o-warszawskich-imprezach-pasztetowych.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2030673051394670305/posts/default/8914863019055340014'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2030673051394670305/posts/default/8914863019055340014'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com/2011/07/o-warszawskich-imprezach-pasztetowych.html' title='o warszawskich imprezach pasztetowych słów garstka...'/><author><name>Ruda</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04228355380904422820</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_s48IyIMN1S0/S1JHV2s8_rI/AAAAAAAAAAM/RsdywgD9wZY/S220/avatar.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2030673051394670305.post-6709672621514089884</id><published>2011-05-16T23:39:00.000+02:00</published><updated>2011-05-16T23:39:20.471+02:00</updated><title type='text'>Nie lubię jak wyjeżdzasz...</title><content type='html'>Dziś wieczór melancholijny, samotny i smutny. Jeszcze w głowie mam weekend. Ten niby zwyczajny, niby jak inne. Jednak coś w nim było wyjątkowego. Coś przełomowego. Coś co się czuje, a czego słowami opisać się nie da.&lt;br /&gt;To co dobre szybko się kończy. I tak jak sen minął ten weekend. Tylko wspomnienia wciąż żywe i gorące. Bo kto by się spodziewał...&lt;br /&gt;Jeszcze kilka miesięcy temu moje życie wyglądało zupełnie inaczej. Wkroczyłam w mój własny dwudziesty pierwszy wiek. I wszystko stanęło na głowie. Jak w błędnym kole. Historia lubi się powtarzać. Znów mam kogoś daleko od siebie. Znów żyję od spotkania do spotkania. Znów częściej tęsknię, wspominam... Nauczyło mnie to jednak trochę więcej wytrwałości. Wyciągam wnioski z poprzednich przeżyć. Staram się dobrze je rozumieć i naprawiać swoje dawne błędy.&lt;br /&gt;Tak sobie teraz myślę, że wszystko ma swoje plusy i minusy. Teraz wielkim minusem jest ta odległość. Jednak ma to swoje dobre strony. Bardziej doceniam to co mam. Umiem się cieszyć z każdej wspólnej chwili. Czuję tę rozpierającą energię i radość z każdego gestu, słowa, uśmiechu, dotyku. Teraz czekanie ma sens. Mam też twardo postawione cele i czuję motywację by je osiągnąć. Czuję upływający czas. Każdego dnia jestem bliżej. To jak wielkie odliczanie... jeszcze rok, kilka miesięcy, parę tygodni, jeden dzień. I tak właśnie coraz bliżej celu, coraz wyraźniej go widzę. Mam siłę. Te krótkie spotkania napawają mnie pozytywną energią. Dodają mocy jak magiczny napój. Czuję, że mogę, że chcę i że się uda. Nigdy jeszcze nie miałam takiej wiary, że piękny sen się spełni. Czuję się szczęśliwa, widzę to idealne dopasowanie. Bo kiedy spotka się tę jedyną osobę, to się po prostu wie. Wystarczy jedno spojrzenie, jeden pocałunek, jedno złapanie za rękę i po prostu wiesz, że tak będzie już zawsze. Że to jest to na co czekało się całe dotychczasowe życie. Czuje się, że to życie jest dopiero początkiem, startem. Największą satysfakcję przynoszą jednak myśli, że jeszcze ta jedna chwila i będzie się już szczęśliwym na lata, że to życie się rozkręci, nabierze smaku. I nie ma wątpliwości. Jest tylko zaufanie i wytrwała praca nad osiągnięciem celu. To jest sens życia. Świadomie i wytrwale realizować największe marzenie.&lt;br /&gt;Jeszcze trochę jednak muszę poczekać, trochę potęsknić i spędzić jeszcze kilka takich samotnych wieczorów. Później będzie tylko piękniej :)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2030673051394670305-6709672621514089884?l=pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com/feeds/6709672621514089884/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com/2011/05/nie-lubie-jak-wyjezdzasz.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2030673051394670305/posts/default/6709672621514089884'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2030673051394670305/posts/default/6709672621514089884'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com/2011/05/nie-lubie-jak-wyjezdzasz.html' title='Nie lubię jak wyjeżdzasz...'/><author><name>Ruda</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04228355380904422820</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_s48IyIMN1S0/S1JHV2s8_rI/AAAAAAAAAAM/RsdywgD9wZY/S220/avatar.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2030673051394670305.post-7117094647728017328</id><published>2011-04-13T10:52:00.002+02:00</published><updated>2011-04-13T11:40:45.832+02:00</updated><title type='text'>Rachunek sumienia</title><content type='html'>&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Weź kilka głębokich oddechów. Jeśli palisz - zapal. Jeśli pijesz - nalej sobie lampkę wina. Zrób kawę, herbatę, gorące mleko. Włącz spokojną muzykę, a może postaraj się o zupełną ciszę. Cokolwiek, co Cię relaksuje. Zastanowimy się teraz nad Twoim życiem.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Praca/nauka&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Pracujesz? Uczysz się? Ile godzin tygodniowo? Ile godzin faktycznie poświęcasz temu? To mało czy dużo? A może w sam raz? Czy to Cię zadowala? Czy robisz to co chcesz?&lt;br /&gt;Dlaczego to robisz? Ile musisz włożyć wysiłku, by osiągnąć cel? Czy robisz wszystko co powinieneś? Czy na wszystko starcza Ci czasu i sił? Dlaczego tak jest?&lt;br /&gt;Jakie koszty się z tym wiążą? Ile musisz poświęcić by móc się uczyć, czy pracować? Ile tracisz, a ile zyskujesz?&lt;br /&gt;Czy się opłaca? Czy to dobra droga? Co musisz zmienić, by było lepiej? By zyski były większe niż straty?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Dom/rodzina&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Mieszkasz sam, czy z kimś? Czy są to rodzice, czy może masz już własną rodzinę? Masz rodzeństwo? Jakie utrzymujesz z nim kontakty?&lt;br /&gt;Ile masz obowiązków? Jak je spełniasz? Ile wkładasz energii w ich wykonanie?&lt;br /&gt;Jak ważna jest dla Ciebie kwestia rodzinna? Czy nie zapominasz o bliskich? Czy nie odkładasz rodziny na drugi plan? Kiedy ostatnio spędziłeś trochę czasu z rodziną? Jakie to były okoliczności? Jaka panowała atmosfera? Jakie relacje są miedzy Wami?&lt;br /&gt;Jak czujesz się wśród bliskich? Czy rodzina potrafi zrozumieć Ciebie? Czy Ty potrafisz zrozumieć ich? Czy w ogóle starasz się ich zrozumieć? Czy możesz liczyć na pomoc ze strony rodziny? Czy ona może liczyć na Twoją pomoc?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Związek&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Jesteś z kimś w związku? Jak długo? Mieszkacie razem? Jak często się widujecie? Czy taki układ pasuje obojgu? Jakie są między Wami relacje?&lt;br /&gt;Jak często myślisz o tej drugiej osobie? Co myślisz? Ufasz? Akceptujesz to w jaki sposób zachowuje się, postępuje? Co chciałbyś zmienić? Co możesz zmienić?&lt;br /&gt;Kochasz? W jaki sposób to pokazujesz? Jak dużo uwagi poświęcasz ukochanej osobie? Jak bardzo się starasz? Czy nie za mało?&lt;br /&gt;Jak dużo dajesz z siebie? Czy umiesz zmienić swoje złe nawyki? Czy dostrzegasz własne błędy?&lt;br /&gt;Jak dużo dostajesz? Więcej niż dajesz, czy mniej? A może to się równoważy? Czy patrzysz na to realnie?&lt;br /&gt;Czy nie wymagasz zbyt wiele? Czy nie starasz się ograniczyć drugiej osoby? Czy doceniasz to co dla Ciebie robi? A co dla Ciebie robi? Co Ty robisz dla niej? Czy to jest uczciwy związek?&lt;br /&gt;Zdradziłeś kiedykolwiek? Dlaczego tak? Dlaczego nie? Czy ta druga osoba ma świadomość Twojej wierności? Czy może Ci zaufać? Jak okazujesz uczucia? jak pokazujesz, że Ci zależy? Czy w ogóle Ci zależy?&lt;br /&gt;A może jesteś samotny? Zostałeś porzucony? Ty odszedłeś? A może nigdy nikogo nie miałeś?&lt;br /&gt;Dlaczego jesteś samotny? Masz za mało wiary w siebie? Za duże wymagania wobec potencjalnego partnera? Czekasz na wielką miłość jak z romantycznego filmu? Czy robisz cokolwiek by dać możliwość zaistnienia miłości? Poznajesz nowych ludzi? A może zamknąłeś się w domu i płaczesz w poduszkę, że jesteś sam? Jak umożliwiasz poznanie siebie? Co powinieneś zrobić by to zmienić? Czy w ogóle chcesz to zmienić? Czy jest Ci tak dobrze?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Życie społeczne&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Ilu masz znajomych, którym mówisz tylko "cześć"? Ilu masz kolegów, z którymi możesz się spotkać i ponarzekać na złego szefa czy trudne kolokwium? Ilu masz przyjaciół, z którymi możesz porozmawiać o WSZYSTKIM? Ile wartościowych osób poznałeś w ubiegłym roku? W jakich okolicznościach?&lt;br /&gt;Jesteś towarzyski? Nie masz problemów z nawiązywaniem znajomości? Czy Twoi znajomi Cię lubią? Czy chcą się z Tobą spotykać? Czy chcą z Tobą rozmawiać? Dlaczego tak jest? Co w Tobie sprawia, że masz znajomych?&lt;br /&gt;Może jednak jesteś zamkniętym w sobie domatorem? Może nie masz zbyt wielu znajomych? Może nie lubisz poznawać ludzi? Czy masz problemy z zawieraniem znajomości? Czy umiesz porozmawiać z osobą nieznajomą? Dlaczego tak jest? Czy ufasz ludziom? Czy odrzucasz od siebie ludzi, czy oni odrzucają Ciebie? Dlaczego tak jest?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Zdrowie&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Jesteś zdrowy? Dbasz o siebie? Ubierasz się odpowiednio do pogody? Odżywiasz się należycie? Pijesz alkohol, kawę? Palisz? Może bierzesz narkotyki? Wysypiasz się? Z czego to wynika?&lt;br /&gt;Znasz cenę własnego zdrowia? Czy nie poświęcasz go w pogoni za kasą czy karierą? Czy nie marnujesz go z lenistwa?&lt;br /&gt;Jak ważne dla Ciebie jest to w jakiej jesteś kondycji? Ile uwagi poświęcasz własnemu zdrowiu? A może myślisz o nim dopiero wtedy, gdy choroba rozkłada Cię w łóżku?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;&lt;br /&gt;Życie to rachunek zysków i strat. To bilans przychodów i rozchodów. Czy Twoje życie jest na plus? Czy czerpiesz z niego korzyści? Czy jesteś szczęśliwy?&lt;br /&gt;Co musisz zmienić w swoim życiu by było lepiej? Jak bardzo tego chcesz?&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2030673051394670305-7117094647728017328?l=pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com/feeds/7117094647728017328/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com/2011/04/rachunek-sumienia.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2030673051394670305/posts/default/7117094647728017328'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2030673051394670305/posts/default/7117094647728017328'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com/2011/04/rachunek-sumienia.html' title='Rachunek sumienia'/><author><name>Ruda</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04228355380904422820</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_s48IyIMN1S0/S1JHV2s8_rI/AAAAAAAAAAM/RsdywgD9wZY/S220/avatar.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2030673051394670305.post-1027879944725564178</id><published>2011-03-31T14:11:00.003+02:00</published><updated>2011-03-31T14:34:54.766+02:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>Jestem dziś bardzo szczęśliwa i na prawdę nie wiem dlaczego tak mnie to mocno trafiło, i dlaczego właśnie dziś. Jest co prawda kilka powodów by się uśmiechać. Trochę wspomnień wciąż żywych, trochę słońca, trochę kwiatków i jedna bardzo dobra wiadomość :)&lt;br /&gt;Allllleeee od początku.&lt;br /&gt;Niezaprzeczalnym i niepodważalnym powodem do uśmiechu są wspomnienia minionego "weekendu". No co za człowiek, co za człowiek. Tak zakraść się do mojej głowy nie jest łatwo. A jemu się udało. Sprawia to, że nieustannie się uśmiecham i nawet wspomnienie wyrzucenia, em... wyniesienia z domu jest jakieś przyjemnie łechcące :) może mniej przyjemne odczucia niesie kąpiel w ubraniu, czy dziecko w metrze namiętnie podrywające mego mężczyznę, ale w każdym razie śmiechu było dużo.&lt;br /&gt;(Przypomniała mi się nawet definicja &lt;span style="font-style:italic;"&gt;mielonka&lt;/span&gt;, jaką to mój ten wspomniany mężczyzna utworzył, a jaką pozwolę sobie przytoczyć. Mianowicie, mili państwo, Mielonek to taki Mietek-jelonek, który niefortunnie został rozjechany przez samochód, czego efekt jest raczej już jasny. Po pewnym czasie okazało się, że mielonkiem może być także grzybek i można go chcieć jak jest za gorąco. Ale to już zbyt skomplikowane, więc trzymajmy się definicji pierwszej.)&lt;br /&gt;Weekend minął nieuchronnie i teraz pozostaje z uśmiechem na twarzy wyczekiwać kolejnego.&lt;br /&gt;Powodów do uśmiechu jest znacznie więcej. Drugim w kolejności, jest uczucie ulgi i zwycięstwa. Udało się więc jednym głosem przetargować specjalizację na studiach. Będziemy się więc uczyć tego co słuszne i potrzebne. Cieszę się tym bardziej, że umożliwia mi to pisanie pracy na temat, który mnie interesuje i jednocześnie wybór promotora, który mi odpowiada :)&lt;br /&gt;Już z mniej spektakularnych powodów do szczęścia mogę oczywiście wymienić piękną pogodę. Przy takiej temperaturze jak dziś, przy takim słońcu mogłam śmiało wcisnąć się w wiosenne pantofelki i podreptać w nich na uczelnię. A to najlepszy znak, że mamy wiosnę! Jakby tego wszystkiego było mało, zobaczyłam dziś pierwsze kwiatki wiosenne! Już nie trzeba malować trawy na zielono, pomalowała się sama i wydała na świat potomstwo w postaci grona stokrotków. Stokrotki przyjemnie uśmiechały się do mnie i do słońca. Zrobiło się lekko i radośnie.&lt;br /&gt;Teraz popijam pyszną kawę, zagryzam roladą wiśniową z bitą śmietaną i czuję, że od tej pory wszystko będzie już dobrze...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2030673051394670305-1027879944725564178?l=pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com/feeds/1027879944725564178/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com/2011/03/jestem-dzis-bardzo-szczesliwa-i-na.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2030673051394670305/posts/default/1027879944725564178'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2030673051394670305/posts/default/1027879944725564178'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com/2011/03/jestem-dzis-bardzo-szczesliwa-i-na.html' title=''/><author><name>Ruda</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04228355380904422820</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_s48IyIMN1S0/S1JHV2s8_rI/AAAAAAAAAAM/RsdywgD9wZY/S220/avatar.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2030673051394670305.post-5609032590355990889</id><published>2011-03-16T13:05:00.002+01:00</published><updated>2011-03-16T13:15:53.414+01:00</updated><title type='text'>z przemyśleń panny M.</title><content type='html'>Wyszło słońce. Lubię wiosnę. Wszystko budzi się do życia, wszystko jakoś nagle staje się przyjemniejsze. Za pewne jest to sprawką tego słońca. Ciągła szarówa jest czynnikiem silnie dołującym, a kiedy po długiej zimie wychodzi słońce, człowiek od razu czuje się lepiej.&lt;br /&gt;Wszystko byłoby dobrze, gdyby to słońce przychodziło wraz z dobrymi dniami. Jednak tu już nie ma zależności. Mimo pięknej pogody, pączków na drzewach i odnawiającej się trawy, życie daje nam dużo trudnych chwil. Przecież mogliśmy się tego spodziewać. Przecież każdy wiedział, że TAKI dzień nadejdzie. Byłoby jednak łatwiej, gdyby padał deszcz.&lt;br /&gt;Takie wewnętrznie szare dni się zaczęły. Z wyczekiwaniem na to co nadejdzie. Mimo, że nikt nie chce by nadeszło. Mimo, że nikt nie wie kiedy nadejdzie.&lt;br /&gt;Jakaś ogromna tęsknota za spokojem mnie ogarnia. Za odłączeniem się od wszystkiego, utopieniem w kochanych ramionach, za gapieniem się w słońce. Bez liczenia czasu, bez problemów, zmartwień i złudzeń.&lt;br /&gt;Niestety. Kochane ramiona są daleko, słońce co chwilę chowa się za chmurami a problemy piętrzą się i rozrastają. Takie to życie jest wredne.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2030673051394670305-5609032590355990889?l=pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com/feeds/5609032590355990889/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com/2011/03/z-przemyslen-panny-m.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2030673051394670305/posts/default/5609032590355990889'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2030673051394670305/posts/default/5609032590355990889'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com/2011/03/z-przemyslen-panny-m.html' title='z przemyśleń panny M.'/><author><name>Ruda</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04228355380904422820</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_s48IyIMN1S0/S1JHV2s8_rI/AAAAAAAAAAM/RsdywgD9wZY/S220/avatar.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2030673051394670305.post-3541441393057863066</id><published>2011-03-05T12:19:00.002+01:00</published><updated>2011-03-05T12:27:09.381+01:00</updated><title type='text'>ukradł mnie całą.</title><content type='html'>ukradł mnie całą. złodziej czas.&lt;br /&gt;a ja tak chcę wiosnę poczuć, ciepły wiatr, gromką burzę ujrzeć. a on mnie całą ukradł. chcę pączki na drzewach i kwiatki kwitnące. i chcę ciepły deszcz. i chcę zmoknąć do ostatnich sił w tym deszczu. a on mnie ukradł. błądzę teraz między wczoraj a jutro. i tak stojąc w połowie nie wiem czy bardziej chcę wczoraj, czy bardziej chcę jutro. tak mnie ukradł. czekam na księcia co wiosnę przyniesie. i czas na chwilę stanie w miejscu. może uda mi się uciec?&lt;br /&gt;ukradł mnie całą. złodziej czas.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2030673051394670305-3541441393057863066?l=pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com/feeds/3541441393057863066/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com/2011/03/ukrad-mnie-caa.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2030673051394670305/posts/default/3541441393057863066'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2030673051394670305/posts/default/3541441393057863066'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com/2011/03/ukrad-mnie-caa.html' title='ukradł mnie całą.'/><author><name>Ruda</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04228355380904422820</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_s48IyIMN1S0/S1JHV2s8_rI/AAAAAAAAAAM/RsdywgD9wZY/S220/avatar.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2030673051394670305.post-3527496987097248562</id><published>2011-02-21T22:54:00.002+01:00</published><updated>2011-02-21T23:07:13.360+01:00</updated><title type='text'>autoportret</title><content type='html'>Rude popatrzyło w lustro.&lt;br /&gt;Ma tę swoją rudą grzywę, ciekawe oczy, uśmiech szczery i miły. Ma też swój kolczyk w wardze, zabawne policzki, i śmieszny nos. Jak się bardzo postara to ma nawet "dołeczki". Posiada długą szyję, wystające kości obojczyka, chude ramiona. Średni biust, płaski brzuszek, niewielkie biodra. Tyłek, gdzieś tam z tyłu podobno jest. Chude, długie nogi zakończone "kopytkami" wrażliwymi na dotyk. Wysokie jak na babkę w miarę jest. Zgrabne też. Ładne podobno także (aczkolwiek subiektywnego zdania nie wyrażam ;)).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rude zagląda w siebie.&lt;br /&gt;Wredne, pamiętliwe, nie łatwo wybacza. Ambitne, pewne siebie. Towarzyskie, uprzejme i miłe. Kiedy trzeba. Z ciętym językiem, trudne do przegadania. Zakochane w muzyce, inspirowane życiem, dążące do sukcesu. Pewne swojego przyszłego triumfu. Jednak nie jest ślepe, narcystyczne i bezwzględne. Egoistyczne jednak jest. Egoistyczne, lubiące stawiać na swoim, znające własną wartość. Ceny nie posiada.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rude zastanawia się nad tym wszystkim.&lt;br /&gt;Nie wie czy to jest dobre. Czy to jest piękne i fajne. Rude ma swoje defekty, ma swoje braki, ma swoje słabości. Jednak tak skromnie stwierdza, że ma to gdzieś. Bo wie, że jest na świecie osoba, jedna, jedyna, która kocha takie rude. Z defektami, brakami i słabościami.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rude czuje szczęście.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2030673051394670305-3527496987097248562?l=pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com/feeds/3527496987097248562/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com/2011/02/autoportret.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2030673051394670305/posts/default/3527496987097248562'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2030673051394670305/posts/default/3527496987097248562'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com/2011/02/autoportret.html' title='autoportret'/><author><name>Ruda</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04228355380904422820</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_s48IyIMN1S0/S1JHV2s8_rI/AAAAAAAAAAM/RsdywgD9wZY/S220/avatar.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2030673051394670305.post-7334259128856961949</id><published>2011-02-17T22:13:00.002+01:00</published><updated>2011-02-17T22:26:38.359+01:00</updated><title type='text'>Quando?</title><content type='html'>Czasem przychodzi taki moment, że człowiek ma ochotę napierdolić się jak świnia. I to najlepiej w samotności.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kiedy czegoś bardzo chcesz. Kiedy pragniesz całym sobą. Kiedy wiesz, że to tylko marzenia.&lt;br /&gt;Kiedy czujesz jak nigdy wcześniej. Kiedy masz ochotę powiedzieć to całemu światu. Kiedy jesteś z tym sam.&lt;br /&gt;Kiedy w głowie jedno imię. Kiedy to jest TO imię. Kiedy to nie ma znaczenia.&lt;br /&gt;Kiedy chcesz się śmiać. Kiedy chcesz rozmawiać. Kiedy rzeczywistość tego zabrania.&lt;br /&gt;Kiedy marzysz by przytulić. Kiedy tęsknisz za pocałunkiem. Kiedy nie możesz tego dostać.&lt;br /&gt;Kiedy jest noc. Kiedy jest ciemno. Kiedy boisz się ciemności.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gaszę światło. Zostaję sama ze sobą. Ze swoimi marzeniami, tęsknotkami, smutkami i radościami. Zastanawiam się czemu droga do Wielkiego Szczęścia ciągnie się pod górę. Im szczęście większe tym szczyt wyżej, a ścieżka wąska i bardziej kamienista. Kaleczę już stopy, zdarłam dłonie, łapię powietrze resztką sił. Plecak marzeń coraz cięższy, worek złudzeń ciągle rośnie. Daleka jeszcze droga. Trudna. Wyboista. Ale... tam na szczycie tej góry, coś jakby wołało mnie do siebie. Więc idę uparcie. Już widzę przystanek, gdzie czeka na mnie talerz czułości i kubek szczęścia. By mieć więcej sił. Jeszcze dwie noce. Zamykam więc oczy i idę przed siebie. Po kamieniach, pokrzywach, otoczona pająkami. Idę, bo warto. Idę by być coraz bliżej.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2030673051394670305-7334259128856961949?l=pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com/feeds/7334259128856961949/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com/2011/02/quando.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2030673051394670305/posts/default/7334259128856961949'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2030673051394670305/posts/default/7334259128856961949'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com/2011/02/quando.html' title='Quando?'/><author><name>Ruda</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04228355380904422820</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_s48IyIMN1S0/S1JHV2s8_rI/AAAAAAAAAAM/RsdywgD9wZY/S220/avatar.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2030673051394670305.post-5663645062506086070</id><published>2011-02-15T00:38:00.005+01:00</published><updated>2011-02-15T01:37:58.675+01:00</updated><title type='text'>Walentynki... Pfff!</title><content type='html'>Walentynki, cóż za cudowne, niepowtarzalne, niesamowite i głupie święto. Manifestacje miłości, wszędzie czerwono, różowo i uroczo. Prawie jak w burdelu. Zdaję sobie sprawę, że zaraz wszelcy zwolennicy tych cudownych obchodów rzucą się na mnie i zlinczują, bo jak mogę grzeszyć, wypowiadając obelgi na ten piękny dzień. I że prawdopodobnie jakbym miała z kim go spędzać to bym tak nie gadała. Bo przecież żal dupę ściska, że "zakochani" świętują, a ja NIE.&lt;br /&gt;Powiem Państwu całkiem szczerze, że jestem bardzo szczęśliwie zakochana, mam z kim spędzać walentynki, opływać w obłoczkach itp, itd i do tego mam to wszystko w dupie. A szczęście pożerające to wszystko polega na tym, że moja druga "połówka" ma to tak samo w dupie jak ja.&lt;br /&gt;Chciałoby się powiedzieć: ludzie ogarnijcie się!&lt;br /&gt;1. My zakochani... nie potrzebujemy specjalnego dnia by miłość okazywać. Możemy codziennie umówić się na kolację, kupić sobie prezent, czy zwyczajnie powiedzieć: kocham Cię. I tylko naiwne baby, przesadne romantyczki uważają, że jak raz do roku facet wysili się i zorganizuje coś "wyjątkowego" to jest najlepszym facetem na świecie. Przeczytałam dziś na facebooku (jakże cenne źródło wiedzy) wpis pewnej znajomej. Chwaliła się najcudowniejszym facetem pod słońcem, bo zorganizował jej wieczór tak, że w rezultacie tapla się płatkach róż i wraz ze swoim skarbem robią sobie wspólne fotki z ręki. No może i te płatki fajne, no chłopak się wysilił aż miło. Na prawdę jednak chciałabym wierzyć, że ona ma tak wspaniale dzień w dzień. Może i ma. Jednak takie właśnie niesamowite okazywanie uczuć, wysiłek i pomysłowość nabrały by jeszcze większej chwały w zwykły dzień, gdzie byłoby to już 100% zaskoczeniem. A do tego jak sobie koleś poprzeczkę podniósł na przyszły rok ;)&lt;br /&gt;Podsumowując: nie trzeba róż, aby wiedzieć, że ktoś kogoś kocha. Nie trzeba do tego i walentynek.&lt;br /&gt;2. Walentynki jednak siłą rzeczy zakorzeniły się już co nie co w naszej kulturze, amerykanizują nas jak tylko się da. Najpierw przejęliśmy od nich hamburgery, potem święta, tradycje, obchody. Może niedługo będziemy świętować 4go lipca? Będziemy też rzuć tytoń i twierdzić, że Irak leży koło Portugalii, a Polska to jeden z krajów Beneluksu.&lt;br /&gt;Rozumiem, że wpływ zachodu jest nieunikniony, a nawet potrzebny, ale bądźmy rozsądni. Bierzmy z głową to co jest nam potrzebne, nie zapominajmy o własnych obyczajach. Zachowajmy jakąkolwiek narodowość, jedność, spójność i przynajmniej w sprawach kulturowych: suwerenność.&lt;br /&gt;Podsumowując: Walentynki nie uczynią nas Ameryką Europy.&lt;br /&gt;3. Kolejna rzecz na liście skarg i zażaleń: komercja. Jezuuuu! Jak te walentynki śmierdzą! Na kilometr wali komerchą. Ludzie naiwnie wierzą, że ma być uroczo, przyjemnie, romantycznie. Przecież w każdej wystawie sklepowej jak byk widnieje niepisane hasło: mam serduszka w oknie, skuszę do siebie więcej debili. Bo przecież jesteś zakochany, kochasz, pamiętasz, może nawet świętujesz. Ale co? Prezentu nie kupisz?&lt;br /&gt;Przyglądałam się dzisiaj wystawom sklepowym (maszerowanie z ciotką w ciąży sprzyja oglądaniu wystaw, bo chodź raz przejdę się po mieście w żółwim tempie). Bacznie oglądałam co oferują nam lokalni kupcy jako prezent walentynkowy. Każda witryna różowa lub czerwona, pełna serduszek, buziaczków, piórek i innych pierdółek. I największymi pierdółkami są oczywiście te "idealne prezenty na dzień zakochanych". I to co wchodziło w ich skład, przechodziło moje najśmielsze oczekiwanie. Męskie skarpetki w serduszka, grające poduszeczki - grają jak położysz głowę (więc co mi z takiej poduszki?), okazjonalne kartki wielkości stołu ciut nie bilardowego, koszulki z przedziwnymi obrazkami (od kama sutry po gwałcące się zające), różowe lampki (a la burello), miliony maskotek małych i dużych, kubeczków, smyczy, zapalniczek. Ramki, sramki, kukiełki i inne duperele tzw "do postawienia na regale". Jednak nr jeden na tej całej liście jest rzecz, która wzbudziła we mnie dość duże zastanowienie. Głównie nad przydatnością (ale i estetyką) owego tworu. Mianowicie: kapcie. Takie kapcie bardzo zabawne, nie nadają się do chodzenia, są ogromnym, różowym czymś, co należy umieścić na ścianie nad łóżkiem. Kupujesz kapcie dwa. Na jednym jest kiczowy napis: kocham Cię księżniczko, a na drugim: kocham Cię księciu. Czy coś pod ten deseń. No i tak się zastanawiam. Czy kiedy kupuję owe kapcie, to "męskiego" kapcia daję memu samcowi, a ten "damski" zostaje u mnie? Czyli sama siebie zwę księżniczką i sama sobie miłość wyznaję? Dość narcystyczne podejście. Może jednak to jest cudowny pomysł na "wspólny" prezent. Zrzuta po połowie i każdy bierze swojego kapcia. Ale co to za prezent? I na koniec: co ma kapeć do księżniczki/księcia?&lt;br /&gt;I te kwiaciarnie... Oblepiające się serduszkami i sprzedające róże w 3 razy wyższej cenie.&lt;br /&gt;Podsumowanie: nie warto dać się ponieść emocjom i zapędzić w ten zakupowy wir. Więcej latania i myślenia, niż sam prezent wart.&lt;br /&gt;4. Na koniec. Czy ktoś w ogóle pomyślał o tych, którzy są samotni? Którzy zostali porzuceni na kilka dni przed walentynkami, którzy są nieszczęśliwie zakochani, którzy biegają za połówką nie tego jabłka? Oni na co dzień potrzebują bliskości innej osoby. I nagle wielkie święto, wielkie bum. Miłość emanuje z każdej możliwej strony. I co robią Ci samotni, by uchronić się przed uderzeniami miłości, cudzej miłości? Zamykają się w domach, zasłaniają okna, gaszą światło i piją samotne wino. Bo nie mają z kim. Bo oni nie potrzebują walentynek do okazywania miłości. Oni potrzebują kogoś, by móc tą miłość okazywać. I czy koleżanka opowiadając o swoim cudownym chłopaku pomyślała, że może przeczyta to, ktoś, komu zrobi się bardzo smutno? Czy właściciele sklepów zdają sobie sprawę, że odpychają samotnych?&lt;br /&gt;Ja rozumiem, jeden dzień w roku, no niech im się należy. Ale czy jest dzień singla? Dzień osoby samotnej? Porzuconej? Niechcianej? Jeśli nawet jest to kiedy? Dlaczego oni nie mają swojego hucznego święta? Dlaczego im nie jest ono potrzebne?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Walentynki. Komercja, amerykanizacja, ogłupianie i dołowanie samotnych. Więc jako szczęśliwie zakochana nie obchodzę tego "święta". Nie potrzebuję przesadnie miłosnego dnia, który jedyną wartość jaką niesie, to wzbogacenie o nową pierdołę w pokoju. Mogę mówić kocham codziennie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;kropka.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2030673051394670305-5663645062506086070?l=pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com/feeds/5663645062506086070/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com/2011/02/walentynki.html#comment-form' title='Komentarze (9)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2030673051394670305/posts/default/5663645062506086070'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2030673051394670305/posts/default/5663645062506086070'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com/2011/02/walentynki.html' title='Walentynki... Pfff!'/><author><name>Ruda</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04228355380904422820</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_s48IyIMN1S0/S1JHV2s8_rI/AAAAAAAAAAM/RsdywgD9wZY/S220/avatar.jpg'/></author><thr:total>9</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2030673051394670305.post-7572578663548545057</id><published>2011-02-13T00:22:00.002+01:00</published><updated>2011-02-13T00:39:23.722+01:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>Czuję, że tracę coś na czym zależy mi cholernie. Czuję, że oddalam się od kogoś, mimo, że chcę wręcz przeciwnie. Nie wiem co z tym zrobić. Jak temu zapobiec. Rozrywa mnie gdzieś w środku zastanowienie. Kiedy i jak zmieniło się coś. Coś, co było tak niesamowite. Coś co nadal jest niesamowite, a jednak jakby dalej niż bliżej.&lt;br /&gt;Ja mam jakąś chyba siłę destruktywną w sobie. Zawsze pieprzę to na czym mi zależy. Im bardziej zależy, tym bardziej pieprzę. Może dlatego, że jakakolwiek ucieczka jest łatwiejsza do zniesienia niż tęsknota? Może, gdy nie piszę, nie dzwonię to czas szybciej leci? Może nie chcę się narzucać za bardzo... Może taka postawa lekko z boku jest bardziej do przyjęcia niż gapienie się w telefon i wyczekiwanie jakiegokolwiek sygnału.&lt;br /&gt;Pogubiłam się w sobie, nie umiem poskładać. Potrzebuję czasu i wytrwałości. Wiary we własne siły, nadziei. Miłości. Wsparcia. Nawet gdybym rękami i nogami się odpychała od tego, nawet gdybym milczała godzinami, nawet gdybym robiła niezrozumiałe kroki. Ja wciąż czuję to ogromne szczęście, kiedy wiem, że tam, po drugiej stronie serca ktoś się do mnie uśmiecha, ktoś we mnie wierzy i trzyma mnie za rękę. Mimo wszystko... Mimo wszelkie moje zło.&lt;br /&gt;Chcę dawać szczęście, chcę dawać miłość, pewność jutra. Tylko czy potrafię to okazać? Czy wciąż jest ta jedna, jedyna, niezastąpiona osoba, która w to wierzy? Tak bym chciała...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2030673051394670305-7572578663548545057?l=pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com/feeds/7572578663548545057/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com/2011/02/czuje-ze-trace-cos-na-czym-zalezy-mi.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2030673051394670305/posts/default/7572578663548545057'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2030673051394670305/posts/default/7572578663548545057'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com/2011/02/czuje-ze-trace-cos-na-czym-zalezy-mi.html' title=''/><author><name>Ruda</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04228355380904422820</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_s48IyIMN1S0/S1JHV2s8_rI/AAAAAAAAAAM/RsdywgD9wZY/S220/avatar.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2030673051394670305.post-8522618350860069424</id><published>2011-02-03T19:17:00.002+01:00</published><updated>2011-02-03T19:39:41.558+01:00</updated><title type='text'>antymateria w świecie materialistów</title><content type='html'>Jest wszechświat i są ludzie. I każdy człowiek, jest taką samą, niezauważalną kropką. Takim pyłkiem nieznaczącym. I teraz pojawia się pytanie: dlaczego taka nic nie znacząca kropka znaczy więcej od innej kropki. Dlaczego jedna kropka staje się panem świata, a druga musi myć jej nogi. Dlaczego jedną kropkę się pamięta, a nie wie się o istnieniu innej. Przecież patrząc z góry te kropki są takie same. Nie widać koloru, nie czuć zapachu i żeby nie wiem jak głośno krzyczały nie słychać nawet szeptu.&lt;br /&gt;Swoją drogą marzy mi się cisza. Taka brutalna cisza. Tak cicha, aż boli. Z daleka od szumu świata można zauważyć wiele. I taka cisza działa kojąco. Uspokaja. Oddala od problemów.&lt;br /&gt;Chciałabym chwilę takiej ciszy, bez samochodów za oknem, bez tykania zegarka, bez szumu komputera i bez stołka sąsiada z góry. Chciałabym przemyśleć wtedy moją kropkę. Kim jestem? Kim będę? Do czego zmierza moje życie? Co osiągnę swoją postawą? Czy będą mnie szanować, podziwiać, kochać i sławić? A może będą mnie wyklinać, pluć i wykrzykiwać obelgi... Najbardziej bym jednak nie chciała, by nie mieli o mnie zdania.&lt;br /&gt;Bycie takim bezpłciowym jest gorsze od "lubiany" tudzież "nielubiany". Oba te statusy przekazują jakieś emocje. Większe, mniejsze, ale zawsze. Podejście obojętne nie budzi emocji. Mogą mnie wyklinać, nienawidzić, ale chcę wzbudzać w kimś emocje.&lt;br /&gt;Nie chcę być sławna. Jak to bywa teraz często: piosenkarki, aktorki, modelki. Dziewczyny nieprzystosowane to wielkiego świata pchają się tam rękami i nogami. A potem żałują. Ja nie chcę żałować. Wolę być nikim dla całego świata, ale kimś dla jednej osoby. I chcę wzbudzać emocje.&lt;br /&gt;Wrócę jednak do mojej kropki. Mała, ruda kropka. Mała, ruda kropka, która nie wie chyba do końca czego oczekuje. Bierze z życia to co chce brać. Garnie to całymi garściami. Nie pyta o pozwolenie, nie przeprasza za błędy, nie żałuje za grzechy i nie mówi paciorka przed snem. Światło jednak kiedyś gaśnie, z szaf wychodzą potwory, stają nad tą biedną, rudą kropką i krzyczą, żeby się ogarnęła. Żeby wzięła życie za łapę i pociągnęła w odpowiednim kierunku. Ona jednak lawiruje w inną stronę. Bardzo sprytnie.&lt;br /&gt;Mała, ruda kropka. Gdzie dobiegnie?&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2030673051394670305-8522618350860069424?l=pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com/feeds/8522618350860069424/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com/2011/02/antymateria-w-swiecie-materialistow.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2030673051394670305/posts/default/8522618350860069424'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2030673051394670305/posts/default/8522618350860069424'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com/2011/02/antymateria-w-swiecie-materialistow.html' title='antymateria w świecie materialistów'/><author><name>Ruda</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04228355380904422820</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_s48IyIMN1S0/S1JHV2s8_rI/AAAAAAAAAAM/RsdywgD9wZY/S220/avatar.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2030673051394670305.post-3901752827147961555</id><published>2011-01-28T15:04:00.004+01:00</published><updated>2011-01-28T15:41:34.537+01:00</updated><title type='text'>harmonia na wagę złota</title><content type='html'>Przyglądam się  życiu tak trochę z boku. I widzę, i stwierdzam, że cała zabawa polega na utrzymaniu pewnych proporcji i pewnej harmonii. Na każde dobro musi składać się część wysiłku, część niepowodzeń, trochę uciech, trochę odłożenia spraw na później, spora dawka mobilizacji i krzta szczęścia. I wszystko powinno być jakoś zrównoważone. Może nie do końca waga każdego z tych 'składników' powinna być taka sama, ale przynajmniej proporcjonalna. Jeśli wkładasz w coś dużo wysiłku, musisz pozwolić sobie na chwilę odpoczynku, by wystarczyło sił na doprowadzenie spraw do końca. Jeśli nie zamkniesz czegoś definitywnie będzie się to ciągnąć za Tobą i prawdopodobnie utrudniać wykonanie czegoś innego.  A przecież nie da się robić zbyt wieli rzeczy na raz, no a nawet jak się da, to nie jest to ani dobre ani przyjemne.&lt;br /&gt;Swoją uwagę należy równomiernie podzielić. Otacza Cię wiele rzeczy, na których musisz się skupić. Nie możesz zaniedbywać niczego, więc jeśli nie utrzymasz odpowiednich proporcji, prędzej czy później, zapomnisz o czymś, wykluczysz to ze swojego życia i przepadnie w bezkresach przeszłości. Jeśli zależy Ci na utrzymaniu czegoś, musisz pamiętać o pielęgnowaniu tego.&lt;br /&gt;Harmonia. Ona też jest ważna. Poza proporcjami należy pamiętać, że w życie kieruje się pewną zasadą harmoniczności. Plus zawsze idzie w parze z minusem. Wszystko ma swoje za i przeciw, dobre i złe strony. Ważne by złe strony umiejętnie zastępować dobrymi. Ktoś kiedyś powiedział, że każda zła rzecz jaka nam się wydarzy, będzie zrekompensowana inną dobrą. I tak należałoby tą harmoniczność postrzegać.&lt;br /&gt;Z drugiej strony harmonia to pewna zgodność. Jeśli nauczysz się żyć w zgodzie z daną zasadą zaczynasz zauważać jak wiele dobrego Ci to daje. Mimo, że wcześniej nie potrafiłeś tego dostrzec. Harmonia: jeśli dziś dałeś mniej jutro daj więcej. Nie pozwoli to na zapomnienie, unikanie czy oddalanie się rzeczy ważnych.&lt;br /&gt;Trzeba nauczyć się układać życie harmonicznie i jednocześnie zwracać uwagę na proporcjonalne podzielenie swojego czasu, energii i uwagi pomiędzy otaczające sprawy. Daje to w rezultacie duże zadowolenie. Nie odczuwasz tzw "spieprzenia sprawy", jesteś pewien, że wykorzystujesz swoje życie maksymalnie, ale rozsądnie. Osiągasz poczucie szczęścia, świadomość zachowanej równowagi, poświęcenia czasu dla wszystkiego co ważne, nie pomijając nikogo i niczego.&lt;br /&gt;Ma to bardzo duże znaczenie w związkach. Kiedy rozkładasz swój czas umiejętnie, tak by móc poświęcić go zarówno partnerowi, jak i pracy czy zwykłym zadowoleniom. Pomaga to odnosić całkiem pokaźne sukcesy, zarówno w trybie "work" jak i "home". Czasem występuje jeszcze tryb "baby", co znacznie zaburza cały proces harmonicznego życia, ale to można nazwać "trybem nadzwyczajnym" i póki tryb ten jest we wczesnej fazie działania, wszelkie próby zachowania zarówno harmonii jak i zdrowego rozsądku mogą ulec kapitalnemu rozpadowi i nie można za to nikogo winić.&lt;br /&gt;Przemyśleń koniec.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2030673051394670305-3901752827147961555?l=pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com/feeds/3901752827147961555/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com/2011/01/harmonia-na-wage-zota.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2030673051394670305/posts/default/3901752827147961555'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2030673051394670305/posts/default/3901752827147961555'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com/2011/01/harmonia-na-wage-zota.html' title='harmonia na wagę złota'/><author><name>Ruda</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04228355380904422820</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_s48IyIMN1S0/S1JHV2s8_rI/AAAAAAAAAAM/RsdywgD9wZY/S220/avatar.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2030673051394670305.post-6570247542078285375</id><published>2011-01-27T14:37:00.002+01:00</published><updated>2011-01-27T14:55:01.431+01:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>Czwartek. Czwartek jest dniem bez nauki :) pierwszym w tym tygodniu, gdzie nie trzeba robić &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;NIC&lt;span style="font-style:italic;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;!&lt;br /&gt;Wracam do domu i świadomie się opierdalam. Chyba jednak popadłam w zapęd robienia czegokolwiek, bo po godzinie odpoczynku, zaczynam się zwyczajowo nudzić. Może z tego braku przymusu zacznę się uczyć? W końcu statystyka sama się nie napisze, materiału do opanowania jest sporo, a o zwolnieniu z egzaminu mogę zapomnieć. A może lepiej wezmę się za porządki. Przy tym nie trzeba myśleć, a jedyne co muszę zapamiętać to to, co już zrobiłam. Mogę też poczytać książkę, wypić kawę, zapalić do tego spokojnie. Piękne uczucie nie goniącego czasu, terminów nie drepczących krok w krok za mną i ogromu nauki, który można ledwo utrzymać na barkach.&lt;br /&gt;Jutro znów przypomnimy sobie słodkie czasy podstawówki na warsztatach z konfliktów a później już tylko wymarzony weekend :) może zresetujemy się lekko z Buńkiem, który to powrócił w końcu z obczyzny. Na sam koniec weekendu znów tylko nauka i nauka. Sesja na szczęście skończy się zanim zdąży się dobrze zacząć i będą dwa tygodnie ferii. Spędzę ten czas na podróżach do i z Warszawy (z przerwą czasową na pobyt), imprezowaniu z racji półmetka i błogim odpoczynku przy dobrej herbatce i książce.&lt;br /&gt;Póki co plan na dziś jest taki:&lt;br /&gt;1. Pranie&lt;br /&gt;2. Kuchnia (sprzątanie)&lt;br /&gt;3. Pokój (sprzątanie)&lt;br /&gt;4. Kawa i lektura czegoś lekkiego:)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Allle wcześniej przytulę pachnącą Żabę i poopierdalam się jeszcze chwileczkę :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ahoj!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2030673051394670305-6570247542078285375?l=pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com/feeds/6570247542078285375/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com/2011/01/czwartek.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2030673051394670305/posts/default/6570247542078285375'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2030673051394670305/posts/default/6570247542078285375'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com/2011/01/czwartek.html' title=''/><author><name>Ruda</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04228355380904422820</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_s48IyIMN1S0/S1JHV2s8_rI/AAAAAAAAAAM/RsdywgD9wZY/S220/avatar.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2030673051394670305.post-8156277985366248381</id><published>2011-01-18T23:38:00.002+01:00</published><updated>2011-01-19T00:06:36.766+01:00</updated><title type='text'>Przed snem</title><content type='html'>Nieopisane, nieokreślone, pozbawione kształtu, smaku. Bez wyrazu. A jednak wielkie i ciepłe. Takie szczęście przepływa mi teraz przez głowę. Dlaczego? A kto odgadnie dlaczego... W rudym łbie się poprzestawiało porządnie chyba. Niby nic. A ja wdycham to nic, zaciągam się, zatrzymuję w płucach i wypuszczam powoli. To moje szczęście przed snem.&lt;br /&gt;Fajna, spokojna, pozytywna muzyczka i odprężenie... I on w głowie. Siedzi i się uśmiecha tak pięknie bezczelnie. Patrzy na mnie, tak jak tylko on patrzeć potrafi... Z lekko pochyloną głową, tym tajemniczym spojrzeniem z lekkim uśmiechem w kąciku ust. I zastanawiam się, jak zawsze, co w tej głowie siedzi. O czym myśli, co widzi, czemu się tak cieszy? I ja uśmiecham się łagodnie, jakby lekko opadła z sił od tego zastanawiania się. Ze spokojem, z wyrazem pogodzenia się z myślą, że nigdy nie nauczę się czytać tego spojrzenia i tego uśmiechu. Może dlatego tak go lubię... I tak siedzimy sobie w mojej głowie, naprzeciwko siebie, i tak patrzymy, i uśmiechamy się. On tajemniczo, ja bezsilnie. I szczęściem pachnie dookoła. Tym właśnie nieopisanym.&lt;br /&gt;Wizja piątku przyprawia mnie o motyle w brzuchu, jak przed pierwszym pocałunkiem, jak przed maturą ustną z angola, jak WTEDY na peronie w Warszawie. Czekając na wielką niewiadomą. Teraz nie czekam na niewiadomą, wręcz przeciwnie. Czekam na pewniaka ;) ale tych motyli to się chyba nigdy nie pozbędę, no! I w takie zamyślenie cudowne popadam przypominając sobie te i inne sprawy, które przyprawiały mnie w życiu o motyle.&lt;br /&gt;Pierwsze motyle jakie pamiętam... Kurde. Chronologia u mnie leży. Ale to chyba było podczas uganiania się za panem K. Pierwsze motyle pierwszego jedenastego. Tak. Dawno temu, teraz się z tego śmieję. Ale te motyle towarzyszyły panu K. nieodłącznie przez długi czas. Szli sobie razem w parze. Teraz sobie idą z kim innym, z Panem M.&lt;br /&gt;Od pierwszych motyli minęło chyba milion lat. Wszystko dookoła się tak zmieniło bardzo, ja się zmieniłam, moje życie odwróciło się do góry nogami. Tylko te motyle niezmienne. I teraz je czuję. I zupełnie ich nie rozumiem. Bo niby czemu teraz? Przecież nikt mi za 5 minut do drzwi nie zapuka, łóżko się nie zawali, komputer nie wybuchnie. Ale może jeszcze ktoś zdąży to zaraz przeczytać? I może powie mi, że mnie kocha :)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2030673051394670305-8156277985366248381?l=pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com/feeds/8156277985366248381/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com/2011/01/przed-snem.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2030673051394670305/posts/default/8156277985366248381'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2030673051394670305/posts/default/8156277985366248381'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com/2011/01/przed-snem.html' title='Przed snem'/><author><name>Ruda</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04228355380904422820</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_s48IyIMN1S0/S1JHV2s8_rI/AAAAAAAAAAM/RsdywgD9wZY/S220/avatar.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2030673051394670305.post-1426139594060745244</id><published>2011-01-16T17:22:00.002+01:00</published><updated>2011-01-16T17:30:47.916+01:00</updated><title type='text'>tak, tak, tak... nie!</title><content type='html'>Pierwsze załamanie związkowe. Nie nie. Związek kwitnie, ma się znakomicie. Ja nie mam się znakomicie. Jestem szczęśliwa, jest wspaniale... Tylko. Zawsze musi być jakieś tylko. W tym przypadku jest to odległość. I sesja. W związku ze zbliżającym się końcem świata w wizji większości studentów, czasu nie ma na nic. Nauka się piętrzy, kolokwia, zaliczenia, egzaminy. Wszystko na raz. Nie ma czasu żeby się spotkać, nie ma czasu nawet na chwilę rozmowy. I to mnie zaczyna przerastać.&lt;br /&gt;Wiedziałam, że tak będzie, wiedziałam na co się decyduję. Wiem też, że to minie, gdy tylko skończy się ten nieszczęsny luty. Odbijemy sobie wszystko. Znów będzie czas. Tylko teraz. Moja głowa źle się ma. Czekam, mimo, że wiem, że nic się nie stanie. Zerkam na zegarek, wpatruję się w okno ze złudną nadzieją, że zobaczę go jak idzie w moją stronę. Wiem, że to nieprawdziwe, nierealne i takie tam. A jednak jak to mawiają: nadzieja umiera ostatnia.&lt;br /&gt;Znam termin kolejnego spotkania. I kilku kolejnych także. Wiem co, gdzie, jak i kiedy. A jednak łudzę się, że może jednak wcześniej. Przynajmniej jeden dzień, przynajmniej godzinka. By nabrać sił, na dalsze czekanie.&lt;br /&gt;Głupia baba ze mnie. Wiotka i płocha. Twarde, zawzięte i złośliwe rude po prostu usycha z tęsknoty. No kto by pomyślał...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2030673051394670305-1426139594060745244?l=pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com/feeds/1426139594060745244/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com/2011/01/tak-tak-tak-nie.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2030673051394670305/posts/default/1426139594060745244'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2030673051394670305/posts/default/1426139594060745244'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com/2011/01/tak-tak-tak-nie.html' title='tak, tak, tak... nie!'/><author><name>Ruda</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04228355380904422820</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_s48IyIMN1S0/S1JHV2s8_rI/AAAAAAAAAAM/RsdywgD9wZY/S220/avatar.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2030673051394670305.post-7076865011265672941</id><published>2011-01-04T20:26:00.002+01:00</published><updated>2011-01-04T21:05:07.229+01:00</updated><title type='text'>Noworoczny wpis</title><content type='html'>Nowy rok rozpoczął się hucznie. Powitałam go na warszawskim balkonie u boku nowego mężczyzny mojego życia. Byli z nami także zarządzający przyjaciele studenci, za co chwała im po wsze czasy! Impreza domowa, wódka się lała i nawet była znośna. Muzyka na full i impreza jest. Ale ale... nie ma co wspominać, bo się szkoda robi i na powtórki ma się ochotę :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Teraz po ciężkim dniu trochę relaksu przy fajce i Pogodnie.&lt;br /&gt;Piosenka o śmiesznym tytule. Identyfikuje się z nią :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czas na noworoczne postanowienia, skoro humor powraca:&lt;br /&gt;1. Cieszyć się tym co jest.&lt;br /&gt;2. Nie rozpamiętywać tego co było.&lt;br /&gt;3. Nie dać się pospolitej fali eliminacyjnej i na sesji zaliczyć wszystko!&lt;br /&gt;4. Uśmiechać się codziennie, zwłaszcza, gdy coś nie wychodzi.&lt;br /&gt;5. Opanować nerwy.&lt;br /&gt;6. Trzymać porządek w pokoju...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Co do ostatniego postanowienia może być ciężko. Nawet bardzo ciężko rzekłabym skromnie. Ale postanowienia to w końcu małe wyzwania, czyż nie?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z innej beczki.&lt;br /&gt;Mam ochotę zabić kilka osób, które na siłę starają się udowodnić całemu światu, że znają moje życie lepiej niż ja. To zabawne. Tak zabawne, że aż przykre. Ale nie teraz. Już nic nie zepsuje mi humoru. Wystarczy jeden uśmiech odpowiedniej osoby i wszystko staje w miejscu, zatrzymuje się na chwilę, radośnieje, a potem znów nabiera tempa. Tyle, że jakoś łatwiej, przyjemniej temu tempu dorównać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Także ahoj Czytacze i do siego roku! ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ps. Buziak na zachętę dla pana uczącego się namiętnie! ;*.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2030673051394670305-7076865011265672941?l=pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com/feeds/7076865011265672941/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com/2011/01/noworoczny-wpis.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2030673051394670305/posts/default/7076865011265672941'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2030673051394670305/posts/default/7076865011265672941'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com/2011/01/noworoczny-wpis.html' title='Noworoczny wpis'/><author><name>Ruda</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04228355380904422820</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_s48IyIMN1S0/S1JHV2s8_rI/AAAAAAAAAAM/RsdywgD9wZY/S220/avatar.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2030673051394670305.post-1813411723057805057</id><published>2010-12-10T11:47:00.003+01:00</published><updated>2010-12-10T12:43:27.359+01:00</updated><title type='text'>o kobietach, mężczyznach i związkach</title><content type='html'>Nadeszła wyczekiwana chwila. Trzęsącymi rękami włożyłam moją Metallicę do napędu i teraz sobie słucham z drżeniem serca. Żeby mi tylko płyty nie zjadło.&lt;br /&gt;Jest cudowna. Idealne brzmienie. Idealna jakość.&lt;br /&gt;Płyta jednak przypomina mi wiele. Przypomina mi pierwszy raz zasłyszanego Nothing'a zasłyszanego na żywo, granego na starej, ruskiej gitarze. I jak go słyszałam wtedy w nocy. Na ślepo, po ciemku, z serca. Postanowienie, że zostanie zagrany na moim ślubie. Teraz mam postanowienie, że nie będzie żadnego ślubu. Pamiętam też kilka innych sytuacji wiążących się z Metallicą. Chociażby ich koncert. Najcudowniejsze przeżycie ever. Potem dostałam tę oto cudowną płytę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dziś stało się coś, co uświadomiło mi jak bardzo niektóre babki starają się o serce faceta. Zupełnie niepotrzebnie. To facet ma się starać! To on ma zdobywać! To jego ma być taka natura! A nie... latać za facetem na każde jego zawołanie i ulegać na każdym kroku. To śmieszne! Jak mężczyzna może szanować kobietę, która pokazuje mu na każdym kroku, że zrobi dla niego wszystko?! Takie zachowanie jest chore. Facet zamiast kochać i pożądać zacznie wykorzystywać.&lt;br /&gt;Rozumiem, że jak się kogoś kocha to jest się w stanie poświęcić wszystko. For love przecież. I wiele osób tak ma. Zarówno kobiet i mężczyzn. Kobiety są z natury jednak bardziej wylewne pod tym względem. A szkoda. Bo taka mama niepewność mobilizuje faceta.&lt;br /&gt;Zauważyłam już nie raz. Jak się mężczyźnie deklaruje miłość wieczną i się upewni go w tym, to jego starania kurczą się do rozmiarów mikro. On się czuje już panem świata i kobiety, bo ona jest jego i nic tego nie zmieni. A właśnie, że nie. Może się zmienić i to dużo. I jak taki facet jest zbyt pewny swojej pozycji, jak za bardzo wierzy, że forever and ever, to potem jest nagły szok. No bo jak to? No jak ona mogła sobie pójść?! No przecież JEST moja. I tu się drodzy Panowie bardzo mylicie, a Wy drogie Panie na to pozwalacie.&lt;br /&gt;Zasada jest prosta: nigdy nie dawaj pewności 100 procentowej.&lt;br /&gt;Takie ostatnio oklepane: kobieta zołza. A jednak. Sprawdza się. &lt;br /&gt;Kobieta mająca swoje zdanie, nie poświęcająca 150% uwagi tylko temu jednemu, kobieta nie skacząca jak króliczek koło nogi swego pana, mająca swoje życie, swoich znajomych (także płci przeciwnej) jest bardziej adorowana, wzbudza większe pożądanie. Reguła jest prosta. Facet to zdobywca, łowca. Takie ma geny z natury. I zabawa trwa dopóki musi zdobywać. Potem już mu się nie chce. Bo po co? To jakby polować na upieczonego dzika. Przecież wiadomo, że nie martwy ze stołu nie ucieknie.&lt;br /&gt;Nie chciałabym, żeby to zostało odebrane bardzo jednostronnie. Jakoby kobieta miała być oschła, zimna i bezuczuciowa. Nie nie. Kłoda to nie jest to do czego dążymy. I nie chodzi też o to by kobieta była wiecznie niedostępna i trzymała faceta na dystans. Bo po pewnym czasie też mu się znudzi, znajdzie sobie łatwiejszy cel.&lt;br /&gt;Trzeba żyć w pewnej równowadze. Uczucia, emocje jak najbardziej, ale w odpowiedniej dawce. Powiedz facetowi, że go kochasz. Niech wie. Niech też będzie szczęśliwy. Nie powtarzaj jednak tego co minutę. Bo go zemdlisz. Przytul się do faceta - niech czuje się potrzebny, niech wie, że jest dla Ciebie wsparciem, ale nie pokazuj mu, że bez niego nie dasz sobie rady. Bo faktycznie nie dasz? Wątpię. Bądź miła i uprzejma, ale nie uległa. Nie chodzi przecież by pokazać facetowi jaka z Ciebie suka, nawet jeśli potrafisz nią być. Jeśli jednak on przeskrobie, nie trzymaj w sobie złości. Nie milcz. Nie licz, że to był jednorazowy wybryk. Facet często nie zdaje sobie sprawy, że zrobił źle. I jak mu nie powiesz, że to było złe to on może to powtarzać. Bo dlaczego nie, skoro jest tak ok?&lt;br /&gt;To jak z alkoholem. Wypić jest fajnie, ale jeśli przesadzisz skutki widzisz dnia następnego i nie są one dobre. Równowaga przede wszystkim.&lt;br /&gt;Teraz najtrudniejsza rzecz jaka przychodzi chyba kobietom. Zwłaszcza zakochanym.&lt;br /&gt;Jeśli kobieta jest zakochana - jest zaślepiona. Stara się nie zauważać błędów i wad faceta. Co gorsza. On jest tak cudowny przecież, że te jego małe wady to nie wady a zalety. Nic bardziej mylnego. Trzeba trzeźwo patrzeć na faceta. Od początku oceniać jego zachowanie obiektywnie. To jest trudne. Bardzo trudne. Ciężko jest to zrozumieć. Ale dzięki temu można od początku zauważyć czy facet jest dobrym kandydatem na potencjalnego męża i ojca Twoich dzieci. Bo po latach wychodzi wszystko na jaw. Jeśli na początku nie zwrócimy uwagi na wady faceta, później będą nas one dobijać. Wykorzystajmy moment kiedy to mężczyzna też jest zakochany i zaślepiony. Wtedy zwróćmy uwagę na to, co nam się nie podoba. O wiele łatwiej będzie z tym walczyć. &lt;br /&gt;Zmieniajcie się oboje. Nie jako para, jako ludzie. Trzeba dążyć do doskonalenia. Samego siebie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Amen.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2030673051394670305-1813411723057805057?l=pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com/feeds/1813411723057805057/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com/2010/12/o-kobietach-mezczyznach-i-zwiazkach.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2030673051394670305/posts/default/1813411723057805057'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2030673051394670305/posts/default/1813411723057805057'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com/2010/12/o-kobietach-mezczyznach-i-zwiazkach.html' title='o kobietach, mężczyznach i związkach'/><author><name>Ruda</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04228355380904422820</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_s48IyIMN1S0/S1JHV2s8_rI/AAAAAAAAAAM/RsdywgD9wZY/S220/avatar.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2030673051394670305.post-622077259245890198</id><published>2010-11-26T00:25:00.003+01:00</published><updated>2010-11-26T00:38:11.730+01:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>Zasiadłam spokojnie z fajką. Czas upływa przy babskiej muzyce. Tak... Już czas na notkę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Szokujące dla większości wieści roznoszą się hucznie po mieście. Miliony pytają czy to prawda. Tak, rozstałam się z informatykiem i nie chcę o tym mówić. Już mam dość powtarzania w koło tego samego. Swoją drogą... ciekawość ludzka nie zna granic. Ci nigdy nie zainteresowani nami w jakikolwiek sposób, teraz nagle udają wielce zdziwionych. Że jak to? Że co? Że Wy? no właśnie my...&lt;br /&gt;Nikt nie pyta jak się z tym czuję. Ja czy on. Nikt nie powie: będzie dobrze. Nikt nie powie: dasz radę. Nikt nie powie: nie jesteś sama. Każdy zaspokoi swoją chęć wiedzy na ten temat i nagle musi znikać. To przykre.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jednak. Jest kilka osób, które są szerze zainteresowane tym co się dzieje, jak sobie radzimy. A jak radzimy? Jakoś.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Miałam dziś ciekawe spotkanie. Kilka ciekawych słów padło. Szczera rozmowa. Tak, tego mi trzeba.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie ważne. Staram się nie myśleć, nie czuć nic. Ciężko jest, ale daję radę. I tego trzymać się będę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Padło dziś kilka ciekawych pytań.&lt;br /&gt;Czy kocham?&lt;br /&gt;Czy tęsknię?&lt;br /&gt;Czy jest mi źle?&lt;br /&gt;Nie odpowiedziałam, na ani jedno. Nikt nie oczekiwał odpowiedzi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wiem też, że wspaniale jest mieć przyjaciół. I chcę im właśnie podziękować za wsparcie. I ucieszę się, jeśli pomogłam w ich problemach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jest dobrze. Będzie lepiej.&lt;br /&gt;Dobranoc.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2030673051394670305-622077259245890198?l=pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com/feeds/622077259245890198/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com/2010/11/zasiadam-spokojnie-z-fajka.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2030673051394670305/posts/default/622077259245890198'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2030673051394670305/posts/default/622077259245890198'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com/2010/11/zasiadam-spokojnie-z-fajka.html' title=''/><author><name>Ruda</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04228355380904422820</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_s48IyIMN1S0/S1JHV2s8_rI/AAAAAAAAAAM/RsdywgD9wZY/S220/avatar.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2030673051394670305.post-6166766627371854450</id><published>2010-11-10T13:15:00.004+01:00</published><updated>2010-11-10T13:31:50.787+01:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>Trochę nie tak wyobrażałam sobie wszystko. Trochę inaczej miało być. Trochę się zawiodłam. Jestem też trochę bliżej podjęcia decyzji. I nie, nie powiem o co mi chodzi. Trochę znudziło mi się mówienie wszystkiego, trochę boli mnie już palec od pokazywania nim każdej rzeczy, o której pomyślę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Moje życie mnie przerasta. Historie, niby te dawno zakończone nagle nabierają jakiegoś misternego znaczenia. Nagle uświadamiają, że tak właśnie miało być. Tak ma być. I lubią się powtarzać. Bardzo lubią. Odnoszę wręcz wrażenie, że moje życie jest jak koło, które kręci się baaaardzo powoli. Po n latach wracam do tego samego punktu, w którym zaczynałam. I przeraźliwie zdaję sobie sprawę z tego, że znów to samo. Błędne koło. Czy podejmę znów taką samą decyzję?&lt;br /&gt;Chyba nie chcę tak do końca, a jednak nauczona decyzjami poprzednich "obrotów koła" wiem, że większość była słuszna. Wiem też jak chcę żyć. I to do końca nie jest to czego pragnę.&lt;br /&gt;Dwa ostatnie dni były jakby takim małym piekiełkiem, takie żałuj za grzechy, cierp powoli. Wszystko na głowie stanęło. Skutek: mętlik w głowie, ból brzucha, ja i moje łóżko.&lt;br /&gt;Chciałabym pozbyć się. Siebie w mojej głowie. Moje ja gryzie mnie w dupę i mówi: zrób to. Ale jeszcze nie podjęłam decyzji. Jeszcze jestem w kropce. A mam ochotę wykrzyczeć na cały świat wszystkie moje "bolączki".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Muszę spędzić trochę czasu sama, przeanalizować każdy krok, podjąć najlepszą decyzję.&lt;br /&gt;Rzut monetą uświadomił mi czego chcę. Ja jednak nadal w to nie wierzę. Stoję między młotem a kowadłem. Tylko czekać, aż mnie pierdolnie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zrób to za mnie. Zrób to za mnie. Zrób to przede mną.&lt;br /&gt;Nie wierzę. Jestem stroną złą.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2030673051394670305-6166766627371854450?l=pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com/feeds/6166766627371854450/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com/2010/11/troche-nie-tak-wyobrazaam-sobie.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2030673051394670305/posts/default/6166766627371854450'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2030673051394670305/posts/default/6166766627371854450'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com/2010/11/troche-nie-tak-wyobrazaam-sobie.html' title=''/><author><name>Ruda</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04228355380904422820</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_s48IyIMN1S0/S1JHV2s8_rI/AAAAAAAAAAM/RsdywgD9wZY/S220/avatar.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2030673051394670305.post-6623313438324667189</id><published>2010-10-23T22:37:00.000+02:00</published><updated>2010-10-23T22:38:10.658+02:00</updated><title type='text'>...</title><content type='html'>Zła noc, złe sny jak strach osaczyły mnie&lt;br /&gt;Układam Twoje słowa na serca dnie.&lt;br /&gt;Mój ból, mój krzyk&lt;br /&gt;Jak echo już dawno znikł&lt;br /&gt;A Ty jak kamienny pomnik nie widzisz nic.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Obudź we mnie swoją Wenus, zobacz serce, które drży&lt;br /&gt;Kiedy źle Ci jest beze mnie głośno powiedz mi&lt;br /&gt;Chce Cię takim,jakim jesteś&lt;br /&gt;tylko w Tobie widzę sens&lt;br /&gt;Lecz nie chowaj swoich myśli za horyzont&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Chce żyć, to nic, że iskra wypala się&lt;br /&gt;Wspomnienie dawnych chwil dodaje mi sił&lt;br /&gt;Już czas, Ty wiesz, by to, co rozdzielił gniew&lt;br /&gt;Na stosie zapomnienia spalić jak śmierć.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Obudź we mnie swoją Wenus, zobacz serce, które drży&lt;br /&gt;Kiedy źle Ci jest beze mnie głośno powiedz mi&lt;br /&gt;Chce Cię takim,jakim jesteś&lt;br /&gt;Tylko w Tobie widzę sens&lt;br /&gt;Lecz nie chowaj swoich myśli za horyzont&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Obudź we mnie swoją Wenus, zobacz serce, które drży&lt;br /&gt;Kiedy źle Ci jest beze mnie głośno powiedz mi&lt;br /&gt;Chce Cię takim,jakim jesteś&lt;br /&gt;Tylko w Tobie widzę sens&lt;br /&gt;Lecz nie chowaj swoich myśli za horyzont&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ooooo...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Chce Cię takim,jakim jesteś&lt;br /&gt;Tylko w Tobie widzę sens&lt;br /&gt;Lecz nie chowaj swoich myśli za horyzont&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ooobudź mnie...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2030673051394670305-6623313438324667189?l=pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com/feeds/6623313438324667189/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com/2010/10/blog-post.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2030673051394670305/posts/default/6623313438324667189'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2030673051394670305/posts/default/6623313438324667189'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com/2010/10/blog-post.html' title='...'/><author><name>Ruda</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04228355380904422820</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_s48IyIMN1S0/S1JHV2s8_rI/AAAAAAAAAAM/RsdywgD9wZY/S220/avatar.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2030673051394670305.post-5245464006721019933</id><published>2010-10-12T22:21:00.000+02:00</published><updated>2010-10-12T22:21:37.311+02:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>Heh... Blog bardzo stara się utrudnić dodanie dzisiejszej notki. A podobno dawno nie pisałam i niektórzy się domagają/stęsknili.&lt;br /&gt;Boję się jednak pisać cokolwiek. Mam PMS, wściekam się o wszystko i pochłaniam tonami słodycze. I boli mnie szczęka. Jakby mi ktoś przyłożył... (to bym przynajmniej wiedziała dlaczego). Postaram się być jednak miła ;)&lt;br /&gt;Odpaliłam fajkę, z fajką się lepiej myśli. Gorzej pisze. Do tego walnęłam się łokciem w ścianę. I teraz będzie fioletowy. Jak ona. Już nic nie może pójść źle.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przeżyłam ostatnio małe rewolucje, zarówno duchowe jak i fizyczne.&lt;br /&gt;Duchowe: lepszy humor, więcej spokoju (nawet jak na PMS), częstszy uśmiech to na pewno zasługa łykanych prochów w postaci magnezu i witaminy B6.&lt;br /&gt;Fizyczne: zmiana ubarwienia na nieco jaśniejszy rudy i zmiana kroju włosów to już niewątpliwie zasługa nijakiej Pani J.&lt;br /&gt;Ogólny efekt pozytywny bardzo jest.&lt;br /&gt;Jeszcze jeden aspekt mojego dotychczasowego życia uległ zmianie, mianowicie moja "szafa" wzbogaciła się o nowe czerwone szpile, zakupione na sobotnie wesele (i nie tylko). Już je kocham. Stoją teraz na parapecie i się do mnie uśmiechają.&lt;br /&gt;To tyle nowości w sumie. Reszta, jako, że rozpoczął się niedawno nowy rok akademicki jest tylko swego rodzaju aktualizacją, bo ludzie... oni się nie zmieniają.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Powstała mi też w głowie wizja szczęśliwej rudej. Nie będę jednak zdradzać Wam obszernie jaka to wizja. To taka moja mała tajemnica, którą mam zamiar w życie wprowadzić i to jak najszybciej. Powiem tylko, że efektem będzie wyhodowanie sobie wizerunku siebie jako pięknej i wspaniałej. Ja z natury leniwa jestem, więc przy moim niewielkim nakładzie wizję tę wyhodują za mnie inni. Pomogą mi w tym, mam nadzieję, techniki negocjacji, które to zamierzam zgłębić. Doszłam dziś do wspaniałego wniosku: w ten sposób zmanipuluję pół globu. Oj bójcie się, bójcie ;D Reszta niechże pozostanie intrygą... Bo nie wiecie, czy nie staniecie się pionkami w mojej grze.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Teraz powiem państwu serdeczne doooo-brrraaa-nooooc i życzę spokojnej nocy. Może ostatniej spokojnej ;)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2030673051394670305-5245464006721019933?l=pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com/feeds/5245464006721019933/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com/2010/10/heh.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2030673051394670305/posts/default/5245464006721019933'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2030673051394670305/posts/default/5245464006721019933'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com/2010/10/heh.html' title=''/><author><name>Ruda</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04228355380904422820</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_s48IyIMN1S0/S1JHV2s8_rI/AAAAAAAAAAM/RsdywgD9wZY/S220/avatar.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2030673051394670305.post-71001164739993621</id><published>2010-09-29T01:27:00.003+02:00</published><updated>2010-09-29T02:16:11.942+02:00</updated><title type='text'>Bo mi zarzucano bym to poczyniła.</title><content type='html'>Wczoraj wróciłam do domu. Niespodziewajkę miałam ogromną. Nie zastałam współlokatorów dowiedziałam się pokątnie, że wyjechali za granicę. No proszę. Bez słowa. No ale nie ważne, nie mam ochoty opowiadać tego po raz kolejny.&lt;br /&gt;Wczoraj wróciłam do domu... Dziś był dzień wielkich jesiennych porządków szafowych. Dwie siaty niechodzonych od roku ubrań leżą spokojnie, czekając na wyniesienie. Jutro to zrobię, teraz mi się nie chce. Był też dzień odwiedzin rodzinnych, bo jak to po 2 miesiącach nieobecności nie odwiedzić kochanej rodzinki.&lt;br /&gt;Przerwałam czytanie książki, którą ukradłam ciotce. Chyba zaczynam kochać jej zbiór ;)&lt;br /&gt;Nie ważne, bo życie w małym miasteczku nie zmienia się radykalnie, tak też teraz wszystko jest 'po staremu'. Nie ma co się rozpisywać.&lt;br /&gt;Miałam natomiast napisać jak mi dwóch informatyków zorganizowało wieczór pożegnalny i opisać Zzk, przepraszam: zzk (bo krzyczał na mnie za te duże literki).&lt;br /&gt;Włączyła mi się romantyczna piosenka, więc może zalatywać niechcianym sentymentalizmem.&lt;br /&gt;Wieczór. Fajny, piliśmy kochanego Guinnessa. Rozmawialiśmy. Bez filmów, bez gier. Nawet muzyki nie pamiętam. To nie znaczy, że jej nie było. Może i była, ale była nie ważna. I ta rozmowa... W sumie wspominaliśmy stare czasy. Bardziej ja wspominałam niż oni. Słuchali, nie przeszkadzali. A gdy ktoś zbaczał z tematu to już wredne rude brało sprawy w swoje ręce i opierdalało jak należy :D Gadaliśmy o gimnazjum. Fajne czasy. Choć jak popatrzę na dzisiejsze gimnazjum to zaczynam wstydzić się, że też mnie ten okres czekał. Na szczęście "za moich czasów" było jeszcze OK! Newermajnd.&lt;br /&gt;Wieczór był udany. I to się liczy. Choć do tej pory zadaję sobie jedno pytanie: czy wykorzystaliśmy go na maxa? Wycisnęliśmy do ostatniej pestki? Bo "do ostatniej pestki trzeba mocno żyć"...&lt;br /&gt;Potem budzę się rano. Z informatykiem gdzieś przy lapku, standardowo. I wielkie pakowanie, zbieranie i jazda do domu. O matko kochana! 2 torby, ogromna waliza, torba od laptopa, plecak i oczywiście rudawej torebka. Ale udało się, zabraliśmy się z tym obładowani jak wielbłądy. Zastawiliśmy pół tramwaju, potem pół pociągu. Odebrała nas z dworca mama Informatyka. Całe szczęście. Podróż minęła ogólnie dobrze. Panowie siedzący obok podobno żywo dyskutowali na temat muzyki której słucham, bo jak się okazało, była dość głośna. A ja? Ja miałam wówczas wszystko w dupie. Siedziałam w tym pociągu. Patrzyłam na cholerną pogodę za oknem i było mi smutno. No tak! Jak się okazało... Ja jednak potrafię przywiązać się do czegoś. A przywiązałam się bardzo. Niby dwa miesiące. Niby z przerwą. A jednak. Bez problemów, o których już we wcześniejszych notkach zdarzało mi się wspomnieć. Beztroskie życie. I nagle powrót do codzienności. No i żeby nie było. Do zzk też udało mi się jakoś przywyknąć.&lt;br /&gt;Nie bez przyczyny wspominam o nim. Bo łajdak kiedyś powiedział mi, że jak wrócę to będzie z niecierpliwością czekał na notkę, bo na bank opiszę pobyt w Wawie i (o losie) jego też za pewne opiszę. No i nawet do głowy by mi to nie przyszło, gdyby nie te słowa. Przecież nie poddam się. I co! Opiszę.&lt;br /&gt;Z trudem mi to przychodzi. Bo człek zagadkowy jest jak mało kto. Wnikliwie zawsze patrzy i nie wiadomo co się w tej kudłatej główce dzieje. O czym myśli? Czemu tak na nas (czyt. ja i Informatyk) patrzy? Co jest nie tak? A może wszystko ok... &lt;br /&gt;I tak, cholera jasna, dzień w dzień.&lt;br /&gt;Cóż więc powiem nijakim zzk po 2 miesiącach wspólnego mieszkania i bacznych obserwacji:&lt;br /&gt;1. Egoista. I to do szpiku kości. Mimo, że potrafi być...&lt;br /&gt;2. ... dobrym kumplem. Bo jakby nie patrzeć z jego łaski tam byliśmy i dzięki niemu mieliśmy pracę.&lt;br /&gt;3. Zamknięty w sobie. Wydusić coś niego to jak zdobyć złoty medal na olimpiadzie. Nie każdemu się udaje.&lt;br /&gt;4. Zabawny. No nikt dawno nie rozbawił mnie tak jak on samym swoim wyglądem. Nie żeby nie był...&lt;br /&gt;5. Przystojny. Bo jest. Mimo tej kudłatej czupryny. Coś chyba jednak w oczach siedzi. Uznajmy więc, że przystojny, ale...&lt;br /&gt;6. Robi nieprzeciętne miny. W zawodach na: minę zzk roku wygrywa niepodważalnie udawanie dziecka. Ja leżę. I płaczę. Ze śmiechu.&lt;br /&gt;7. Odpowiedzialny. Mimo wszystko. Zarabia na siebie. I studiuje w międzyczasie. Tak, człowiek jak najbardziej odpowiedzialny, ale....&lt;br /&gt;8. Leniwy. No jak na informatyka przystało. Oj, chciałam powiedzieć: WYGODNY&lt;br /&gt;(Mój boże. Losowe wybieranie płata mi sentymentalno-płakliwe piosenki.)&lt;br /&gt;9. Samodzielny. Aż za bardzo czasem. Nie pozwala sobie życia ułatwić.&lt;br /&gt;10. Miszcz kuchni. Robi najlepszą na świecie kawę (dzięki niemu pokochałam kawę) i naprawdę świetnie gotuje!&lt;br /&gt;11. Zna się na babach. O tak. To jedna z cech, której facetom często brakuje. Jak Informatyk wyjeżdżał, to zzk nigdy nie zostawiał mnie samej, towarzyszył fajką i rozmową. Poza tym...&lt;br /&gt;12. Dżentelmen. No nie pamiętam, żeby się pierwszy do tramwaju wepchał, albo przed drzwi przedzierał.&lt;br /&gt;13. Czepliwy. Żeby nie było, że taki ideał, bo jeszcze wszystkie kochać go zaczną, a czepia się to to o byle co i...&lt;br /&gt;14. Upierdliwy. Jest strasznie. Upierdliwy i uparty. Na szczęście my z Informatykiem też, więc to na nas nie działało.&lt;br /&gt;15. Dobrze zarabia. To się paniom spodobać powinno. Aczkolwiek z mojej strony to jest forma żaru na zakończenie. Bo długo by gadać. Cechy charakteru, może coś ważnego nawet pominięte. A może za dużo powiedziane... Jeśli już więcej nic się tu nie pojawi to znaczy, że mnie zabił. Ale ma to na własne życzenie. Sam chciał. Ot co!&lt;br /&gt;A teraz... Teraz rozpływając się przy "Raz, dwa, trzy" żegnam państwa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Adieu!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2030673051394670305-71001164739993621?l=pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com/feeds/71001164739993621/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com/2010/09/bo-mi-zarzucano-bym-to-poczynia.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2030673051394670305/posts/default/71001164739993621'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2030673051394670305/posts/default/71001164739993621'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com/2010/09/bo-mi-zarzucano-bym-to-poczynia.html' title='Bo mi zarzucano bym to poczyniła.'/><author><name>Ruda</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04228355380904422820</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_s48IyIMN1S0/S1JHV2s8_rI/AAAAAAAAAAM/RsdywgD9wZY/S220/avatar.jpg'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2030673051394670305.post-2048762053614593257</id><published>2010-09-26T20:27:00.001+02:00</published><updated>2010-09-26T20:30:32.042+02:00</updated><title type='text'>relacje dnia dzisiejszego</title><content type='html'>No. Ostatni dzień w Żabce minął radośnie i w miarę szybko. Pomijając, że los koniecznie chciał nas tam zatrzymać i wyszliśmy dopiero po 17! Mimo wszystko nadmiarowe 2,5 godziny upłynęły w miłym towarzystwie, w szalenie zakręcony sposób. Potem kochane zakupy w Kierfurze i w końcu dotarliśmy do domu. Po drodze, zmuszona zostałam zajść do Żaby innej, po sąsiedzku, koło bloku. Wiadomo, jak się fajki kończą to jakby się świat nagle kończył razem z nimi i trzeba szybko zapasy uzupełnić. Nie możemy dopuścić przecież do tak brutalnego zgonu ludności całego świata. Może w 2012 rzucę palenie… Nie ważne, nie ważne. Wracając do tematu zakupu fajek. Pani poprosiła mnie o dowód. No ludzie kochani. Czy ja naprawdę wyglądam na mniej niż 18 lat? Ja mam 21 na karku. Pomijam fakt niebieskiej buzy, radosnego kucyka na głowie i totalnego braku makijażu (no kto by pomyślał…). Nie wyglądam na gówniarę! O ile się umaluję, pokażę cycki i wsadzę obcasy. Moje 174cm nie pomaga w uwierzytelnieniu wieku i musiałam się legitymować. Pewnie za parę lat będę się z tego cieszyć. Póki co, jest mi przykro.&lt;br /&gt;Hahaha! Właśnie sobie pomyślałam, że skoro wyglądam tak młodo, to dziw, że nas jeszcze policja nie zatrzymała, jak sobie radośnie z Informatykiem kroczyliśmy za rękę.&lt;br /&gt;Pomijając. Wróciliśmy do domu, przekąsiłam zajebiste salami od Zoozikowej mamy, wzięłam gorącą kąpiel łącznie z czynnościami kobiecymi odnoszącymi się do odnóży i teraz siedzę i skrobię patrząc jak Ci dwaj dzielni bohaterowie męczą się z tworzeniem krokiecików. Widok cudowny i niebanalny. Jeden z bohaterów właśnie poległ, a może po prostu nastraja odpowiednio bojową muzykę, żeby wspomóc w ten sposób tego drugiego bohatera. No powiem szczerze, że jestem z nich dumna! Zaraz się przydam i ja, bo mam ponoć doprawiać barszczyk. Tylko nie wiem czy oni zechcą potem to jeść. Bo gotować moi mili to ja nie potrafię.&lt;br /&gt;Poza tym. Miałam wspomnieć o tym jak to ja rutyny nie lubię i o tym, że jutro wracamy do domu. Nie było mnie tam dwa miesiące i nie wiem czego się spodziewać. Póki co, panowie mają w związku z jednym i drugim zapewnić mi rozrywkę na ten wieczór. Kupiliśmy piwo, zakazałam grania i oglądania filmu. Żeby nie było rutyny. Ciekawe co wymyślą…&lt;br /&gt;Postaram się wspomnieć o tym w kolejnej notce, ale to już po powrocie do domu. Będę pewnie relacjonować cały Warszawski pobyt, opiszę Wam Zoozika (Zzk), bo mu obiecałam i na złość mu zrobię, a co, i ostatecznie wspomnę jak tam pampersownia domowa się śmierdzi. &lt;br /&gt;Tą oto zapowiedzią nadchodzącej, nowej notki żegnam się z Wami, nieliczna, ale jakże wspaniała grupo czytaczy i idę komisyjnie wypalić fajka &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ahoj!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2030673051394670305-2048762053614593257?l=pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com/feeds/2048762053614593257/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com/2010/09/relacje-dnia-dzisiejszego.html#comment-form' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2030673051394670305/posts/default/2048762053614593257'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2030673051394670305/posts/default/2048762053614593257'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com/2010/09/relacje-dnia-dzisiejszego.html' title='relacje dnia dzisiejszego'/><author><name>Ruda</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04228355380904422820</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_s48IyIMN1S0/S1JHV2s8_rI/AAAAAAAAAAM/RsdywgD9wZY/S220/avatar.jpg'/></author><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2030673051394670305.post-9024476685999356376</id><published>2010-09-25T12:36:00.001+02:00</published><updated>2010-09-25T12:36:31.282+02:00</updated><title type='text'>Bo się księdzu zachciało...</title><content type='html'>Mieszkanie po sąsiedzku z kościołem to zuo w czystej zła postaci. I nie chodzi mi tu o niedzielne dudnienie w dzwony z samego rana jak człowiek śpi na kacu. O wiele gorsze okazują się soboty. Bo się księdzu imprez zachciało.&lt;br /&gt;Sobota, słoneczna, ciepła i prawie przyjemna. Gdyby nie ból gardła i "kaszelek", który natęża się z godziny na godzinę, rozpoczynający batalię brzuch i świdrujące dźwięki w głowie. I ksiądz za oknem.&lt;br /&gt;No powiedzcie mi po jaką cholerę robi on imprezę właśnie dziś? Dmuchane zamki porozstawiał, scenę z okropnym nagłośnieniem (słychać niestety tylko echo, a za nic zrozumieć się nie da co oni tam wygadują), dzieci zwołał z tutejszej okolicy, a może i okolicy okolicy. Biegają, krzyczą, wrzeszczą i piszczą. Szkoda, że mi jeszcze nie srają pod oknem. Najgorsza w tym wszystkim jest jednak "atrakcja dnia" czyli wóz strażacki, gdzie każdy może sobie wejść... posiedzieć... syrenek poużywać... Czyli jednym słowem od pół godziny już syrenią mi tym gównem pod blokiem i wcale nie sprawiają wrażenia jakby chcieli przestać.&lt;br /&gt;Atmosfera robi się nie do zniesienia. Od tych hałasów coraz bardziej boli mnie głowa, okien nie pozamykam, bo się ugotuję w mieszkaniu. A jednak... Rozgotowane rude nie smakuje najlepiej. Na domiar złego złamał mi się brutalnie paznokieć i nie mogę znaleźć pilniczka. No szlag mnie trafi. Kurwa.&lt;br /&gt;Pójdę się zamknąć w łazience chyba. Z tamponami w uszach z funkcją MUTE.&lt;br /&gt;Ojapierdolękurwamać.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2030673051394670305-9024476685999356376?l=pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com/feeds/9024476685999356376/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com/2010/09/bo-sie-ksiedzu-zachciao.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2030673051394670305/posts/default/9024476685999356376'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2030673051394670305/posts/default/9024476685999356376'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com/2010/09/bo-sie-ksiedzu-zachciao.html' title='Bo się księdzu zachciało...'/><author><name>Ruda</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04228355380904422820</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_s48IyIMN1S0/S1JHV2s8_rI/AAAAAAAAAAM/RsdywgD9wZY/S220/avatar.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2030673051394670305.post-479785592071879923</id><published>2010-09-23T10:08:00.002+02:00</published><updated>2010-09-23T10:27:40.743+02:00</updated><title type='text'>Mały chorutek</title><content type='html'>No i pięknie. Rude się rozchorowało.&lt;br /&gt;Od wczoraj czuję się jak jeden wielki chodzący koszmar. Bolą mnie plecy i zęby (i nie wiem, dlaczego tylko mnie bolą zęby, w bardzo charakterystyczny sposób, kiedy jestem chora). Dziś na domiar złego zaczynam kaszleć, jutro pewnie pojawi się jeszcze katar. Siedzę więc w domu, pod kołdrą. I zdycham.&lt;br /&gt;Zjadłam Fantazję i czuję się rozczarowana. Byłam pewna, że kupuję Fantazję z czekoladą jak się okazało przed chwilą to była Fantazja z orzechami w czekoladzie i już mi wcale nie smakowała tak jak smakować powinna. No jogurt z orzechami? W czekoladzie? Przegięcie. I mam ochotę na coś słodkiego. Na ulungowym biurku leży niczym nie wzruszony lizak od Zzk, od Honorata. No ale nie będę zjadała Honoratowych prezentów. Poza tym nie mam ochoty na lizaka. Trzeba rozważyć opcję oficjalnego otwarcia pudełeczka z cukrem w kostkach, który to także Zzk mi sprezentował. Obawiam się jednak, że poczuję się wówczas jak koń. Cukier także odpada. Chyba skończy się na herbacie. Z cukrem.&lt;br /&gt;Boże jak ja biadolę. A to dlatego, że leżę w tym łóżku i nie mam do kogo gęby otworzyć. Jedyny plus mojego chorego dupska jest taki, że nie musiałam wstawać o 4 rano, żeby gnać do Żaby. Z drugiej strony jakoś mi tak serce pęka, że zostawiłam informatyka samego na pastwę losu i poważnie rozważam opcję "odwiedzin". Muszę przeanalizować ten pomysł, ale wybaczcie mi drodzy czytacze, że zrobię to poza anteną.&lt;br /&gt;W poniedziałek wracam do domu. Błagam o samochód, który po nas przyjedzie, bo z tą ilością bagaży wygonią nas z jakiegokolwiek źródła komunikacji publicznej... O losie...&lt;br /&gt;Muszę ścignąć Informatyka, niech jeszcze raz spróbuje wynegocjować samochód o mamy...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Aaaa! No i ta ważna sprawa, o której miałam Wam wspomnieć: Informatyk dostał w końcu ludzką robotę i od 5 zaczyna pracę jako: programista. :))))&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2030673051394670305-479785592071879923?l=pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com/feeds/479785592071879923/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com/2010/09/may-chorutek.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2030673051394670305/posts/default/479785592071879923'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2030673051394670305/posts/default/479785592071879923'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com/2010/09/may-chorutek.html' title='Mały chorutek'/><author><name>Ruda</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04228355380904422820</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_s48IyIMN1S0/S1JHV2s8_rI/AAAAAAAAAAM/RsdywgD9wZY/S220/avatar.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2030673051394670305.post-8986450246342852395</id><published>2010-09-20T16:59:00.003+02:00</published><updated>2010-09-20T18:16:54.094+02:00</updated><title type='text'>żabko, żabeczko, żabeńko...</title><content type='html'>Oooo, jak mnie tu dawno nie było... No, ale do rzeczy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Siedzę sobie w stolicy już od końca lipca, z sierpniową przerwą na Belgię. Pracuję w Żabce, jeszcze tylko tydzień, potem wracam na stare śmieci, na uczelnię i do normalnego życia. Nie wiem czy jestem z tego zadowolona do końca. No chyba najbardziej nie zadowala mnie to normalne życie, bo tutaj czas płynie jakoś tak spokojniej, mniej stresowo. Odpoczywa mój umysł zaprzątnięty rachunkami, opłatami, domowymi kłopotkami i mieszkańcami na siłę w sąsiednim pokoju. Tu przynajmniej oni mnie nie denerwują. Zbyt często.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Opowiem może trochę o pracy w Żabce, w sklepie, na kasie.&lt;br /&gt;Wiem już na pewno, że nie wiążę z tym mojej zawodowej przyszłości. Nie jestem stworzona do uśmiechania się do szerokiego grona klienteli i wydawania im reszty... I siateczek. Nie znoszę żebrać o drobne i użerać się z pijaczkami. Natomiast bardzo ciekawie popatrzeć sobie mogę na typy wspomnianej klienteli. Można ich podzielić na:&lt;br /&gt;- stałych i przypadkowych klientów,&lt;br /&gt;- zamożnych, biednych, pijanych, czeczenów i robotników. I dzieci, o losie.&lt;br /&gt;I nie wiem która z tych grup jest najgorsza. O dziwo nie zamożni, Ci bardzo zamożni co zawsze się wydają napompowanymi gburami. O nie... Ale po kolei.&lt;br /&gt;Klienci stali bardzo wiążą się z grupą zamożną i pijaną. Z racji lokalizacji większość stałych bywalców nie cierpi na brak gotówki, jak i kart płatniczych. Żabka nasza jest jednym z niewielu sklepików znajdujących się na zamkniętym, wojskowym "osiedlu" we Warszawie, rzecz jasna. Nie powinien więc budzić wątpliwości stan majątkowy mieszkańców, jak i sama cena mieszkań (pół miliona za mieszkanie w bloku w stanie surowym). I Ci właśnie stali klienci, bogaci i ustawieni zawodowo (dyrektorzy, managerowie, profesorzy, filmowy i ba! aktorzy się nawet zdarzają) są naszą grupą trzymającą władzę, bo z cenami się nie liczą i blisko mają. No więc jest ich od groma, codziennie. Ich lubię. Są mili, kulturalni i nie zbierają drobnych, toteż zwrot "bez grosza" nie wzbudza w nich nerwowych tików.&lt;br /&gt;Drugą partią stałych klientów są osiedlowe pijaczki (bo osiedlowe pijaczki są wszędzie), tzw koneserzy tanich win i papierosów za 7,95. Oni to zawsze radośnie wpadają do sklepu z wyliczoną kwotą 5zł i chcą tanie wino ("Baryłkę"), mimo, że ono kosztuje 5,99. I marudzą, i ględzą: niech no nam kierowniczka pożyczy złotówkę, bo myśmy nie wiedzieli, że to tak podrożało. Przychodzą codziennie i codziennie są w szoku, od 2 miesięcy. Pożyczać, ani "dawać na krechę" im, rzecz jasna nie wolno. Wygania się więc do szefa jak jest i ma się spokój. A że szefa często nie ma to... "proszę w takim razie przyjść jak szef będzie, inaczej nic nie zrobię". Oj, męczące to to jest strasznie, tak znosić uporczywe błagania śmierdzącej wczorajszym, a nawet przedwczorajszym, tanim winem populacji. Ich nie lubię. Bo kombinują jak się da i kraść potrafią. A tego to już ja tolerować nie będę. Więc z mordą trza do nich, że co mi pan tu stoi i prosi jak ja i tak nie dam a i czasu na dyskusy nie posiadam. No i idą w cholerę, na godzinę, albo i mniej, bo przecież zaraz się jakiś inny przypląta i śmierdzieć mi będzie.&lt;br /&gt;Ostatnią dawką stałych bywalców są robotnicy. Z racji dwóch okolicznych remontowni i budowli, pojawia się ich stała, duża grupa. Oni to mnie tak wkurzają i nie wkurzają. Bo niby wiedzą czego chcą, kwoty wyliczone przynoszą i za bardzo nie marudzą. Są oczywiście takie chamy, co edukacyjnie zatrzymali się na podstawówce a za hrabiów i profesurę się uważają. A baba za kasą to ma im usługiwać a nie rzucać mięsem na sam widok. Ale takich bambusów to na szczęście jest niewielu. O wiele większą liczbę stanowią Ci sympatyczni i grzeczni. Zdarzają się także amanci podrywacze, co to panią z Żabki na tańce i kawę chcą zabierać. I oświadczać się by mogli jeszcze, gdyby nie "narzeczony" co ją sobie wcześniej zarezerwował. O Informatyku mowa rzecz jasna. Ale oni to się przynajmniej uśmiechają zawsze i "dzień dobry" mówią, i "do widzenia" a w piątki nawet "do zobaczenia w poniedziałek". Z nimi nie ma problemów, nie mogę narzekać.&lt;br /&gt;Ta biedota co przychodzi od czasu do czasu to mnie wkurza chyba najbardziej. I dzieci, ale o nich to za chwilę.  Ta biedota, nie wiadomo skąd to się wzięło na takim osiedlu, ale przychodzi i narzeka, że drogo. No nerwy puszczają, na Ukrainie to my nie jesteśmy, ceny jakie są każdy wie. Ale ich to jest dosłownie garstka a i tak przychodzą jak czegoś w delikatesach nie kupią, albo w Kierfurze zapomną. Więc z nimi też luz, można tak powiedzieć.&lt;br /&gt;Teraz czeczeni i dzieci, zazwyczaj też czeczeńskie. Bo ta cała migracja czeczenów to się lokuje gdzieś niedaleko, ja nawet dobrze nie wiem gdzie, ale w każdym razie blisko. No i przyłazi to to codziennie, karty do Heyah za 5 albo za "tridzcjesci" kupuje i Winstony niebieskie. Już nawet zaczynam rozumieć jak oni do mnie po "polsku" mówią. Kasy to mają oni sporo, bo tam dostają na każdego po 2000 zł miesięcznie, a jak się które uczy to pewnie i więcej. Ale udają, że bieda aż piszczy i kradną strasznie. Aaaa! A już najbardziej to kradną te ich dzieci. Wpada takich z 5 czy 6 i łazi po sklepie całym i tylko niucha co tu wynieść. Normalnie krok w krok za nimi trzeba i na łapy patrzeć a i tak pewności się nie ma, że Ci nic nie wyniosą, takie bydlaki. Te mniejsze to przykleją się do kasy i macają wszystko co tam w zasięgu ręki leży z pytaniem: "pani! a to ile kostuje?", albo pokaże łaskawie, że ma w ręku złotówkę i pyta o każdą jedną rzecz: "starcy?". No szlag mnie już z nimi trafia, więc najczęściej po 3 pytaniu wypraszam grzecznie ze sklepu: "będziesz coś kupował czy tylko przylazłeś mi głowę zawracać?!". Nie wiem ile oni z tego rozumieją, ale wynoszą się z miną zbitego psa. I spokój. Na chwilę. Bo z nimi to jak z tymi pijaczkami, jedno wyjdzie a za 5 minut pojawia się kolejne. I tak pół dnia. Potem matka chyba z domu nie wypuszcza. I całe szczęście.&lt;br /&gt;Są też "zwykłe" dzieci, grzeczne i miłe i nie kradną. Ale chyba mnie już jakaś dziecięca zaraza trafiła i ich też nie lubię.&lt;br /&gt;Wynika z tego, że moje serce podbija klientela zamożna i regularna. Miła, serdeczna, wykształcona, nie kochająca drobnych (w przeciwieństwie do nas, bidnych roboli sklepowych, bo nam drobnych to zawsze brakuje). Ludzie na poziomie, z którymi można i porozmawiać i pożartować. Aż się miło robi. Jak taki człowiek kulturalny sklep opuści to wszyscy jakby zahipnotyzowani jego elokwencją, z uśmiechem zajmują się swoimi obowiązkami. Przez chwilę. Bo przecież zaraz wpadnie jakiś robol, pijak czy inne czeczeńskie dziecko...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2030673051394670305-8986450246342852395?l=pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com/feeds/8986450246342852395/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com/2010/09/zabko-zabeczko-zabenko.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2030673051394670305/posts/default/8986450246342852395'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2030673051394670305/posts/default/8986450246342852395'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com/2010/09/zabko-zabeczko-zabenko.html' title='żabko, żabeczko, żabeńko...'/><author><name>Ruda</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04228355380904422820</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_s48IyIMN1S0/S1JHV2s8_rI/AAAAAAAAAAM/RsdywgD9wZY/S220/avatar.jpg'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2030673051394670305.post-1547711187452596125</id><published>2010-07-16T12:03:00.002+02:00</published><updated>2010-07-16T12:28:11.887+02:00</updated><title type='text'>help</title><content type='html'>Zmiany, zmiany i zmiany. Niby wszystko tak jak chcę, niby się układa, niby jest dobrze. Tylko, że wszystko "niby", bo ja jakoś tego nie odczuwam. Może to przez tę pogodę, może przez inne silnie oddziaływające na mnie czynniki. Tak czy inaczej: nie czuję. Dopadł mnie totalny dodupizm, a może nawet "wszystkowdupizm".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale po kolei: remont generalny w moim schronie (malowanie, nowe meble itp) nie odnosi skutku zamierzonego. Obawiam się nawet, że był to swoisty krok w tył. Fioletowa ściana chyba na mnie nie wpływa zbyt pozytywnie, a ta zieleń w ogóle mi się nie podoba. Malowanie było w poniedziałek a ja już dwa razy śniłam koszmary. Zajebiście.&lt;br /&gt;Może to jednak nie remont, może to taki koszmarny stan wewnętrzny, bo jak człowieka pogoda dobija i w ogóle nie może wypocząć to i koszmary się śnią. Tak sobie tłumaczę, żeby nie wybuchnąć złością sama na siebie ze debilne zestawienie barw w moim naturalnym środowisku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A jeszcze co dziś usłyszałam to mnie dobiło totalnie: jeżeli pan mąż mojej "współlokatorki" nie wyrobi się z malowaniem do niedzieli, tylko będzie malował później to ona przeniesie się pod moją nieobecność na "jeden" dzień z dzieckiem do mojego pokoju. No kurwa hotel? Bo żeby to miał być faktycznie jeden dzień to ja rozumiem, ale ja już znam pojęcie czasu w ich wykonaniu. Jak w październiku przyjechali pomieszkać sobie dwa tygodnie tak są do tej pory i tylko wkurwiają wszystkich dookoła. Dlaczego? Generalnie dlatego, że dziecko sra. I niby nie ma w tym nic dziwnego, prawda? Dziecko ma pampersa, pampersa trzeba zmienić. A jak już szanowna matka dziecka pampersa zmieni to w te cholerne upały zostawi go sobie na łóżku czy podłodze na pół dnia, a nie raz i na cały dzień, a wszyscy w domu muszą znosić te aromaty. A jak już łaskawie wyniesie tego pampersa do kosza to i tak w całej kuchni aroma się unosi. Bo tam nie ma jednego pampersa tylko już trzy. I one sobie wesoło śmierdzą. I to jest dobijające. I jak ja sobie pomyślę, że mam mieć taką pampersownię w pokoju to mnie krew zalewa. I postaram się do tego nie dopuścić.&lt;br /&gt;I najbardziej wkurza mnie myśl, że tak na prawdę nie mam na to żadnego wpływu, bo jak już pojadę w cholerę z tego mieszkania na dwa miesiące to będę mogła jej naskoczyć.&lt;br /&gt;Chyba, że pewnego pięknego dnia zrobię niezapowiedziany nalot... A wtedy to już będzie piekło jeśli lady Sylwia z domu zrobi burdelownię (w sensie bałaganu), bo jak to moja mama stwierdziła: dziewczyna ma do tego talent.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No trochę się wyżyłam. A może jeszcze bardziej wkurzyłam.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Szukam pomysłu na rozwiązanie tejże sytuacji. Help.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2030673051394670305-1547711187452596125?l=pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com/feeds/1547711187452596125/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com/2010/07/help.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2030673051394670305/posts/default/1547711187452596125'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2030673051394670305/posts/default/1547711187452596125'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com/2010/07/help.html' title='help'/><author><name>Ruda</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04228355380904422820</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_s48IyIMN1S0/S1JHV2s8_rI/AAAAAAAAAAM/RsdywgD9wZY/S220/avatar.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2030673051394670305.post-906707110008050330</id><published>2010-06-22T09:25:00.002+02:00</published><updated>2010-06-22T09:52:34.191+02:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>Ech... Znów mam meeeega doła. Może to dlatego, że nie spałam całą noc i nie śpię do tej pory (zazwyczaj padałam 5-6 rano). Może to jednak ten Tiger. Nie ważne.&lt;br /&gt;Cholera jasna no! Nienawidzę tych chwil kiedy nienawidzę wszystkiego (łącznie z sobą), kiedy mówię: Wszystko nie ważne! a przecież zdaję sobie sprawę z tego, że właśnie chodzi o rzeczy ważne i takie dla mnie są. Nie cierpię zabijać moich pragnień marzeniami o nich, bo przecież nie mogę ich zrealizować. A przecież mogę...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ech, patrzę na siebie, na to co dzieje się dookoła mnie. Nie poznaję. To nie ja. To wszystko stanowczo przekracza lenistwo nawet!&lt;br /&gt;Rozglądam się po pokoju - śmietnik. Dawno nie było w nim tak brudno. A ja? Ja siedzę z trekami pod oczami (ach te nieprzespane noce i ich nieopisany wpływ na urodę kobiecą.. nie wspominając o temperaturze pokojowej, która niewątpliwe sprzyja łzawieniu), potarganymi kudłami, jakby mnie kto zerżnął pięć razy przed chwilą, w dresach, w powyciąganej koszulce... Jak lump wyglądam, szkoda tylko, ze nie jestem brudna. Od przedwczoraj prawie nie wychodzę z łóżka, właściwie moje wycieczki dążą do kuchni i toalety. Najgorsze jest to, że ja nie mam ochoty wychodzić z tego łóżka wcale. Nie mam też ochoty posprzątać w domu i zrobić prania. Najlepiej niech mi ktoś kupi kolejnego Tigera, paczkę fajek i pozwoli zasypać cały pokój śmieciami, tak żeby nie było mnie widać. A ja będę siedzieć tu i zamulać. Bo ostatnio chyba tylko to mi wychodzi.&lt;br /&gt;Najgorsze wcale nie jest to, że mam ochotę zginąć pod natłokiem puszek po Tigerach (choć jeszcze przed chwilą tak sądziłam), najgorsze jest to, że węszę podstępy dookoła mnie. Skutkuje to tym, że coś mówię a potem tego żałuję. Bo mówię to do bliskich i o losie! nie jest to zbyt miłe. Czy chociaż szczere? Wtedy może jeszcze jakoś byłoby wytłumaczalne. Może i szczere, ale przecież wszystko da się powiedzieć spokojnie, bez nerwów. Tyle, że u mnie z tym ciężko. U mnie teraz albo super-hiper-mega-wyjebiście-dobry humor albo totalne dno i zgrzytanie zębów. Albo ostatecznie ciskam piorunami, ale zaraz po tym następuje punkt programu pod tytułem: totalne dno i zgrzytanie zębów. Tak więc moje stany emocjonalne można zauważyć dwa. I wcale mnie to nie pociesza. Chociaż i tak jest postęp. Potrafię się zakwalifikować to jednej z grupy odpadów (niedegradalne) i wiem też co to powoduje. Ale o tym nie chcę już pisać. Podejrzewam bynajmniej, że kilka osób zagląda tu od czasu do czasu, niektórzy może nawet wysilą się i przeczytają cokolwiek, więc nie chcę by ktokolwiek poczuł się urażony moim upublicznianiem emocji związanych pośrenio lub bezpośrenio z jego szanowną osobą.&lt;br /&gt;Poza tym czuję się dziś taka paskudna. Chyba bardziej wewnętrznie niż zewnętrznie, ale to nie zmienia faktu ze opakowanie ma wiele do życzenia. Czuję się taka wypruta, przez jakże-cudowny-poranek. Chciałam być miła i zapomnieć o pożerającym mnie mega dołku. Ale się zjebało. Przepraszam. I przepraszam za to, że mam złe przeczucia: na dziś to jeszcze nie koniec...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Sama nie wiem co już piszę. Mózg mi się psuje. Chcę nowy. Kup mi!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Idę pod prysznic. Przynajmniej nie będę śmierdzieć, bo tego to już nie zniosę!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2030673051394670305-906707110008050330?l=pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com/feeds/906707110008050330/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com/2010/06/ech.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2030673051394670305/posts/default/906707110008050330'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2030673051394670305/posts/default/906707110008050330'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com/2010/06/ech.html' title=''/><author><name>Ruda</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04228355380904422820</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_s48IyIMN1S0/S1JHV2s8_rI/AAAAAAAAAAM/RsdywgD9wZY/S220/avatar.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2030673051394670305.post-1726244963462157840</id><published>2010-04-27T21:03:00.002+02:00</published><updated>2010-04-27T21:15:56.969+02:00</updated><title type='text'>List do Dobrego Duszka</title><content type='html'>Drogi Dobry Duszku!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Piszę do Ciebie, bo nie umiem poradzić sobie z własną osobą. Piszę z prośbą o pomoc w omijaniu nieprzyjemnych zdarzeń, o lekcję pohamowania emocji i cudowny eliksir na zaprzestanie jęczenia.&lt;br /&gt;Dobry Duszku pomóż mi udowodnić sobie, że jestem silna, że nie załamują mnie pewne codzienne okoliczności i daj zrozumienie dla sytuacji, których w żaden sposób pojąć nie umiem. Potrzebuję siły do walki, do mówienia własnego zdania, ale przede wszystkim wytrwałości, kiedy coś mi się nie udaje, albo idzie nie po mojej myśli. Naucz mnie nie układać świata wedle własnego życzenia, pozwól akceptować otaczającą mnie rzeczywistość, nawet tą pozbawioną sensu.&lt;br /&gt;Dobry Duszku uratuj mnie przed egoizmem...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pozdrawiam,&lt;br /&gt;M.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2030673051394670305-1726244963462157840?l=pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com/feeds/1726244963462157840/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com/2010/04/list-do-dobrego-duszka.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2030673051394670305/posts/default/1726244963462157840'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2030673051394670305/posts/default/1726244963462157840'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com/2010/04/list-do-dobrego-duszka.html' title='List do Dobrego Duszka'/><author><name>Ruda</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04228355380904422820</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_s48IyIMN1S0/S1JHV2s8_rI/AAAAAAAAAAM/RsdywgD9wZY/S220/avatar.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2030673051394670305.post-2212745675321453984</id><published>2010-03-24T22:30:00.003+01:00</published><updated>2010-03-24T22:35:42.120+01:00</updated><title type='text'>open your eyes</title><content type='html'>Gdyby tak móc się rozdwoić. Gdyby tak dało się podzielić uczucia na pół. Jedna część byłaby szczęśliwa, bo przecież jestem szczęśliwa. Druga natomiast mogłaby sobie cierpieć za innych, bo przecież są takie osoby... przyjaciele? może to jeszcze za dużo powiedziane. Są takie bliskie osoby. Wiem, że przechodzą ciężki okres w swoim życiu. I jakoś przez to nie mogę tak spokojnie upubliczniać swojego szczęścia. Nie chcę zostać odebrana jako zarozumiały babsztyl, który nie myśli o innych tylko chwali się jak to ma w życiu świetnie.&lt;br /&gt;A przecież nie ma. Jest wiele rzeczy, które chciałabym zmienić, jest tyle nie wyjaśnionych spraw, które należałoby wyjaśnić. Jest milion drobnostek, które czasem psują humor. Ale słowo klucz: drobnostek. Ja na prawdę czuję się szczęśliwa.&lt;br /&gt;Szkoda mi tych, którzy na szczęście zasługują, a nie mogą go w sobie odnaleźć. Szkoda bo powinni. Zamknąć za sobą drzwi i przestać żyć przeszłością. Życie się toczy. Zawieszając się we wspomnieniach zawieszamy się w przestrzeni między dziś a wczoraj i nie ma perspektyw na jutro.&lt;br /&gt;Cieszmy się tym co mamy. Bo nie ma tak, że nic nie mamy. Zawsze jest coś co daje chodź odrobinę szczęścia.&lt;br /&gt;Przyjaciele, rodzina, ludzie, którzy są blisko. Może warto ich poznać. Słońce, wiatr, ciepło, wiosna. Jakiś standard życia, możliwość rozwoju.&lt;br /&gt;Zawsze mogło być gorzej. Mogło brakować tego co brakuje teraz + tego co mamy. Mogło być gorzej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://www.dailymotion.pl/video/x5c7vc_snow-patrol-open-your-eyes_music"&gt;&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2030673051394670305-2212745675321453984?l=pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com/feeds/2212745675321453984/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com/2010/03/open-your-eyes.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2030673051394670305/posts/default/2212745675321453984'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2030673051394670305/posts/default/2212745675321453984'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com/2010/03/open-your-eyes.html' title='open your eyes'/><author><name>Ruda</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04228355380904422820</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_s48IyIMN1S0/S1JHV2s8_rI/AAAAAAAAAAM/RsdywgD9wZY/S220/avatar.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2030673051394670305.post-8911960618218593832</id><published>2010-03-13T15:12:00.003+01:00</published><updated>2010-03-13T15:32:46.636+01:00</updated><title type='text'>antymrówki</title><content type='html'>Nic się nie dzieje i nawet nie mam o czym pisać. Żadnych nowości, życiowych ekscesów ani nawet myśli jakiś głębokich nie posiadam dziś. Jedno co wiem na pewno to to, że dziś kolejna impreza. A ja mam już dość. Chciałabym sobie odpocząć. Już mi się nie chce.&lt;br /&gt;Marzy mi się spokojny wieczór w domowym zaciszu, żebym mogła sobie na luzie pozdychać w łóżku. W moich prywatnych dresach powalczyć z bólami brzucha, nastawić się na następny dzień. Nikt tego jednak nie bierze pod uwagę. Musisz iść, musisz się uśmiechać i robić dobrą minę do złej gry. Kogo obchodzi tak na prawdę jak ja się czuję i na co mam ochotę?&lt;br /&gt;Co mam jednak zrobić? Siedzę cicho, bo kiedy mówię odbija się to echem od ścian. Stroję, maluję, zbieram w sile i wychodzę. Będzie fajnie. Tylko czy ja się będę bawić "fajnie". Czy można czuć się dobrze robiąc coś na co się nie ma ochoty?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przypomniało mi się coś... Miałam dziś sen. Mój informatyk olewał mnie totalnie. Pocieszał mnie brat Informatyka, mówił, żebym się gówniarzem nie przejmowała. Czemu mi się to śniło? I czemu to tak bardzo przypomina mi zdarzenie, które miało miejsce kiedy jeszcze byłam z Lekarzem przyszłym niedoszłym, albo doszłym. Się okaże za lat kilka.&lt;br /&gt;To też była impreza, na którą iść mi się nie chciało, tyle, że nie z bólów fizycznych jak dziś, a z bólów duchowych, bo źle się czułam w tym towarzystwie. I wtedy właśnie pan Lekarz mnie dość głupio potraktował. Wtedy właśnie brat Lekarza pocieszał mnie słowami: nie przejmuj się. Jest młody i głupi i nie docenia tego co ma. Być może nie doceniał, być może nie umiał okazać, że docenia. Nie wiem i raczej się nie dowiem.&lt;br /&gt;Nie ważne. Ważne jest to dlaczego dziś miałam ten sen i dlaczego ma on dla mnie jakieś głębsze znaczenie...&lt;br /&gt;Nie mam ochoty. Chyba wolę uniknąć niż się przekonać jak głębokie znaczenie ma sen.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2030673051394670305-8911960618218593832?l=pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com/feeds/8911960618218593832/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com/2010/03/antymrowki.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2030673051394670305/posts/default/8911960618218593832'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2030673051394670305/posts/default/8911960618218593832'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com/2010/03/antymrowki.html' title='antymrówki'/><author><name>Ruda</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04228355380904422820</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_s48IyIMN1S0/S1JHV2s8_rI/AAAAAAAAAAM/RsdywgD9wZY/S220/avatar.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2030673051394670305.post-6738000030102830192</id><published>2010-03-11T16:58:00.003+01:00</published><updated>2010-03-11T17:03:51.353+01:00</updated><title type='text'>Inż. Informatyk</title><content type='html'>Muszę się pochwalić, bo mój Informatyk jest już pełnoprawnym informatykiem. Wczoraj po fali stresowej, kilkugodzinnym czekaniu, paczce wypalonych fajek i 15 minutach maglowania został okrzyknięty inżynierem na piątkę :)&lt;br /&gt;Tak tak, Informatyk obronił pracę inżynierską na ocenę 5.&lt;br /&gt;A dziś leczymy kaca ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gratulacje dla Pana z trzema literkami i kropką przed nazwiskiem. Moje inżynieryjne stworzonko :*&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2030673051394670305-6738000030102830192?l=pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com/feeds/6738000030102830192/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com/2010/03/inz-informatyk.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2030673051394670305/posts/default/6738000030102830192'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2030673051394670305/posts/default/6738000030102830192'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com/2010/03/inz-informatyk.html' title='Inż. Informatyk'/><author><name>Ruda</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04228355380904422820</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_s48IyIMN1S0/S1JHV2s8_rI/AAAAAAAAAAM/RsdywgD9wZY/S220/avatar.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2030673051394670305.post-7177966856044791369</id><published>2010-03-07T21:00:00.003+01:00</published><updated>2010-03-07T21:42:33.831+01:00</updated><title type='text'>Rocznicowo</title><content type='html'>Pamiętam ten dzień jakby był wczoraj, a może nawet dziś...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zapytał czy pójdę z nim na fajkę. Zeszłam na dół i dostałam piękny bukiet kwiatków. Cieszyłam się jak głupia, bo nawet nie pamiętałam, że to dzień kobiet. 100% zaskoczenia. I w wielkim skrócie przedstawiłam państwu jak to się wszystko ładnie zaczęło. Rok temu.&lt;br /&gt;Minęło szybko. Ja byłam świeżo (nawet bardzo) po półtorarocznym związku relacji Lublin-Koło, o którym już wspominałam. On był świeżo (aczkolwiek trochę mniej świeżo) po zakończonym 3,5 rocznym związku. Nie wiedziałam do końca czy coś z tego wyjdzie, czy dam radę, czy nie jest dla mnie za wcześnie. Przyjaciel mój powiedział mi jednak: bierz się za niego póki możesz. I chyba miał rację. Chyba odnosi się do czasu, bo nikt nie wie, czy gdyby to poczekało jeszcze trochę to losy potoczyłyby się tak jak teraz.&lt;br /&gt;Bałam się, że nie jestem gotowa, ale odważyłam się. Do tej pory uważam, że był to jeden z najlepszych, dotychczasowych wyborów w moim życiu. Lepszym będzie chyba tylko powiedzenie mu: TAK na ślubnym kobiercu.&lt;br /&gt;Udało się i póki co 'dobrze jest i nie trza psuć', jak to mawia mój Informatyk, bo przecież o nim mowa. Facet, jakiego ze świeczką można szukać. Ktoś, kto potrafi przyjechać do mnie o 2 czy 3 w nocy, bo jestem chora, kręci mi się w głowie i boli mnie brzuch. Przyjechać, uspokoić, zrobić herbatkę i poczekać aż zasnę, żeby po cichu się wymknąć i z samego rana wrócić, by doglądać mojego chorego dupska. Ktoś kto mi pozmywa jak mnie leń złapie albo zakupy przyniesie. Wpadnie ze mną w House'owy nawyk, a nawet obejrzy Harrego Pottera i pozwoli później namalować sobie piorunka na czole. Każdego ósmego (swego czasu) przynosił mi kwiatki, żeby podziękować za kolejny wspólny miesiąc. Teraz dziękuje nieco inaczej ;)&lt;br /&gt;Najdziwniejsze jest to, że my się jeszcze nigdy nie pokłóciliśmy tak na prawdę. Były czasem jakieś takie drobne nieporozumienia, ale bez wrzasków i trzaskania drzwiami. Wszystko na spokojnie. Ja oczywiście nie byłabym sobą, gdybym się nie czepiała o każdy szczegół, nie strzelała przysłowiowych fochów albo nie ugryzła (upierdoliła) go od czasu do czasu. Ale to wszystko to życie i nawet jak tak myślę teraz, to dużo tego nie było. Oprócz upierdoleń, ale ja to zaliczam raczej do przyjemnych rzeczy.&lt;br /&gt;Za to rzeki łez i tysiące bólów brzucha (ze śmiechu oczywiście) zaliczyliśmy wspólnie. I to wszystko jego wina! Bo to takie niepokorne ciele (fuck, znów będzie mnie łaskotał)! Tyle wspólnych imprez, wypadów do Warszawy, zahaczyliśmy też o Belgię i Poznań. Te potoki zdjęć zatapiające niezamieszkałe tereny mojej komputerowej pamięci. I jego.&lt;br /&gt;Setki, tysiące, miliony wspomnień... A to tylko rok. Dopiero rok. Więcej napiszę w przyszłym ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Teraz tak trochę osobiście...&lt;br /&gt;&lt;a href="http://www.bankfotek.pl/view/562610"&gt;(nie umiem robić laurek, szczególnie w paincie:P)&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2030673051394670305-7177966856044791369?l=pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com/feeds/7177966856044791369/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com/2010/03/rocznicowo.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2030673051394670305/posts/default/7177966856044791369'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2030673051394670305/posts/default/7177966856044791369'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com/2010/03/rocznicowo.html' title='Rocznicowo'/><author><name>Ruda</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04228355380904422820</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_s48IyIMN1S0/S1JHV2s8_rI/AAAAAAAAAAM/RsdywgD9wZY/S220/avatar.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2030673051394670305.post-4289216317068844174</id><published>2010-02-28T12:02:00.002+01:00</published><updated>2010-02-28T12:12:01.175+01:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>Człowiek ma dar podejmowania decyzji sam za siebie. Nie zawsze jest to dobry dar, bo nie zawsze podjęte decyzje są rozsądne. Czasem postanawiając coś nie przewidujemy skutków naszego działania. A szkoda, bo mogłoby to rozwiać wiele niejasności.&lt;br /&gt;Nie lubię gdy ktoś mówi jedno a robi drugie. Zastanawiam się zawsze "po co"? Jaki to ma sens. Po co mówić, że się coś zrobi, albo się czegoś nie zrobi, jak i tak wychodzi inaczej.&lt;br /&gt;Nie lubię raczej wielu rzeczy. Dziś nie lubię niczego. Umieram z powodu dokuczliwego kataru i chcę skorzystać z tej pogody, tego słońca i ciepła. Chcę na spacer. Chcę na zdjęcia. Nie ważne czego chcę. Będzie jak zawsze.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2030673051394670305-4289216317068844174?l=pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com/feeds/4289216317068844174/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com/2010/02/czowiek-ma-dar-podejmowania-decyzji-sam.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2030673051394670305/posts/default/4289216317068844174'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2030673051394670305/posts/default/4289216317068844174'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com/2010/02/czowiek-ma-dar-podejmowania-decyzji-sam.html' title=''/><author><name>Ruda</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04228355380904422820</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_s48IyIMN1S0/S1JHV2s8_rI/AAAAAAAAAAM/RsdywgD9wZY/S220/avatar.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2030673051394670305.post-4062731958250384956</id><published>2010-02-26T15:48:00.002+01:00</published><updated>2010-02-26T16:00:38.428+01:00</updated><title type='text'>Dobrze i źle</title><content type='html'>Informatyk powrócił z lubelskich libacji cały i zdrowy, a nawet nie sprawia wrażenia jakby go głowa miała boleć. Poza tym jest miły i kochany i poszedł do sklepu :) i nie marudził, że mu się nie chce. Chyba się stęsknił. To dobrze.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Drugą sprawą, niekoniecznie dobrą jest to, że obudziły mnie o 5 koszmary jakieś. Na domiar złego prawdopodobnie gorączkować zaczęłam koło godziny 6, byłam napalona, tfu! rozpalona i telepało mnie z zimna. Nie pojechałam na zajęcia. Teraz czuję się już lepiej. Ale gardeło i łepetyna siepie trochę. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Teraz to co tygryski lubią najbardziej, czyli widomość roku, hit sezonu itp, itd. Ruda zdała w końcu matmę! :D To jest "dobrze", które rekompensuje wszelkie "źle" :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A teraz mówię pa pa, bo zamierzam oglądać Hałsa z Informatykiem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ps. Ograniczam fajki. Informatyk pali a ja nie. Za to ja pochłaniam gigantyczne ilości chipsów. Nie wiem kto na tym lepiej wyjdzie...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2030673051394670305-4062731958250384956?l=pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com/feeds/4062731958250384956/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com/2010/02/dobrze-i-zle.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2030673051394670305/posts/default/4062731958250384956'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2030673051394670305/posts/default/4062731958250384956'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com/2010/02/dobrze-i-zle.html' title='Dobrze i źle'/><author><name>Ruda</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04228355380904422820</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_s48IyIMN1S0/S1JHV2s8_rI/AAAAAAAAAAM/RsdywgD9wZY/S220/avatar.jpg'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2030673051394670305.post-2678933686357575337</id><published>2010-02-25T21:00:00.002+01:00</published><updated>2010-02-25T21:31:50.673+01:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>Umieram dziś w swej nudzie. Informatyczny brak objawia się ciężkim zatruciem humoru. Nie żebym miała zły humor. Tylko taka struta właśnie jestem. Taka nijaka. Może tak właśnie przechodzi się detoks. Kiedy wewnętrznie boli Cię nuda. I rzygasz znużeniem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak się zastanawiam. Nad wieloma aspektami egzystencji. Zapytuję siebie: czy jesteś szczęśliwa? I odpowiadam sobie pytaniem na pytanie: teraz czy w ogóle? Potem pada kolejne autopytanie: co za różnica?&lt;br /&gt;Właśnie. Co za różnica, przecież jestem. Jednak gdzieś tam na dnie, czuję się jakaś zmięta i wypluta. To nie jest objaw pełnego szczęścia. Może więc jestem szczęśliwa nie pełnie. W tym momencie, przecież zawsze jestem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czas rozmyślań nie jest dobrym czasem. Częściej wolę nie myśleć niż myśleć. Kiedy doskwiera taka fizyczna samotność, człek zdolny jest do popadania w jakieś dołki i rowy emocjonalne. Nie chcę przez to powiedzieć, że popadłam. Nie mam powodu. Ani ochoty.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak, jestem szczęśliwa. Nie mam powodu nie być. To tak jak z tym dołkiem. Po co na siłę szukać dziury w całym. PMS jeszcze się nie zaczął.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tylko ten czas się tak dłuży... tylko uciekam od fajek, bo się ograniczam. Tylko spać się chce. Tylko nagle dociera do mnie, że nie mam nawet z kim pogadać. Nie mówię tu o współlokatornej siostrze, która swoją osobą zaszczyca mnie dość często (chyba z racji fajek, bo z kimś palić to zawsze przyjemniej). Ale tak dziwnie. Nawet na gg pojawiam się jako "dostępny". Pustki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zastanawiam się też, czy może nie jest to spowodowane odstawieniem znajomych na bok. Kiedy byłam w związku z Panem M. miałam aż za dużo czasu dla znajomych i moje życie towarzyskie kwitło jak rumianek.&lt;br /&gt;Z momentem pojawienia się Informatyka jakoś tak odsunęłam się od znajomych. Więcej czasu zaczęłam spędzać w domu, z nim. Nic dziwnego, że i oni zapomnieli o mnie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Teraz to widzę. Tydzień z nim, weekendowe barowanie z nimi (i nim).&lt;br /&gt;Ma to swoje plusy. Wciąż szalenie cieszę się z jego obecności, wciąż czuję się kochana i rozpieszczana (a czasem mi tego brakowało), uśmiecham się codziennie.&lt;br /&gt;Ma też minusy. I nie chodzi tu już zupełnie o zatracenie kontaktów z tą garstką znajomych. Po prostu uzależniłam się. Kiedy nagle jednego dnia go nie ma, ja czuję się jakby mi rękę urwało. Tylko miejsce po ręce nie boli. Nie umiem się odnaleźć, nie mogę się na niczym skupić. To chore. Przecież nie możemy być razem 24/h. Nie? Szkoda.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tłumaczę sama sobie: tego Wam trzeba. W każdym związku trzeba czasem odpoczynku. Każdy musi mieć swoje prywatne życie i prywatne sprawy. I tak Informatyk musi spotkać się z kumplami na piwie, albo pograć sobie z Golasem w jakieś zabijanie dużych tatusiów i małych dziewczynek (chodź mi to jakim pedofilstwem zajeżdża, ale podobno nie). Musi odpocząć. I ja to w pełni akceptuję. Bo nie mam PMSu.&lt;br /&gt;Ja też podobno muszę. Podobno muszę mieć czas dla siebie, na swoje sprawy, na swoich znajomych.&lt;br /&gt;Tu się jednak pojawia problem. Ja nie mam się z kim spotkać. Wszyscy albo wyemigrowali na studia, albo kontakt tak się urwał, że nawet nie wiem o czym miałabym z nimi rozmawiać na gg, nie mówiąc już o realnym spotkaniu.&lt;br /&gt;Teraz mam tą swoją Comę w głośnikach, mam swojego wrednegonazłość kota, ktory obecnie kocha moje lusterko i te kolorowe, błyszczące "fasolki jedności", krzyczące "zjedz nas!". I siostrę od fajki do fajki.&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;To wciąż za mało, moje serce, żeby żyć...&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Co ciekawe. Zawsze kiedy Informatyk znika mi na dłużej słucham Comy. Czemu? Nie wiem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Aloha&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2030673051394670305-2678933686357575337?l=pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com/feeds/2678933686357575337/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com/2010/02/umieram-dzis-w-swej-nudzie.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2030673051394670305/posts/default/2678933686357575337'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2030673051394670305/posts/default/2678933686357575337'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com/2010/02/umieram-dzis-w-swej-nudzie.html' title=''/><author><name>Ruda</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04228355380904422820</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_s48IyIMN1S0/S1JHV2s8_rI/AAAAAAAAAAM/RsdywgD9wZY/S220/avatar.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2030673051394670305.post-1961775152158924455</id><published>2010-02-14T12:43:00.003+01:00</published><updated>2010-02-14T12:54:26.424+01:00</updated><title type='text'>WalęTynki...</title><content type='html'>Takie urocze święto, gdzie nagle każdy każdego kocha i obsypuje prezentami... Masowe wyróżnianie zakochanych. Super okazja do kolacji z Informatykiem, tudzież choćby spaceru. Tak, a ja leżę w łóżku i zdycham. No po prostu bomba!&lt;br /&gt;Tak sobie pomyślałam, że te walentynki to w ogóle nie potrzebne nikomu święto (może inaczej bym śpiewała, jakbym nie była zmuszona do siedzenia w domu). Skoro się kogoś kocha to nie potrzebuje się okazji do robienia prezentów ani zabierania na kolacje, spacery, wycieczki czy co tam sobie zakochańce wymyślą jeszcze. Z drugiej strony jednak to ładnie tak dać tym zakochanym jeden dzień w roku na ich święto:)&lt;br /&gt;Tak czy inaczej powinno być ono w lecie!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Korzystając z okazji upublicznię i ja moją miłość i złożę Informatykowi walnięte życzenia:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No Kocie...&lt;br /&gt;Po 1. Żebyś mnie kochał i nie miał dość :)&lt;br /&gt;Po 2. Żeby to co robisz dawało Ci szczęście.&lt;br /&gt;Po 3. Żebyś się nie zmieniał.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A poza tym kupę pieniędzy na prezenty na ukochanej osoby... ;) :****&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Się miło zrobiło. Dobranoc.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2030673051394670305-1961775152158924455?l=pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com/feeds/1961775152158924455/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com/2010/02/waletynki.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2030673051394670305/posts/default/1961775152158924455'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2030673051394670305/posts/default/1961775152158924455'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com/2010/02/waletynki.html' title='WalęTynki...'/><author><name>Ruda</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04228355380904422820</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_s48IyIMN1S0/S1JHV2s8_rI/AAAAAAAAAAM/RsdywgD9wZY/S220/avatar.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2030673051394670305.post-5909556678958896714</id><published>2010-02-08T21:20:00.002+01:00</published><updated>2010-02-08T21:27:36.259+01:00</updated><title type='text'>11</title><content type='html'>Dzisiaj mija te nieszczęsne, najlepsze 11 miesięcy mojego życia. Rozwijając temat: za miesiąc będzie moja pierwsza rocznica z Informatykiem. Ja nadal twierdzę, że nie wytrzymam  z bydlakiem ani chwili dłużej, mimo, że twierdze tak od prawie roku. No bo jak ja mam wytrzymać to nieustanne rozśmieszanie i to, że on się wcale ze mną nie kłóci. Ja tu się nieraz drę, marudzę, panikuję itp a on nic. No ale... Informatyki to bardzo potulne zwierzątka (ale mi się dostanie za te zwierzątka :D załaskocze mnie na śmierć ostateczną chyba).&lt;br /&gt;Nie ważne. Ważne są fakty. A fakt jest taki, że będę musiała kupić mu prezent na dzień kobiet :D Pomijając, że to będzie ten rocznicowy prezent. Ważne, że dzień kobiet.&lt;br /&gt;Kończę, bo mi siostra usycha z tęsknoty ;)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2030673051394670305-5909556678958896714?l=pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com/feeds/5909556678958896714/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com/2010/02/11.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2030673051394670305/posts/default/5909556678958896714'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2030673051394670305/posts/default/5909556678958896714'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com/2010/02/11.html' title='11'/><author><name>Ruda</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04228355380904422820</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_s48IyIMN1S0/S1JHV2s8_rI/AAAAAAAAAAM/RsdywgD9wZY/S220/avatar.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2030673051394670305.post-2372114967679218782</id><published>2010-02-07T14:25:00.003+01:00</published><updated>2010-02-07T14:42:01.802+01:00</updated><title type='text'>...</title><content type='html'>Mam dziś jeden z tych moich dni, gdzie nawet nie chce mi się ubrać. Od rana próbowałam z tym walczyć. Wstałam, ogarnęłam zaśmiecony pokój, pościeliłam łóżko. I poległam. Nawet nie miałam ochoty na poranną fajkę, bez której od dłuższego czasu czuję się obco. Do śniadania zmusiłam się ok czternastej, kiedy już zupełnie kręciło mi się w głowie.&lt;br /&gt;Nie wiem czemu tak jest. Może wywołuje to ciężki temat książki jaką pochłonęłam dzisiejszej nocy, a może właśnie to, że czytałam całą noc i spałam w sumie trzy godziny. Nie wiem. &lt;br /&gt;Jestem ogólnie dziś megapesymistką. Nic mi się nie chce, wszystko mnie wkurza. Przed chwilą wzięłam sobie długi prysznic, relaksujący w pełni. Zazwyczaj, bo nie dziś. Dziś mnie nie uratował, chyba potrzebuję czegoś mocniejszego.&lt;br /&gt;Wczorajsza noc była obfita w emocje. Wkurzałam się okropnie na bezradność bohaterów książki i jednocześnie na ich głupotę.&lt;br /&gt;Tylko jeden bohater poruszył mnie do głębi. Chłopak, który wpadł w sidła heroiny i nie umiał sobie z tym poradzić. Poruszył, bo czasami tak bardzo przypominał mi mojego Informatyka. Taki był kochany. A może po prostu w jego wartościach chciałam odnaleźć to moje Informatyczne odbicie. Nie wiem. Było mi go szkoda.&lt;br /&gt;W głównej bohaterce na siłę chciałam odnaleźć część siebie - w końcu była jego dziewczyną. I chyba jedyne co udało mi się przyrównać to niewyparzony język i to, że tak bardzo go kochała.&lt;br /&gt;Książka ogólnie świetna, jednak zostawia jakąś cząstkę melancholii po jej przeczytaniu.&lt;br /&gt;Celowo nie podaję tytułu. Nie chcę. Zostawię go sobie tak prywatnie, razem z tym prywatnym dołem.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2030673051394670305-2372114967679218782?l=pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com/feeds/2372114967679218782/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com/2010/02/blog-post.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2030673051394670305/posts/default/2372114967679218782'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2030673051394670305/posts/default/2372114967679218782'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com/2010/02/blog-post.html' title='...'/><author><name>Ruda</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04228355380904422820</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_s48IyIMN1S0/S1JHV2s8_rI/AAAAAAAAAAM/RsdywgD9wZY/S220/avatar.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2030673051394670305.post-1749108190048314292</id><published>2010-01-31T02:04:00.002+01:00</published><updated>2010-01-31T02:08:39.191+01:00</updated><title type='text'>Ps.</title><content type='html'>Informatyk po przeczytaniu notki:&lt;br /&gt;oh ty moje koffane bejbe :* &lt;br /&gt;Ja&lt;br /&gt;spadaj :P &lt;br /&gt;Informatyk:&lt;br /&gt;hehe :D &lt;br /&gt;Ja:&lt;br /&gt;koffanie psestań &lt;3 &lt;br /&gt;Informatyk:&lt;br /&gt;blee &lt;br /&gt;weź&lt;br /&gt;Ja:&lt;br /&gt;hahahahaha &lt;br /&gt;zabiłam Cię :D &lt;br /&gt;Informatyk:&lt;br /&gt;aż mnie ciarki przeszły &lt;br /&gt;Ja:&lt;br /&gt;łiiiiii :D &lt;br /&gt;Informatyk:&lt;br /&gt;normalnie czuje się zgwałcony psychicznie :/ &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;N/C :)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2030673051394670305-1749108190048314292?l=pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com/feeds/1749108190048314292/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com/2010/01/ps.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2030673051394670305/posts/default/1749108190048314292'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2030673051394670305/posts/default/1749108190048314292'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com/2010/01/ps.html' title='Ps.'/><author><name>Ruda</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04228355380904422820</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_s48IyIMN1S0/S1JHV2s8_rI/AAAAAAAAAAM/RsdywgD9wZY/S220/avatar.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2030673051394670305.post-5620122649438579377</id><published>2010-01-31T01:25:00.003+01:00</published><updated>2010-01-31T01:57:05.215+01:00</updated><title type='text'>Pijacko</title><content type='html'>Miała być notka po pijaku. Otóż upić się nie mogę, ale uparcie próbuję. Ale może od początku.&lt;br /&gt;Ruda chciała się wczoraj napierdolić ze szczęścia. Nie wyszło. Stwierdziła więc, że zrobi to dzisiaj. Nie idzie. Noc jednak długa, nie wiadomo co nas może spotkać. Póki co popijam wódkę z pepsi Twist i mam nadzieję, że mnie to trochę zakręci:)&lt;br /&gt;Wieczorne picie nie było samotne, choć miało. Sylwia wtórowała w miarę wytrwale, aczkolwiek ona ma dziecko i poległa zanim zdążyła się upić. Cóż, na każdego przychodzi czas obowiązków, kiedy to nie można sobie pozwolić na zbyt dużo.&lt;br /&gt;Mnie natomiast nachodzą jakieś myśli takie... w sumie to nie wiem jak nazwać. Refleksje nad ludzką ułomnością?&lt;br /&gt;Patrząc na poszczególne osobniki, z którymi spotykam się w życiu codziennym zastanawiam się czasem: skąd kurwa biorą się takie łomy?&lt;br /&gt;Ja rozumiem... bycie indywidualistą, ekscentrykiem... ale nie do tego stopnia.&lt;br /&gt;O czym mówię:&lt;br /&gt;Po pierwsze - typ totalwieśindywidual - przykład: koleś na uczelni. Zielony sweterek wpuszczony w spodnie. Spodnie wpuszczone w buty (takie śmiszne ocieplane niby kalosze, niby co to?)... A na plecach plecaczek. Ludzie, studia, szkoła wyższa... Koleś koło trzydziestki wyglądający gorzej niż dziecko z podstawówki. Uważam, swoim skromnym zdaniem, że jednak należy zachować wygląd odpowiedni do poziomu jaki się reprezentuje. A w szkole wyższej reprezentuje się już jakiś poziom. Nie mówię o chodzeniu w garniakach, ale bez przesady... Temu panu brakowało tylko misia przy plecaczku i różowego szaliczka zawiązanego na szyi.&lt;br /&gt;Nie wspomnę, że pan ten czekał na egzamin. Ustny.&lt;br /&gt;Porażka nr. 1.&lt;br /&gt;Porażką nr 2, już może mniej perwersyjną i może mniej skoncentrowaną na jednej osobie jest fakt bycia indywidualistą takim jak milion innych. Przykład, wydaje mi się, że trafiony: EMO.&lt;br /&gt;Jak ja mogę nie cierpieć tejże populacji. I nie mówię tu o prawdziwej subkulturze emo, tej stanowej, powstałej jakoś w latach 80, gdzie nazwa wzięła się od "emotions", gdzie ludzie charakteryzowali się estetyką i schludnością, słuchając emocjonalnego rocka, lecz o obecnym, jakże smutnym pokoleniu pseudoEMO. Tak tak, to wzruszające kiedy oni codziennie idą się zabić i wracają do siebie jutro, bo są jedyną na świcie grupą nieszczęść i tylko oni potrafią w tak cudowny sposób (nie)rozumieć się na wzajem bez słów. Poza tym, tylko oni dostrzegają piękno połączenia koloru czarnego i różowego. Tylko oni w jakiś metafizyczny sposób potrafią cieszyć się barkiem zrozumienia, zaufania i rzekomo nękającą falą nieszczęść. Sorry, rzygam.&lt;br /&gt;Nr 3 - sportowcy i księżniczki, tudzież Krysie. No ich to po prostu kocham. Banda otępiałych blokersów w orientalnych oratlionach z błyszczącymi paskami na nogawkach i ich słiiiiiitaśne, ociekające różem od stóp, często do głów, cudowne laseczki. Czasem mam wrażenie, że moje sznurówki w butach są mądrzejsze. Typ blondynki z kawałów. "He he, he he".&lt;br /&gt;Nie będę wymieniać dalej. Boję się, że okaże się, że nie lubię nikogo, że mnie dopadną, ograbią, obiją i porzucą wilkom na pożarcie. A ja jeszcze nie raz chcę skomentować totalwieśindywidualistę, pseudoEmo nieszczęścia i te wszystkie Dodzie - Elektrodzie z ich "he he he" koffanymi bejbami.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Idę pić dalej. Życzę dobrej nocy:)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2030673051394670305-5620122649438579377?l=pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com/feeds/5620122649438579377/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com/2010/01/pijacko.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2030673051394670305/posts/default/5620122649438579377'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2030673051394670305/posts/default/5620122649438579377'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com/2010/01/pijacko.html' title='Pijacko'/><author><name>Ruda</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04228355380904422820</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_s48IyIMN1S0/S1JHV2s8_rI/AAAAAAAAAAM/RsdywgD9wZY/S220/avatar.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2030673051394670305.post-1042275805005985804</id><published>2010-01-29T16:23:00.002+01:00</published><updated>2010-01-29T16:34:46.577+01:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>Wypadałoby podsumować tydzień...&lt;br /&gt;Zleciał jak szalony a jak przypomnę sobie co było w poniedziałek to odnoszę wrażenie, że minęły całe wieki. Tydzień ciężki. Trzeba było się dużo uczyć. Ja nie uczyłam się dużo. Pozaliczałam wszystko, więc jak widać uczyłam się: wystarczająco.&lt;br /&gt;Poniedziałek:&lt;br /&gt;- wpis z wuefu - 4&lt;br /&gt;Wtorek:&lt;br /&gt;- kolos z zarządzania (od wczoraj wiem, że 4)&lt;br /&gt;- zaliczenie z polityki gospodarczej - 4&lt;br /&gt;- zaliczenie z prawa - wielka niewiadoma&lt;br /&gt;Środa:&lt;br /&gt;- kolos z matmy - 3,5 = cud!&lt;br /&gt;Czwartek:&lt;br /&gt;- zaliczenie ćwiczeń z matmy - 3 = cud, cud, cud&lt;br /&gt;Piątek:&lt;br /&gt;- egzamin z marketingu - 4&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak rysuje się ten tydzień pod względem ocenowym. W poniedziałek egzamin z matmy i wpis z zarządzania - min 4,5. Modlimy się o zwolnienie z egzaminu. Wtedy będę miała ferie przez dwa tygodnie :D&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przepraszam. Miałam już dziś nie myśleć, nie mówić i nie robić nic związanego ze szkołą. Totalny luz. Totalne odcięcie.&lt;br /&gt;Nie umiem :P Jestem podjarana tym wszystkim zaliczonym, dobrymi ocenami (i mówię także o matmie w moim przypadku :P) i całą resztą pozytywnych wydarzeń tego tygodnia:)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dziś wieczorem mam zamiar się odstresować totalnie. Może nawet w końcu się spiję. Bo jakoś mi to ostatnimi czasy nie wychodziło zbyt dobrze.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A teraz sobie zapalę i zbiorę się w sobie by się przespać :)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2030673051394670305-1042275805005985804?l=pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com/feeds/1042275805005985804/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com/2010/01/wypadaoby-podsumowac-tydzien.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2030673051394670305/posts/default/1042275805005985804'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2030673051394670305/posts/default/1042275805005985804'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com/2010/01/wypadaoby-podsumowac-tydzien.html' title=''/><author><name>Ruda</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04228355380904422820</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_s48IyIMN1S0/S1JHV2s8_rI/AAAAAAAAAAM/RsdywgD9wZY/S220/avatar.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2030673051394670305.post-7759562644281814421</id><published>2010-01-28T09:40:00.002+01:00</published><updated>2010-01-28T09:50:34.721+01:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>Kocham moje nocne rozmowy z Informatykiem... Wczoraj starałam się być nawet jakaś bardziej wyrozumiała, co podczas PMSu jest niezmiernie ciężkie do wykonania. Ale jak to mówią: zesraj się a nie daj się. Rozmowa więc wyglądała następująco:&lt;br /&gt;- Widzisz kochanie... My pasujemy do siebie na prawdę. Uzupełniamy się. Ja się czepiam, Ty mnie olewasz...&lt;br /&gt;- No dokładnie.&lt;br /&gt;I w tej sytuacji szczerość to nie jest najlepsze co mogło mnie spotkać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bolączki dnia dzisiejszego:&lt;br /&gt;- poprawa z matmy, oczywiście nie umiem nic i idę na żywca. W ogóle nie rozumiem tych wykresów funkcji i jej własności. Jestem matematycznie ułomna.&lt;br /&gt;- pogoda. Ja w życiu nie widziałam chyba takich wichrów. Masakra jakaś.&lt;br /&gt;- poprawa z matmy...&lt;br /&gt;- kot mnie wkurza skacząc po meblach, kiedy ja potrzebuję wyciszenia...&lt;br /&gt;- matma.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dość. Muszę się za siebie wziąć.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2030673051394670305-7759562644281814421?l=pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com/feeds/7759562644281814421/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com/2010/01/kocham-moje-nocne-rozmowy-z.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2030673051394670305/posts/default/7759562644281814421'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2030673051394670305/posts/default/7759562644281814421'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com/2010/01/kocham-moje-nocne-rozmowy-z.html' title=''/><author><name>Ruda</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04228355380904422820</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_s48IyIMN1S0/S1JHV2s8_rI/AAAAAAAAAAM/RsdywgD9wZY/S220/avatar.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2030673051394670305.post-5980799376199215319</id><published>2010-01-27T16:47:00.002+01:00</published><updated>2010-01-27T17:07:34.451+01:00</updated><title type='text'>Sentymentalnie</title><content type='html'>Dzisiaj było cieplej niż wczoraj. Ucieszyło mnie to ogromnie. Ucieszyło mnie to do takiego stopnia, że nawet jadąc rano autobusem myślałam o rzeczach przyjemnych.&lt;br /&gt;Przypomniały mi się czasy, kiedy to rozpoczynała się moja znajomość z Informatykiem.&lt;br /&gt;Dokładniej, przypomniała mi się listopadowa sytuacja. Był to też dzień, kiedy poznałam ZZK, co także wywołuje uśmiech na mojej twarzy. Wtedy jeszcze kochałam Pana M. i żyłam z nim w związku relacji Lublin - Koło, zazwyczaj o 16.15 z peronu 1.&lt;br /&gt;Pewnego dnia, a był to piątek, zamierzałam iść z Informatykiem i wspomnianym ZZK na imprezę. ZZK przyjeżdżał tego dnia ze stolycy i trzeba go było najpierw odebrać. Informatyk powiedział, że przyjedzie po mnie i razem odbierzemy stołecznego. Tak też się stało. Umówiona godzina, dostaje smsa,żeby wyjść z domu. Informatyk nie pomyślał o tym, że nie wiem jakim wehikułem się porusza i musiałam go szukać. Miłym zaskoczeniem było odnalezienie go w srebrnym Audi A4. Jedyny samochód, który mi się na prawdę wówczas podobał i jedyny chyba, który potrafiłam rozpoznać na ulicy :)&lt;br /&gt;Wsiadam więc do tej A4-ki radośnie i zabija mnie widok Informatyka. Wydał mi się jakiś nadzwyczaj przystojny, w nadzwyczaj czarnej koszuli i nadzwyczaj eleganckim wnętrzu nadzwyczaj lubianego samochodu. Pachniał nawet tak jakoś nadzwyczajnie. W sumie to może bym się w nim już wtedy zakochała, gdyby nie... &lt;br /&gt;- Ooo! Widzę, że masz sportowe kozaczki!&lt;br /&gt;I nagle Informatyk sprzystojniał do normalnego poziomu, koszula przestała być tak czarna, wnętrze Audi wyglądało jak każde inne i nawet pachniało tak jak zawsze. Wtedy miałam już tylko w głowie moje nowe "sportowe kozaczki".&lt;br /&gt;Podróż minęła zupełnie normalnie, poznałam ZZK czyli Informatyka nr 2, impreza w pełni udana i owocna w nowe, wieloletnie mam nadzieję, znajomości. Bez wzruszeń, westchnień, wielkich zauroczeń (nie licząc nowych "sportowych kozaczków") i jakichkolwiek podwyższonych stanów emocjonalnych.&lt;br /&gt;Zanim się zakochałam w Informatyku minęło jeszcze sporo czasu, ale to już inna bajka...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ps. Zaliczyłam kolosa z matmy!&lt;br /&gt;(Ruda rulez!)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2030673051394670305-5980799376199215319?l=pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com/feeds/5980799376199215319/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com/2010/01/sentymentalnie.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2030673051394670305/posts/default/5980799376199215319'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2030673051394670305/posts/default/5980799376199215319'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com/2010/01/sentymentalnie.html' title='Sentymentalnie'/><author><name>Ruda</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04228355380904422820</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_s48IyIMN1S0/S1JHV2s8_rI/AAAAAAAAAAM/RsdywgD9wZY/S220/avatar.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2030673051394670305.post-1208458114934628651</id><published>2010-01-24T12:25:00.002+01:00</published><updated>2010-01-24T12:39:30.770+01:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>Wyleniłam się dziś okropnie. Nie wstawałam z łóżka do dwunastej. Nawet kot przyjaźnie to znosił i spał sobie smacznie obok mnie. Teraz jak już Sylwia się przeprowadziła (do innego pokoju) i mogę kota spokojnie wypieprzyć za drzwi, kiedy jest niegrzeczny, to śpi spokojnie. Paradoks.&lt;br /&gt;Ja nie śpię spokojnie. Tzn miewam dziwne sny. Nie, żeby koszmary czy inne horrory. Śni mi się ciągle coś, co zupełnie odbiega od rzeczywistości. Śni mi się, że Informatyk znajduje sobie jakąś głupią babę i mnie porzuca w ramiona bruneta z brodą, który zupełnie mi nie pasuje. Śni mi się też, że sama odchodzę do bruneta z brodą, który mi zupełnie nie pasuje, ale uważam, że tak trzeba, a Informatyka oddaję jakiejś głupiej babie. I mimo tego, że wszyscy są nieszczęśliwi, nadal twierdzą, że tak musi być.&lt;br /&gt;Innym razem znów Informatyk wyjeżdża do pracy gdzieś bardzo daleko, a ja nie mogę z nim jechać. I w moim życiu znów pojawia się stado samców, idących za mną krok w krok i próbujących mnie pojmać. A ja z tej tęsknoty jestem taka słaba... Mimo, że się nie daję, to oni czują swoja rosnącą przewagę. Ja czuję kilometry, które dzielą mnie od szczęścia.&lt;br /&gt;Zawsze jest tak, w tych snach, że szczęście jest o krok, albo błąka się gdzieś daleko, ale ja nigdy nie mogę go złapać. Taka ciągła pogoń, za pogodą ducha i radością, jaką na co dzień, na żywo, nie w śnie, obdarza mnie Informatyk.&lt;br /&gt;Zastanawiam się nad symboliką tych głupot. Co one chcą mi powiedzieć?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dzień jest śliczny. Przez okno. Zapewne jest zimno, że ojapierdolę. Tak czy inaczej, nie wiele dziś z niego wyciągnę. Trzeba się w końcu wziąć do nauki. Wtorek będzie ciężki...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2030673051394670305-1208458114934628651?l=pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com/feeds/1208458114934628651/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com/2010/01/wyleniam-sie-dzis-okropnie.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2030673051394670305/posts/default/1208458114934628651'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2030673051394670305/posts/default/1208458114934628651'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com/2010/01/wyleniam-sie-dzis-okropnie.html' title=''/><author><name>Ruda</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04228355380904422820</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_s48IyIMN1S0/S1JHV2s8_rI/AAAAAAAAAAM/RsdywgD9wZY/S220/avatar.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2030673051394670305.post-7962910491417259887</id><published>2010-01-23T22:19:00.003+01:00</published><updated>2010-01-23T22:24:40.946+01:00</updated><title type='text'>TY</title><content type='html'>Na całych jeziorach Ty,&lt;br /&gt;o wszystkich dnia porach Ty.&lt;br /&gt;W marchewce i w naci Ty,&lt;br /&gt;od Mazur do Francji Ty.&lt;br /&gt;Na co dzień,&lt;br /&gt;od święta Ty.&lt;br /&gt;I w leśnych zwierzętach Ty.&lt;br /&gt;I w ziołach, i w grzybach&lt;br /&gt;nadzieja, że to chyba Ty.&lt;br /&gt;We wróżbach i w kartach Ty.&lt;br /&gt;Na serio i w żartach Ty.&lt;br /&gt;W sezonie i potem,&lt;br /&gt;przed ptaków odlotem,&lt;br /&gt;na wielką tęsknotę Ty,&lt;br /&gt;zawsze Ty.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A w kącie kto stoi? Ja.&lt;br /&gt;Kto się niepokoi? Ja.&lt;br /&gt;W kuchennym lufciku ja.&lt;br /&gt;W paskudnym wierszyku ja.&lt;br /&gt;A rozum kto traci? Ja.&lt;br /&gt;Kto łzą się bławaci? Ja.&lt;br /&gt;I kto czeka z pieczenią mazurską jesienią? Ja.&lt;br /&gt;Zielono od marzeń mych.&lt;br /&gt;Na kładce i w barze, my.&lt;br /&gt;Do pary, nie w parze,&lt;br /&gt;bezsenni żeglarze.&lt;br /&gt;Na całych jeziorach my,&lt;br /&gt;jednak my.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2030673051394670305-7962910491417259887?l=pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com/feeds/7962910491417259887/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com/2010/01/ty.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2030673051394670305/posts/default/7962910491417259887'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2030673051394670305/posts/default/7962910491417259887'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com/2010/01/ty.html' title='TY'/><author><name>Ruda</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04228355380904422820</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_s48IyIMN1S0/S1JHV2s8_rI/AAAAAAAAAAM/RsdywgD9wZY/S220/avatar.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2030673051394670305.post-7721096198060678133</id><published>2010-01-21T18:39:00.003+01:00</published><updated>2010-01-21T19:07:35.894+01:00</updated><title type='text'>abcde...</title><content type='html'>Łazi mi po głowie sen... Nie będę o nim pisać. Nie będę bo nie chcę go pamiętać. Nie wnosi w moje skromne progi nic. Nie jest wizualizacją skrytych marzeń, ani wspomnieniem cudownym, ani nawet takowa sytuacja nie zaprzątała mi głowy przez ostatnie dni. Sen bez sensu. Efekt przemęczenia być może. I sny zaczynają mi świrować.Koniec tematu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dzień udany. Póki co, bo mój pesymizm podpowiada mi na ucho, że "nigdy nic nie wiadomo". I w sumie nie miałabym się tego dnia do czego przyczepić, gdyby nie:&lt;br /&gt;- kurewsko śliskie chodniki i podłogi w empekach&lt;br /&gt;- kurewsko zimno na dworze&lt;br /&gt;- kurewski śnieg z niebka.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Za to dzień miło spędzony w informatycznym (nie tylko Informatycznym) towarzystwie. I odwiedziny w drogerii. Udało mi się zadziwić kilku informatyków z Polibudy, samą swoją obecnością. Cóż... Wydział Informatyki nie charakteryzuje się zbyt silną populacją samic, więc jak biedne samce zobaczyły moją skromną osobę, to mało im się łepki nie pourywały. Swoją drogą... Nie sądziłam, że głową da się obracać aż tak bardzo.&lt;br /&gt;Wizyta w drogerii też była owocna. Kupiłam nowy ejlajner i pędzelek do cieni ("miotełka" w werski Informatycznej:&lt;br /&gt;Inf.: A kupujesz tę swoją miotełkę?)&lt;br /&gt;O wizycie u Golasa nie wspomnę, bo szczerze nie ma o czym, chyba, że czytacze mają ochotę na szczyptę polskiej tępoty (z pozdrowieniami dla Golasa). I proszę nie myśleć, że my z Golasem to się nie lubimy. My się bardzo lubimy. Wkurzać zazwyczaj, ale to już przez ten jego ukochany &lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Infantylizm"&gt;infantylizm&lt;/a&gt;. (Golas link dla Ciebie:*)&lt;br /&gt;W drodze powrotnej spotkałam Czesława z krótkim łbem, co wprowadziło mnie w tak silny stan szoku, że rozdziawiłam paszczękę i nie umiałam słowem się odezwać przez dobry kawał czasu. A to jest u mnie dziwne.&lt;br /&gt;Teraz siedzę i usiłuję wyprodukować z siebie coś notkopostopodobnego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na koniec pochwalę się swoją pierwszą piątką w indeksie. Z marketingu. Nie ma to jak dobry start :)&lt;br /&gt;(miejmy nadzieję, że niektórzy będą mieli także dobre zakończenie:*, inni - w ogóle zakończenie)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ahoj!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2030673051394670305-7721096198060678133?l=pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com/feeds/7721096198060678133/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com/2010/01/abcde.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2030673051394670305/posts/default/7721096198060678133'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2030673051394670305/posts/default/7721096198060678133'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com/2010/01/abcde.html' title='abcde...'/><author><name>Ruda</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04228355380904422820</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_s48IyIMN1S0/S1JHV2s8_rI/AAAAAAAAAAM/RsdywgD9wZY/S220/avatar.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2030673051394670305.post-6436685158269193209</id><published>2010-01-20T18:35:00.002+01:00</published><updated>2010-01-20T19:00:07.762+01:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>Pogoda jest do dupy i mam zły humor. Przemarzłam dziś okropnie biegając po mieście. Poza tym miasto gaśnie. Spory urzędowo - oświetleniowe i od razu wyłączają latarnie na części osiedli. Chodzę więc dłuższą drogą do domu, tą oświeconą. Bo bezpieczniej. I marznę dłużej...&lt;br /&gt;Mój nastrój jest śpi snem zimowym. Ostatnio jestem cholernie nerwowa. Już ze sobą nie wytrzymuję. Wywołuje to dość dziwne refleksje.&lt;br /&gt;Wiadomo - jechałam dziś na uczelnię i gapiłam się w szyby. Zaczęłam zastanawiać się jak wyglądał by mój pogrzeb. Czy byłoby dużo ludzi, czy ktoś by płakał... Stwierdziłam, że ja na prawdę jestem jakaś pierdolnięta zdrowo.&lt;br /&gt;Nie lubię siebie. Za jedną wadę. Chciałabym, aby świat kręcił się według zasad jakie ja ustalam. Może nie cały świat, bo ten to ja mam, proszę państwa, w głębokim poszanowaniu. Chciałabym, alby świat małych spraw, najbliższe otoczenie chodziło jak w zegarku pod moje dyktando.&lt;br /&gt;Jakie życie jest każdy wie. Nie zawsze wszystko idzie po naszej myśli. W sumie... Nawet rzadko kiedy idzie jakbyśmy chcieli. I w sumie każdy tak ma. Tylko z tą różnicą, że mnie to cholernie wkurza.&lt;br /&gt;Dla przykładu.&lt;br /&gt;Zaplanowałam sobie skrycie wczorajszy dzień. I w sumie nic nie wyszło z owych planów. Może za mało się starałam, a może tak miało być, bo jakiś mądry rządziciel tak sobie wymyślił. Tak czy siak strasznie mnie to bulwersowało. Zasypiałam aż prawie zła. Prawie. To ważne tutaj słowo.&lt;br /&gt;Postanowiłam więc, że dzisiejszy dzień będzie inny. Znów zaplanowałam wszystko. I znów nic nie wyszło. Przynajmniej na razie. I nie zapowiada się, żeby wyszło. Przynajmniej na razie. Znów będę zasypiać wkurzona.&lt;br /&gt;Wkurza mnie też jak ktoś nie liczy się z moim zdaniem. Kiedy narzuca mi coś, postanawia zrobić tak a nie inaczej i nie pyta czy mi to pasuje. Oczywiście, jeśli w swych postanowieniach uwzględnia moją pozycję w jakikolwiek sposób. A tak się niestety dzieje dość często. Nie lubię się dostosowywać. To chyba ta moja chęć zawładnięcia światem. Nie tym w poważaniu, tym małym. Na razie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z przyjemniejszych rzeczy mogę wymieć kilka, z dzisiejszego dnia.&lt;br /&gt;Nauczyłam się patrzeć na wiele rzeczy. Zobaczyłam ambicję. Nie swoją, ale i tak było ciekawie obserwować. Ambicje. Chyba czasem mi ich brak. Może nie, nie brak mi ambicji. Brak mi motywacji. To się nazywa siła leniwca.&lt;br /&gt;Kolejna rzecz... Dowiedziałam się jak Saimar ma na imię :D i byłam w szoku :P&lt;br /&gt;Bawiłam się też z Dominiką. Teraz ręce pachną mi niemowlakiem. Lubię zapach dzieci. Ciekawe jak smakują...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tyle dobroci. &lt;br /&gt;Nie mam na to humoru.&lt;br /&gt;Nie zobaczę się dziś z Informatykiem. Może to i lepiej. Chcę dziś wyłączyć światło i zostać sama.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2030673051394670305-6436685158269193209?l=pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com/feeds/6436685158269193209/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com/2010/01/pogoda-jest-do-dupy-i-mam-zy-humor.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2030673051394670305/posts/default/6436685158269193209'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2030673051394670305/posts/default/6436685158269193209'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com/2010/01/pogoda-jest-do-dupy-i-mam-zy-humor.html' title=''/><author><name>Ruda</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04228355380904422820</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_s48IyIMN1S0/S1JHV2s8_rI/AAAAAAAAAAM/RsdywgD9wZY/S220/avatar.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2030673051394670305.post-6027290310660157233</id><published>2010-01-18T16:50:00.003+01:00</published><updated>2010-01-18T17:16:15.072+01:00</updated><title type='text'>O jaka jestem rozpieprzona</title><content type='html'>Mam schizy. I to nie małe. Autobusy mnie przerażają. Codziennie zmuszona jestem nimi jeździć i gapić się w tą szarą rzeczywistość. Kiedy patrzę przez okno odłączam się totalnie od wszystkiego. Wtedy przychodzą one... Są straszne, natrętne i powracające. Myśli.&lt;br /&gt;Wyobrażam sobie nieraz rozpacz swoją, która ogarnęłaby mnie po stracie Informatyka. Jakiejkolwiek. Czasem wyobrażam sobie, że moje męczące JA doprowadziło go do szału i mnie zostawił. I widzę siebie samotną w pustym domu, czterech kątach, ze łzami w oczach. Takie puste zimno przeszywa mnie na wskroś. Boję się takiego dnia.&lt;br /&gt;Boję się w swoich myślach też dnia, w którym mogłabym go stracić na zawsze, nieodwracalnie. Widzę jak rozjeżdża go samochód, pełno krwi i jego takiego leżącego w tych potokach. I widzę swoją bezradność, swoją płaczącą posturę pochyloną nad jego ciałem. I nic nie mogę zrobić. I wszelkie znane mi zasady pierwszej pomocy uciekają w popłochu. Paraliżuje mnie ta wizja. Wiem, że byłabym bezsilna.&lt;br /&gt;Czasem widzę też Informatyka wracającego późno do domu. I widzę bandę pijanych dresów czy innych kiboli. Widzę jak go kopią i przewracają na ziemię. I widzę jak katują go na śmierć. Nic nie mogę zrobić. Wyrywam sobie włosy z głowy. Bo gdyby tego dnia został u mnie, a może gdyby wrócił wcześniej. A może wyszedł pięć minut wcześniej... I boję się takich chwil.&lt;br /&gt;Potem myślę o rodzinie na wygnaniu. Widzę mamę pogrążoną w chorobie, nie mogącą zejść z łóżka. Utkwiona w tym pustym stanie błagam los, by nie zrobił mi takiego psikusa.&lt;br /&gt;Widzę też ojca na wózku inwalidzkim, spadł z rusztowania. Cudem przeżył. A po chwili już wizja, że nie przeżył...&lt;br /&gt;Boję się stracić te trzy najważniejsze mi osoby, bo wiem, że bez nich nie poradzę sobie w życiu. Jeszcze nie teraz. Zbyt słaba jestem na straty. Za mało mi sił.&lt;br /&gt;I jadę dalej. Ciemno się robi za oknem. Znów widzę wypadek. Samochód tak łudząco podobny do auta przyjaciela. Przerażona dzwonię do niego. Raz, drugi, trzeci. Nie odbiera. I nie odbierze już nigdy, bo to nie było złudzenie...&lt;br /&gt;Widzę też babcię. Babcię wyniszczaną przez realnego raka. Jedną już tak straciłam. Drugiej nie chcę. Chcę pomóc, chcę oddać jej swoje zdrowie. Nie mogę. Boję się.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tyle myśli mi przychodzi wtedy do głowy. Tylko o siebie się nie boję. Bo w świetle tych osób nie widzę w sobie wartości. Nie liczę się ja. Ważni są oni. Bez nich mój świat byłby szary. Albo nie byłoby go wcale.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Płakać mi się chce kiedy te myśli tak przychodzą. A one są uparte. Im bardziej ich nie chcę tym więcej ich jest. Taka jestem rozpieprzona.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A w nocy spać nie mogę. Nie mogę zmrużyć oka. Słyszę stukanie, szuranie, jakieś szmery i trzaski. Boję się, mimo, że tam nie ma niczego. A jednak paraliżuje mnie strach.&lt;br /&gt;Czego się boję? Co jest obiektem lęku? Nie wiem. Zdaję sobie sprawę, że NIC. Nadal jednak nie podnoszę się z łóżka. Zapalam tę małą lampeczkę od Informatyka na rozgonienie strachów spod łóżka. Ale nie pomaga. I tak jęczę w duchu i nasłuchuję i umieram w bezruchu. Aż robi się widno. Za oknami szarzeje, a ja usypiam bardziej ze zmęczenia niż z potrzeby snu.&lt;br /&gt;I budzi mnie za chwilę mój wróg - budzik. Wrzeszczy mi nad uchem, zmusza do wstawania. Więc wstaję. Zapalam papierosa, przeklinam wstrętne śniegi za oknem i mrozy. Zbieram się w sobie. Jem, piję, ubieram się, ... , wychodzę. Snuję się jak cień na przystanek. Przyjeżdża autobus. Wsiadam, płacę, zajmuję miejsce. Koniecznie przy oknie. Patrzę w szare ulice i boję się tego dnia, i tej nocy, która po nim nastąpi.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2030673051394670305-6027290310660157233?l=pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com/feeds/6027290310660157233/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com/2010/01/o-jaka-jestem-rozpieprzona.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2030673051394670305/posts/default/6027290310660157233'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2030673051394670305/posts/default/6027290310660157233'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com/2010/01/o-jaka-jestem-rozpieprzona.html' title='O jaka jestem rozpieprzona'/><author><name>Ruda</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04228355380904422820</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_s48IyIMN1S0/S1JHV2s8_rI/AAAAAAAAAAM/RsdywgD9wZY/S220/avatar.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2030673051394670305.post-1335378984737518576</id><published>2010-01-17T20:09:00.005+01:00</published><updated>2010-01-17T20:54:25.307+01:00</updated><title type='text'>Gdzie diabeł nie może... tam śniegiem zasypie.</title><content type='html'>Gorący temat ostatnich dni... Śnieg i mróz. Jakiż to paradoks.&lt;br /&gt;Niemiłosiernie zimno, ślisko, śniegu, że ojapierdolę... A ja w swych monotonnych marzeniach znów widzę zieloną trawkę i ostatkami sił próbuje wydobyć z pamięci jakże piękny obraz słońca i bezchmurnego nieba.&lt;br /&gt;Śniły mi się dziś nowe, wiosenne buciki. I rozpacz mnie dopadła, gdy po przebudzeniu ujrzałam te tony zasp śniegowych...&lt;br /&gt;Głowa mi pęka od tej pogody do tego stopnia, że musiałam zadawkować procha. Niemiłosiertna pogoda. Nu nu!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Swoją drogą muszę wspomnieć o Informatyku - Programiście, który jakże usilnie stara się ocieplić tę pogodę, choćby w duchu. Nosił mnie dziś "na barana" i zrobił mi masaż (co fakt, jak dziecku "pisze pani na maszynie...") Śmiechu było co nie miara i humor lekko się poprawił.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No tak. Nie ma to jak rodzice. Dzwonił ojciec i wytrącił mnie zupełnie z toku myślenia. Jak już mi się myśleć udało.&lt;br /&gt;Krótkie wyjaśnienie - dzwonił ojciec - bo ja sierota emigracji jestem. Rodzice szanowni w Antwerpii integrują się z Belgami, a ja tu taka na zbiedniałej Lubelszczyźnie siedzę i studiuję :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Teraz już w ogóle nie wiem o czym chciałam pisać. I nie wiem też o czym chcielibyście czytać (paradoks nr 2 - pewnie jeszcze tego nikt nie czyta, ale nadzieję posiadam ogromną, że może kiedyś się wybiję nieco i znajdę gronko czytaczy). Kończyć pora. Chyba. Bo znając mnie później przypomni mi się coś niecierpiącego trupy i dopiszę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ahoj!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2030673051394670305-1335378984737518576?l=pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com/feeds/1335378984737518576/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com/2010/01/gdzie-diabe-nie-moze-tam-sniegiem.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2030673051394670305/posts/default/1335378984737518576'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2030673051394670305/posts/default/1335378984737518576'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com/2010/01/gdzie-diabe-nie-moze-tam-sniegiem.html' title='Gdzie diabeł nie może... tam śniegiem zasypie.'/><author><name>Ruda</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04228355380904422820</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_s48IyIMN1S0/S1JHV2s8_rI/AAAAAAAAAAM/RsdywgD9wZY/S220/avatar.jpg'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2030673051394670305.post-6844485598752475590</id><published>2010-01-17T00:50:00.001+01:00</published><updated>2010-01-17T00:53:21.412+01:00</updated><title type='text'>Po raz pierwszy</title><content type='html'>Oto stało się. Założył się blog taki a nie inny. Problem wielki polega na tym, że nie potrafię pisać 'początków' i 'końców'. I o ile blog kiedyś zostanie zdjęty z anteny bez słowa pożegnania, tak rozpocząć jakoś trzeba.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na początek powiem więc Wam: witam, tudzież dobry wieczór. I ostrzegę, że macie do czynienia z blondynką. Z natury. Bo ze łba rudą i czarną i rudą znów za jakiś czas. W dodatku dziewczyną informatyka, który upiera się, iż jest programistą i nawet widzi w tym różnicę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Macie przed oczami bloga, który będzie bardzo zmienny nastrojowo. Będzie ze mną cierpiał okresy, fochy i foszki, i radośnie śmiał się z informatycznych zachowań mego samca. Jak nie zapomnę, później Wam coś opowiem, na powitanie. Zabawnego :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Co do bloga... Sama nie wiem czego się można po mnie, tak też i po nim spodziewać. Pisany przez kobietę z ciętym językiem i charakterem skorpionim. Kobietę upartą, wredną i czepliwą. Pamiętliwą i mściwą - tak więc uważać trzeba i liczyć się ze słowami. Na imię mam Ironia. Na nazwisko Sarkazm. Czasami.&lt;br /&gt;Ale nie będę Was tak straszyć. Jestem także miła i łagodna. Uśmiecham się i jestem uprzejma. I podobno mam poczucie humoru. Jakieś, ale zawsze.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie będę się dalej rozpisywać o sobie - temat rzeka, jak to kiedyś usłyszałam z pewnych miłych ust. Boję się, że się utopię, popadnę w depresję bądź co gorsze: samouwielbienie. Na zakończenie rozprawek o dupiemarynie obiecana wspominka. Informatyczna, rzecz jasna.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pewnego mroźnego, zimowego, ubiegłorocznego już wieczoru informatyk tudzież programista postanowił wyjść do wucetu w momencie kiedy ja chciałam się przytulić, pogadać, pomarudzić bądź upierdolić go w ramię czy szyję. On zawsze ma odpowiedni moment. Tak więc mimo błagań by poszedł za chwilę - wyszedł z pokoju. Na pożegnanie usłyszał: masz nawet nie włazić do tego pokoju! Foch - rzecz jasna.&lt;br /&gt;Informatyk - jak to informatyk wszystko bierze zbyt szczegółowo. Dostosował się do polecenia. Nie wlazł. Wczołgał się. &lt;br /&gt;Pomyślałam, że następnym razem będę cwana. Przy kolejnej okazji rzuciłam mu na wychodne: masz bana na ten pokój! Tak po informatycznemu - to pewnie zrozumie. Po chwili Informatyk wchodzi jakby nigdy nic.&lt;br /&gt;- Masz przecież bana na mój pokój!&lt;br /&gt;- Zmieniłem IP (i pokazuje mi, szczerząc zęby koszulkę, założoną na lewą stronę)&lt;br /&gt;Załatwił mnie drugi raz. Wykorzystał swoją informatyczną przewagę. Ale kiedyś go zagnę. Obiecuję :) Póki co go nie lubię.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Koniec na dziś. Koniec bo nudzę.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2030673051394670305-6844485598752475590?l=pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com/feeds/6844485598752475590/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com/2010/01/po-raz-pierwszy.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2030673051394670305/posts/default/6844485598752475590'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2030673051394670305/posts/default/6844485598752475590'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://pani-ktos-panna-nikt.blogspot.com/2010/01/po-raz-pierwszy.html' title='Po raz pierwszy'/><author><name>Ruda</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04228355380904422820</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_s48IyIMN1S0/S1JHV2s8_rI/AAAAAAAAAAM/RsdywgD9wZY/S220/avatar.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry></feed>
